23.06.2018, sobota (... trzeba ciągle czymś zaskakiwać ...)

Dziennik z niełatwych czasów

I znowu garść impresji sportowych. Tym razem z największej światowej areny widowiskowej, z Mundialu. Nie zdziwiła mnie przegrana Polski z Senegalem, przewidziałem ją, byłem na nią przygotowany. Znowu uprawiam „performatywne" czarnowidztwo. Ale jestem starym wyjadaczem: tyle było podbijania narodowego bębenka, zachwytów nad formą naszych, ich przygotowaniem mentalnym i taktycznym, nad geniuszem trenera, że to nie mogło wyjść.

A jak obejrzałem telewizyjny materiał z Senegalu, szamanów i czarowników, mających swoje sposoby, by rzucić urok na drużynę przeciwnika, wiedziałem, że nie może być dobrze. Ale żarty na bok. Teraz słyszę i czytam wiele komentarzy, opisów meczu, recenzji poszczególnych zawodników i całych formacji. Niektóre z nich są bardzo sensowne i wnikliwe. Cóż, kiedy na te wszystkie głosy krytyczne jest zdecydowanie za późno. Pokazują jedynie, że można o naszej piłce mówić wnikliwie i z troską, i nie napastliwie. Można! Dlaczego dzisiaj odkrywa się, że Adam Nawałka za późno wprowadza zmiany, że bardziej przywiązuje się do nazwisk swoich ulubieńców, niż ocenia ich grę. Przecież to wiadomo było od dawna, od bardzo dawna. Nasi zagrali z Senegalem koszmarny mecz, pod każdym względem. Ale podobnie jest w teatrze: jeśli premiera przyniesie sukces – pochwały należą się reżyserowi i twórcom, jeśli zakończy się klapą – winni są aktorzy. To nie tak. Przynajmniej nie do końca tak. Nasi piłkarze przypominali raczej żołnierzy pozbawionych dowódcy.

W radiu TOK FM usłyszałem nowe określenia: post-football, piłka jako zjawisko intermedialne, intertekstualność piłkarska. Rany Boskie!!! To trzeba to tak nazywać? Pojęciami, które usprawiedliwiają i tłumaczą wszystko, słowami wytrychami? Ja wiem, wszystko się zmienia, piłka też: w dobie błyskotliwego obiegu informacji, często niesprawdzonych i nieprawdziwych służy jako narzędzie najprzeróżniejszych manipulacji społecznych, rozgrywa się w innej rzeczywistości biznesowej: przepływu coraz większych pieniędzy, agresywnej reklamy i promocji. Czyli wszystko stało się oszustwem i manipulacją, w których zawody sportowe są pretekstem, a nie celem? Być może tak, ale ja próbuję być optymistą i staram się wmawiać sobie, że sprawa nadal jest prosta: albo grają dobrze, albo nie, albo wygrywają, albo przegrywają, albo jestem z nich dumny, albo się ich wstydzę. Duma i wstyd są ważne, bo coraz głośniej słychać hasła patriotyczne i nacjonalistyczne, nie tylko u nas, ale i na całym świecie.

Trener piłkarski nieodłącznie kojarzy mi się z reżyserem teatralnym. Ten ostatni, potrafi często świetnie dogadać się z aktorami, jest takim powszechnie lubianym bratem-łatą. Ale osiąga sukces dopiero, gdy stale poszukuje czegoś nowego, dba o własny rozwój, a co za tym idzie o rozwój zespołu, któremu przewodzi. Znajdzie się też taki, który przegrywa premiery, bo nie ma pomysłu, nie wprowadza nowych zaskakujących rozwiązań. Ileż mógłbym w teatrze wskazać takich przykładów: powszechnie lubianych, ale pozbawionych słuchu, wrażliwości i determinacji. A już najgorzej, gdy tacy zachowawczy artystyczni stratedzy postanawiają nagle być fajterami. Wówczas bywają żałośni. Myślę, że część tych analogii reżysersko-trenerskich jak ulał pasuje do Adama Nawałki. Z drużyną się dogaduje, ale pomysłu na całość nie ma, bo w gruncie rzeczy jest słabym taktykiem. Dlatego powiela sytuacje z pierwszych sukcesów, jest mało odważny, a jeśli już, to w sposób nie do końca przemyślany. Na ogół drepcze wokół dawno sprawdzonych rozwiązań, niestety rozwiązań niezwykle łatwych do odczytania przez przeciwników. A dzisiaj trzeba ciągle czymś zaskakiwać. Czymś nowym. Ostatnim i jedynym (jak dotąd) trenerem, który potrafił zaskoczyć świat był Kazimierz Górski, doprowadzając naszą drużynę do mistrzostwa i wicemistrzostwa olimpijskiego (1972, 1976) oraz do trzeciego miejsca na Mundialu w 1974 roku.

Wszyscy przecierali oczy. W najbliższą niedzielę też będą przecierać. Tylko z jakiego powodu? Mam nadzieję, że z dobrego dla nas.

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
23 czerwca 2018

Książka tygodnia

Gilliamesque
Wydawnictwo Planeta
Terry Gilliam

Trailer tygodnia