20-lecie Hamleta w Teatrze STU

Spektakl „Hamlet" w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego już od dwudziestu lat cieszy się wielkim uznaniem.

Prawie za każdym razem gromadzi pełną widownię. Jak podkreśla reżyser, fakt, że przedstawienie na podstawie dramatu Shakespeare'a pozostaje w programie Teatru niezmiennie przez 20 lat, jest ewenementem na skalę światową. Nawet w Teatrach Szekspirowskich w Wielkiej Brytanii spektakle nie są grane tak długo, co jakiś czas zmieniają reżyserów, obsadę i grono pracujące nad sztuką w celu jej unowocześnienia.

Zmieniają się czasy, zmieniają się też oczekiwania widzów, ale Teatr Stu w Krakowie to okazja do powrotu do klasyki. Klasyki rozumianej nie jako wierne i nudne przedstawienie znanego prawie wszystkim dramatu, ale klasyki służącej jako punkt wyjścia dla stworzenia czegoś wielkiego, w klasycznych ramach.

Sztuka Teatru STU rozpoczyna się od ciemności. Ciemności i deszczu, który wydaje się dziwnie prawdziwy, zupełnie jakby z przestrzeni teatru widownia została przeniesiona w plener, przed wrota zamku w Elzynorze. Kiedy zapalają się światła już wiemy, że to nie udźwiękowienie, ale scenografia odpowiadają za ten realizm. Wśród grzmotów burzy wyłania się scena, deszcz naprawdę leci z nieba i trafia do małego akwenu wybudowanego w teatrze specjalnie na potrzeby „Hamleta". Tuż nad nim znajduje się dość spora zwodzona scena. Poza tymi imponującymi elementami scenograficznie niewiele się dzieje i właśnie to jest kwintesencją tej inscenizacji. Opiera się ona głównie na wypowiedziach bohaterów, jeszcze bardziej eksponuje geniusz samego Shakespeare'a i nie chowa go pod warstwą rekwizytów, które odwracają uwagę od samego tekstu. Oczywiście pewna doza dramatyzmu w postaci monologów aktorów wypowiadanych w strugach deszczu spowoduje, że słowa wybrzmią ze zdwojoną siłą i będą bardziej poruszające. Warto zwrócić też uwagę na sam dźwięk, akustyka w teatrze jest tak dobra, że słychać było każdy szelest, każdy niuans i każde wahanie w głosie aktorów, dzięki czemu lepiej można było się wczuć w nastroje i zamierzenia bohaterów.

Już od pierwszych scen tego dramatu wiemy, że będzie to klasyczne przedstawienie Hamleta. Starodawne stroje, podniosłe i uroczyste wypowiadanie tekstu (w przekładzie Stanisława Barańczaka) i oficjalność, a wręcz teatralność gestów, zabiorą nas do odległych czasów. Przeniesienie historii do współczesności, tak popularne w dzisiejszych czasach, być może dodaje jej aktualności, ale często odbiera siłę przekazu spotęgowaną całymi wiekami jej oddziaływania na odbiorców. Nowoczesności mamy dzisiaj aż nadto, stykamy się z nią na każdym kroku, w teatrze lepiej więc mieć okazję do kontaktu z czymś, czego nie doświadczymy na co dzień.

Dla uczczenia tak ważnej uroczystości, jaką jest 20- lecie sztuki, do krakowskiego teatru zaproszono aktorów, którzy przez te lata wcielali się w hamletowskie postacie. Jak uśpieni szpiedzy obecni na widowni budzili się na swoje sceny, wypowiadali kilka kwestii i wśród wrzawy publiczności, zasiadali z powrotem na swoich miejscach. Było to dość wzruszające, kiedy obserwowało się na scenie aktorów, którzy z różnych powodów nie mogą już grać swoich postaci. Sprawiało to też wrażenie jakby spektakl wychodził poza scenę, gubił granicę między opowiadaną historią a rzeczywistością. Także Ofelia biegająca w szaleństwie między rzędami widowni włącza ją nieświadomie do spektaklu i czujemy się częścią tej historii w tym samym stopniu co bohaterowie sztuki.

Pora na kilka słów na temat obsady spektaklu. Historia Hamleta jest dramatyczna, ale dla rozładowania napięcia wplecione w nią zostały elementy komediowe. Nie każdy aktor potrafi sobie z nimi poradzić w taki sposób, aby rozbawić widownię. Tym, co zaskakuje w tej inscenizacji jest taka umiejętność odkryta u niektórych aktorów, których być może byśmy o to nie podejrzewali. Jednym z takich aktorów jest pan Radosław Krzyżowski. W scenie, kiedy wciąż musiał wyrywać z ręki małżonki kieliszek z winem już samo energiczne podrywanie się z krzesła wprowadzało trochę rozluźnienia w ciasnej intrydze Shakespeare'a, a to tylko jeden z przykładów na to, jak dobrym i przekonującym jest aktorem.

Jak już zwrócono uwagę w publikacjach na temat Hamleta, specjalnie pokazywany jest on jako pewne przeciwieństwo Laertesa. Jego zastanawianie się i introwertyczność celowo przeciwstawiane są Laertesowi, który działa raczej błyskawicznie. Oprócz tego w samym spektaklu Laertes (Michał Meyer, ) jest pełnym werwy i poczucia humoru młodzieńcem, który staje naprzeciw góry lodowej jaką jest Hamlet (Robert Ciszewski). Nie łatwo jest grać najpoważniejszą postać w sztuce, kiedy niemalże wszyscy dookoła mają pole do komediowego popisu, dlatego aktor wcielający się w tytułową postać robił jeszcze większe wrażenie swoją niesamowitą powagą.

Ta powaga i opanowanie w połączniu z dobrą dykcją powodowały, że dodawał on Hamletowi stanowczości, ale nie było w niej przesady. Hamlet to postać niejednoznaczna z powodu przeciwstawnych potrzeb i dążeń. Konflikt między sumieniem, a obowiązkiem pomszczenia ojca, zamknięcie w sobie i poczucie bycia niezrozumianym powodują, że na tragedię Hamleta wpływa nie tylko jego otoczenie, ale też jego osobowość jako idealisty stykającym się z wrogim mu światem. Dzisiejszemu widzowi zachowanie głównego bohatera może wydawać się nielogiczne. Niestety, jesteśmy tak przyzwyczajeni do przemocy, że niechęć do morderstwa nawet w przypadku niemal zupełnej pewności co do winy podejrzanego są niezrozumiałe.

Na przestrzeni dwudziestu lat w spektaklu „Hamlet" brało udział bardzo wielu aktorów. Niektórzy grali pojedyncze role, inni zmieniali z biegiem lat granych bohaterów. Tym, co nie zmieniło się przez te wszystkie lata jest reżyseria i wrażenie, jakie wywiera na widzach kontakt z prawdziwą sztuką.

Pozostaje tylko życzyć twórcom kolejnych lat z pełną widownią podczas spektakli.

 

 

Teresa Wysocka
Dziennik Teatralny Kraków
25 listopada 2021

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...