A co z Hanną?

"A ja, Hanna" - XIV Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej Interpretacje

13 marca 2012 roku w ramach XIV Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Reżyserskiej INTERPRETACJE odbył się spektakl muzyczny "A ja Hanna" z Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu

Grażyna Rogowska wciela się w nim w postać Hanny – drugiej, nieznanej szerszemu odbiorcy córki Jana Kochanowskiego. Aktorka, ubrana jak typowa mała dziewczynka (biała sukienka, kokardki we włosach) niezwykle mocnym, wyrazistym głosem śpiewa teksty „Trenów” Jana Kochanowskiego, jakby były rockowymi piosenkami. Na scenie towarzyszy jej zespół (Waldemar Orłowski – gitara, Grzegorz Zioła – bas, Marcin Śnigurowicz – perkusja oraz Łukasz Ludwig – instrumenty klawiszowe), którego istnienia na samym początku występu się nie domyślamy. Odgrodzony jest bowiem kotarą, na której pojawiają się najpierw tylko fragmenty „Trenów”. Dopiero po jakimś czasie można zauważyć, że muzyka nie jest nagrana wcześniej. 

I to właśnie muzyka okazała się kluczem do sukcesu tego spektaklu. Rockowe brzmienie połączone z renesansowymi tekstami może wydawać się mieszanką wybuchową, a z tego względu szalenie niebezpieczną, bo nieobliczalną. Jednak sposób w jaki zostało to połączone nadają temu dziełu niezwykły charakter. Jedynym minusem okazało się jednak nie do końca dobre nagłośnienie, co sprawiło, że nie wszystkie teksty mogły być do końca zrozumiane.

Sam pomysł połączenia staropolskich tekstów z nowoczesną muzyką wydaje się być bardzo oryginalny. Jednak sposób przedstawienia „Trenów” z punktu widzenia drugiej, mniej znanej córki Kochanowskiego wydaje się wywracać do góry nogami nasze tradycyjne widzenie tych utworów. Staje bowiem przed nami mała dziewczynka, która po śmierci swojej dwuipółletniej siostry zostaje odsunięta przez własnego ojca na drugi plan. Nie potrafi bowiem pogodzić się ze stratą swojego dziecka. Pisze, by ukoić swój ból, wychwalając zalety zmarłej Orszulki. Z tym natomiast nie potrafi pogodzić się Hanna, która czuje się niezauważana i przez to nieszczęśliwa. Wspaniale oddaje to gra Grażyny Rogowskiej. Śpiewając o tym jaką wspaniałą dziewczynką była jej siostra, tupie i kopie nogami ze złości, płacze, okazując w ten sposób swoje niezadowolenie. Jest po prostu zwyczajnie zazdrosna o uwagę rodzica. Na domiar złego gdy umiera, Kochanowski poświęca jej tylko jedno czterowersowe epitafium, które przy dziewiętnastu trenach dla Orszuli wydaje się być mało znaczącym utworem.

Ważnym elementem tego monodramatu muzycznego wydaje się być również gra świateł. W zależności od utworu i jego ekspresji pojawiają się światła w różnych barwach, mające podkreślić zmieniające się emocje. Również dzięki zręcznej grze światła dopiero po kilku minutach spektaklu dowiadujemy się o istnieniu orkiestry. Muzycy „pojawiają się” w momentach, gdy główną rolę gra muzyka i „znikają” gdy na pierwszy plan wysuwa się tekst.

Całość jest ciekawym przedsięwzięciem, ukazującym „Treny” Jana Kochanowskiego nie tylko jako teksty mogące współgrać z ciężką, rockową muzyką. Przede wszystkim ich interpretacja, ukazana z zupełnie innego punktu widzenia, zmienia nasz do nich stosunek. Pokazuje bowiem, że cierpienie jednostki nie zawsze dotyczy tylko jej samej. Cierpi często cała jej rodzina, a szczególnie nierozumiejące jeszcze dobrze dorosłego świata, małe dziecko.

Magdalena Fraczek
Dziennik Teatralny Katowice
24 marca 2012

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia