26.05.2018, sobota (... zacząć biegać! ...)

Dziennik z niełatwych czasów

W miniony wtorek dotarła do nas wiadomość, że tegoroczną laureatką nagrody Bookera została Olga Tokarczuk za powieść „Bieguni", podobno świetnie przetłumaczoną na angielski przez Jennifer Croft. The Man Booker International Prize to jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień literackich, niektórzy twierdzą, że sytuuje się zaraz po Noblu.

Nagroda międzynarodowego Bookera (50 tys. funtów) przyznawana jest przez Brytyjczyków i dzielona solidarnie pomiędzy autora i tłumacza. Jury ocenia zatem wartość oryginału poprzez jego literacki przekład. Anglojęzyczne wydanie książki niewątpliwie poszerza obszar jej oddziaływania, a nagroda ma ogromne znaczenie promocyjne. To spektakularny sukces Olgi Tokarczuk i jej książki wydanej w Polsce prawie 11 lat temu, która teraz zyskała nowe życie.

„Bieguni" dotyczą starej, prawosławnej sekty (odłamu staroobrzędowców), której wyznawcy twierdzili, że tylko pozostawanie w nieprzerwanym ruchu zapewnia człowiekowi ochronę przed szatanem. Ale dzisiaj, tak naprawdę, książka traktuje o szukaniu wolności, o życiu w biegu, o ciągłym przemieszczaniu się, o wielkiej, niepokojącej podróży (migracji) ludzkości, o tym, że tożsamość nabyta lub przyrodzona już dawno przestały się liczyć, nawet ta sytuacyjna, jeszcze do niedawna tak modna, traci na znaczeniu na rzecz czegoś, co można nazwać tożsamością nomadyczną. Jak mówiła w jednym z wywiadów Tokarczuk jej książka to „wołanie człowieka w rozedrganym, rozkawałkowanym świecie o sens, o całościowy sens ...".

Autorka miała zapewne wizję proroczą, kiedy mniej więcej 12 lat temu pisała „Biegunów" (w nowoczesnej formie narracyjnej, porzucając klasyczny sposób snucia uporządkowanej opowieści). Jej książka nie starzeje się, odwrotnie, zyskuje na aktualności, bo problem w niej podjęty z roku na rok staje się coraz bardziej zatrważający dla mnie, i – zapewne – dla innych. Przed czym uciekasz? Za czym tak gonisz? Te pytania zadajemy sobie jakże często. Podzielam niepokój autorki, podzielam jej diagnozę, rozumiem skojarzenia, ale nie podzielam fascynacji ciągłym podróżowaniem, pojętym jako filozofia życia, stałego przebywania wśród przedmiotów podróżnych o narzuconych gabarytach i wadze. To jakiś obłęd! Jestem pełen lęku. Na naszych oczach ginie stary świat, może nie jako całość, ale w sensie cywilizacyjnym. Coś się błyskawicznie kończy, coś (tylko co?) powstaje. Niegdyś zachowanie obrzędowe, związane z pewnym odłamem prawosławia, dzisiaj „bieg" staje się powszechną praktyką. Dawniej każdy wyjazd z domu był zaplanowanym wydarzeniem, teraz jest zwyczajnością. Cóż, zmienia się świat, zmieniają się ludzie, trzeba to przyjąć.

Niedawno słuchałem w TOK FM-ie ciekawej rozmowy z panią prof. socjologii (nie zapisałem niestety nazwiska). Poruszano różne tematy, m.in. ten, że z punktu widzenia nowoczesnej psychoanalizy jesteśmy rozdarci między realnym, a wyobrażonym. Z realnym nie możemy sobie poradzić, stąd np. zdumiewające kariery i zatrważające poparcie społeczne dla niektórych polityków, choćby Trumpa, ale i wielu innych (pozostawmy nazwiska, bo dotyczą też naszej sceny politycznej). Wyobrażone (np. lustrzane odbicie zła) pokonać byłoby nam łatwiej, gdyby ucieczka w rzeczywistość wirtualną, symulakry i gry komputerowe, nie groziła rozpadem osobowości. Znowu nie brzmi to optymistycznie, więc boję się.

Chyba będę musiał zacząć biegać!

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
26 maja 2018

Książka tygodnia

Macbeth
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jo Nesbø

Trailer tygodnia

9. Międzynarodowy Fest...