Akrobatyka codzienności

"Daily soup" - reż. Małgorzata Bogajewska - Teatr Narodowy

Jeden z leitmotivów, pojawiających się w spektaklu "Daily soup", stanowi lwowska piosenka o akrobacie. Nie jest ona tylko miłym dla ucha refrenem - cyrkowiec zabija się na wysokości trzeciego piętra. I choć jego historia opowiedziana została w rytm skocznej melodii, to jednak kryje się w niej prawdziwy dramat. Podobnie jest z przedstawieniem Teatru Narodowego. Tytułowa - wydawałoby się: niewinna - codzienna zupa niepostrzeżenie wpisuje się w rytm rodzinnych obiadków. W koszmar codzienności.

Sztuka Amanity Muskarii (czyli Gabrieli i Moniki Muskały) portretuje trzypokoleniową rodzinę – babcię, wnuczkę oraz rodziców tej ostatniej. Więzi między nimi szybko okazują się złudzeniem, a wspólne życie – bezpardonową walką. Walką, w której wszyscy „chcą dobrze”. Z przedstawienia dowiadujemy się nie tylko w jaki sposób tworzymy sobie nawzajem piekło, ale i jak bardzo nie chcemy się z niego uwolnić. Wydawałoby się: standard. „Daily soup” to dobrze pomyślany spektakl, którego estetyka wynosi się jednak ponad prosty, doraźny realizm. W dodatku – w realizacji Teatru Narodowego – świetnie wykonany.

Przedstawienie sprawnie dekonstruuje naszą codzienność. Inteligentna satyra wymierzona jest równocześnie w dwóch kierunkach. Pierwszy z nich to relacje rodzinne i wspominane już domowe piekiełko. W drugim ujęciu, zahacza ona o kwestie społeczne. Bezlitośnie obnaża popkulturową papkę serwowaną nam w telewizji. Nie bez przyczyny tytuł nasuwa skojarzenie z pojęciem „soap opera”. Kobiety ukazane w spektaklu z zapartym tchem śledzą telenowele, „głowa domu” natomiast  wpatruje się bezmyślnie w filmy gangsterskie (a może raczej: chciałaby się wpatrywać, bo władzę nad odbiornikiem udaje się przejąć jedynie z rzadka). Bez względu na rodzaj produkcji telewizyjnej, ten świat wydaje się bardziej atrakcyjny, niż rzeczywistość.

Ogromną zaletą spektaklu jest aktorstwo. Na scenie zobaczymy między innymi Annę Grycewicz, Halinę Skoczyńską czy Janusza Gajosa. Ich – skądinąd świetne –  kreacje przyćmiewa jednak fenomenalna gra Danuty Szaflarskiej. Jako Babcia jest hipnotyzująca i – w pewien sposób – nieprzenikniona. Choć jej postać to staruszka uważana za dementywną, Szaflarska nie prowadzi swojej roli jednoznacznie. Czasami nawet można się zastanawiać, czy to nie ona w największym stopniu toczy grę z pozostałymi bohaterami.

Ta gra opiera się przede wszystkim na niedomówieniach. Spektakl sugestywnie pokazuje, jak chętnie uciekamy od trudnych tematów, kryjąc się w bezpiecznych komunikacyjnych schematach. Jednocześnie jednak to także gra z widzami – tu stawką nie byłoby odczytywanie kolejnych cytatów z „Mody na sukces” (czy raczej, jak chciałyby autorki dramatu, ze „Szczęścia i sukcesu”), a rozszyfrowanie ukrytej w „Dialy soup” historii. Każda z postaci przenosi nas w inny wymiar dziejącego się tu dramatu, a problemów żadnej z nich nie można nazwać błahymi. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że tylko Babcia i Wnuczka – przynajmniej w jakimś stopniu – zdają sobie z tego sprawę. I tylko między nimi dojść może do porozumienia.

Przedstawienia „Daily soup” nie odczytuję jako diagnozy ściśle pokoleniowej. Sądzę również, że reżyserka nie postawiła sobie za zadanie ostrego piętnowania ludzkich wad. Dobitnie jednak udowadnia, że każdy akt komunikacji to balansowanie na cienkiej linie. I że każda wysokość – nawet ta, wydawałoby się, bezpieczna – może być śmiertelnym zagrożeniem.

Barbara Englender
Dziennik Teatralny
17 maja 2012

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia