4.01.2018, czwartek (... nie dać się zagłaskać ...)

Dziennik z niełatwych czasów

1 stycznia 20018 roku telewizyjna „Dwójka" zaczęła emitować nowy program The Voice Kids. Przesłuchania dzieci były bardzo interesujące i na ogół małolaty (głównie dorastające panienki) zdały swój pierwszy poważny egzamin w show businessie. Gorzej ze swojego zadania wybrnęło jury. Takiej ilości minoderii, zachwytów, pocałunków, nasładzania się, pochlebstw, zagłaskiwania dawno nie widziałem.

Tak jakby gromada babć, cioć, mamuś, wujków rzuciła się na swoje najzdolniejsze, najpiękniejsze i najmądrzejsze pociechy. A owe pociechy? Niektórym to się podobało i szły w to jak w dym (wyraźnie nauczone domowym doświadczeniem), niektóre stały z lekka przerażone, dopraszając się nieśmiało o prawo zabrania głosu. Ten wzniosły jazgot niewiele dawał. ż pewnością dla ich doświadczenia i przyszłości bardziej przydałoby się konkretne (ale życzliwe i sympatyczne) podsumowanie występów, zwrócenie uwagi na to co było dobre, ale również na to co było złe. Wielu z tych młodych ludzi zajmie się zapewne w przyszłości śpiewaniem profesjonalnym, nieraz dostaną po głowie, nieraz poniosą porażkę i warto, żeby zyskiwali odporność od najwcześniejszych lat.

A tego samego dnia telewizyjna „Jedynka" pokazała finał rocznych zmagań uczestników programu „Jaka to melodia". W pewnym momencie na placu boju pozostały już tylko dwie finalistki. Jedna z nich na pytanie Roberta Janowskiego dotyczące pierwszej płyty Andrzeja Dąbrowskiego odpowiedziała błędnie, tracąc szanse na zwycięstwo. I... zalała się łzami. Nie były to łzy żalu, ale łzy wściekłości. Następnie młoda dama szlochając wybiegła z telewizyjnego studia, ku zdumieniu prowadzącego program, zgromadzonej publiczności i licznych telewidzów. Komentarze internautów na ogół były bezlitosne. Oto kilka z nich: „(...) za bardzo chciała wygrać. W życiu trzeba niejednokrotnie godzić się z porażką. Niektórzy musza się tego nauczyć, nawet w wieku dorosłym (...)". „Niestety rodzice nie nauczyli przegrywać. Właśnie z takiego powodu dzieci nie mogą wiecznie dostawać fory (...), pierwsza myśl – córeczka mamusi i tatusia, jedynaczka, chowana pod pierzynką, oklaskiwana w domu z byle powodu (...)". „(...) można wyjść ze studia z podniesioną głową, tym bardziej, że żeby zająć zaszczytne 2-gie miejsce też trzeba posiadać wiedzę. Nie każdy jednak to potrafi. Są tacy, którzy będą trzaskali drzwiami (...)". „Ludzie, nie wychowujcie takich okazów, bo w przyszłości staną się pośmiewiskiem!!".

Różnica wieku dzieląca uczestników i uczestniczki obu konkursów nie była duża, w niektórych przypadkach prawdopodobnie niewiele przekraczała 10 lat. I pewnie dlatego jakoś mi się te dwa programy splotły, a cytowane głosy internautów upewniły mnie w przekonaniu, że pokory trzeba uczyć się od najmłodszych lat. Uprawiałem zawód, w którym szczególnie ważne są odporność na stresy, przyjmowanie sukcesów, ale i porażek ze spokojem, wyciąganie właściwych wniosków. A najważniejsza jest świadomość, żeby nie dać się zagłaskać! W środowisku teatralnym różnie z tym bywa. Niszczącym psychikę artystów złym emocjom sprzyjają zarówno wychowanie, nauczanie, jak i dzisiejsze skomercjalizowane czasy, które nastawione są na szybkie i często nie do końca zasłużone kariery. Koniunkturalne porażki bardzo bolą, urażają nadmiernie rozbudzone ambicje. Wszystkich: dyrektorów, reżyserów, aktorów, innych twórców. Czasami za bardzo.

A przecież ważne jest, żebyśmy zdrowi byli! W tym Nowym Roku!

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
4 stycznia 2018

Książka tygodnia

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III: 1910-2000
Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia