400 Salonów

Całe życie chodzenia

Jan Kott, ilekroć bywał w Paryżu, zawsze wieczorami zaglądał do teatrzyku na rue de la Huchette. "Żeby sprawdzić, czy wszystko jest jak było", powiada w eseju "Spotkania". Na 400. Salonie Poezji przypomniała mi się ta historyjka. 400 spotkań! 11 lat chodzenia na Salon, niedziela w niedzielę, nie licząc świąt i miesięcy wakacyjnych!- pisze Paweł Głowacki w Dzienniku Polskim.

Jan Kott, ilekroć bywał w Paryżu, zawsze wieczorami zaglądał do teatrzyku na rue de la Huchette. "Żeby sprawdzić, czy wszystko jest jak było", powiada w eseju "Spotkania". Dokładnie mówiąc: żeby sprawdzić, czy wszystko jest jak było z granymi tam od zawsze arcydziełami Eugene'a Ionesco "Lekcją" i "Łysą śpiewaczką".

"Zeszłej jesieni postanowiłem zobaczyć przedstawienie raz jeszcze. Nic się nie zmieniło. Nawet publiczność się nie zmieniła". O samej "Lekcji" dodał: "Nie byłem pewien, czy Uczennicę gra ta sama aktorka", bo kiedyś Uczennica wydała mu się dziecinna. Po spektaklu, na kolacji u Ionesców, autor uspokoił Kotta: "Oczywiście, że ta sama. <Lekcję> będą grali jeszcze pięćdziesiąt lat albo siedemdziesiąt. Kiedyś Uczennica umrze, naprawdę, nie na scenie. Pójdzie do nieba, święty Piotr groźnie zapyta: Coś ty robiła w życiu, moje dziecko?". Słowa, które kazał jej Ionesco rzec w odpowiedzi, do jednego się sprowadzają. Uczennica całe życie - grała Uczennicę.

Na 400. Salonie Poezji przypomniała mi się ta historyjka. 400 spotkań! 11 lat chodzenia na Salon, niedziela w niedzielę, nie licząc świąt i miesięcy wakacyjnych! I nie zanosi się na koniec podróży! Właśnie taki tytuł nosił Salon uroczysty: "Podróż". Poeci czytali własne wiersze, aktorzy czytali wiersze wybrane przez poetów, Beata Rybotycka pieśni śpiewała, w sumie - było jak zawsze, tyle że na dużej scenie Teatru im. J. Słowackiego. Znów przyszli ci, co od zawsze przychodzą, przyszli, by nie ruszając się z miejsc - wędrować po cudzych, świetnych słowach, nie wiadomo dokąd, ale z pewnością daleko stąd, daleko od codzienności słów, od ulicy. Kolejny raz.

Obyśmy wiecznie żyli, lecz jeśli się nie uda - a chyba się nie uda, co przykre, ale nic nie da się z tym zrobić - możliwe, że będzie z nami, jak z Uczennicą w opowiastce Ionesco. "Całe życie chodziliśmy na Salon Poezji Anny Dymnej". Tak odpowiemy świętemu Piotrowi, a on się uśmiechnie, bo przecież będzie wiedział, że tam, w dole, Salon Poezji trwa sobie w najlepsze, już bez nas, już z innymi Uczennicami i Uczniami, innymi aktorami, innymi muzykami, innymi żywymi poetami. Trwa i potrwa jeszcze z pięćdziesiąt lat. Albo nawet siedemdziesiąt. Jak arcydzieła Ionesco.

Krakowski Salon Poezji odliczył cztery setki spotkań. Przez 11 lat wystąpiło w nim 1118 artystów z całej Polski - 582 aktorów, którzy przeczytali utwory ponad 760 autorów oraz 536 muzyków i wokalistów. Salon odwiedziło w tym czasie ponad 65 tys. widzów, bo oni pozostają wierni tym spotkaniom z poezją niezmiennie.

A zaczęło się wszystko 20 stycznia 2002 roku; i końca szczęśliwie nie widać. Działa już 35 salonów poza Krakowem, również

za granicą. Zaowocował Salon także publikacjami płytowymi - "Wielcy aktorzy czytają <Pana Tadeusza>", dołączanymi do "Dziennika Polskiego" oraz "Beniowskim". Także trzema elegancko wydanymi tomami dokumentującymi fenomen tych spotkań. W niedzielę Anna Dymna i Krzysztof Orzechowski zaprezentowali premierowo najnowszy, opisujący, piórem Pawła Głowackiego, salony 201-300.

To wszak teksty na tych łamach zrodzone. Dopełniają je wspaniałe zdjęcia, głównie Andrzeja Głuca. Całość, jak i wcześniej, zredagowała Diana Poskuta-Włodek, a opracował graficznie Władysław Pluta.

Wierszem Miłosza "Kraina poezji" zaczęli Anna Dymna i Krzysztof Orzechowski niedzielne spotkanie; ta kraina wciąż ogromnieje, na otwarcie czekają cztery dalsze salony... Rzekł Michał Anioł: "Wiersz jest nad czas i nad śmierć". Wciąż jest.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
23 stycznia 2013

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...