Aktor bez maski

"Kolega Mela Gibsona" - reż: Waldemar Patlewicz - Teatr Korez w Katowicach

W sali zapada ciemność, jedynie drobna wiązka światła pada na wielką sławę, odtwórcę głównej roli w świetnym spektaklu "Cyrano de Bergerac" - Feliksa Rzepkę. Po krótkiej prezentacji jednej z jego pamiętnych kwestii, aktor rozpoczyna swoją opowieść. Wraz z nią, swój początek ma przesłuchanie, w którym uczestniczymy.

Feliks Rzepka ukazuje kulisy swojej kariery aktorskiej. Przechodzi od momentów niewątpliwej sławy związanej z sukcesem spektaklu „Cyrano de Bergerac” po kryzys, jaki dosięga go w chwili zdjęcia przedstawienia z afisza. Rzepka czuje się prawdziwym fenomenem. Jak przyjaciela traktuje Grzegorza Markowskiego, którego przepis ukazał się obok jego przepisu w pewnej gazecie. Wyjeżdża również do Stanów, by występować dla tamtejszej Polonii. Choć ideały są piękne, bo ponoć zamierza krzewić kulturę polską to odczytać można z łatwością, że rzeczą, która naprawdę go tam przywołuje są pieniądze (potrzebne zwłaszcza żonie). W ramach wdzięczności wraz z współpracownikami otrzymują bilety na lot powrotny klasą biznesową. Towarzysze wymieniają je zaraz na pieniądze, jednak on postanawia skorzystać z okazji. W przedziale poznaje Mela Gibsona. Zdaje sobie sprawę z tego, jak wielkim aktorem jest Gibson, jednak Rzepka nie czuje się wcale gorszy – traktuje sławę z zza granicy jak równego sobie. Żadna z gwiazd nie traktuje go jednak poważnie, do chwili popełnienia przestępstwa, będącego powodem obecnego przesłuchania. Wszystkiemu winna jest próżność Rzepki. Postanowił on otworzyć własny teatr, żeby pokazać wszystkim na co go jeszcze stać. Funduszami na rozpoczęcie działalności miał być łup z napadu na kantor. Obsługująca kantor kobieta rozpoznała Rzepkę, którego uwielbiała. Z przyjemnością oddała mu pieniądze. Chwilę później policja złapała złodzieja, ponieważ w trakcie rozmowy z ekspedientką zarejestrowały go wszystkie kamery przemysłowe kantoru, a w dodatku zostawił kobiecie swój autograf.

„Kolega Mela Gibsona” jest monodramem napisanym przez Tomasza Jachimka. Powstał w celu ośmieszenia aktorów (zwłaszcza tych przez małe „a”), którzy nie raz są próżni i nie widzą nic poza końcem czubka własnego nosa, a do tego zaniżają poziom prawdziwego Aktorstwa. Ta karykatura jest kompilacją cech wielu różnych ludzi, zebraną na podstawie bezpośrednich doświadczeń i obserwacji autora. Spełnia swoją rolę bardzo dobrze.

Monolog aktora, w którego wcielił się Mirosław Neinert przerywany jest jedynie krótkimi dźwiękami wspomagającymi. Scenografa również uboga – stół, krzesło, jednak nic więcej nie trzeba, ponieważ w spektaklu nie chodzi o całą otoczkę, tu najważniejsza jest opowieść. Publiczność zafascynowana, ale jednocześnie rozbawiona z niecierpliwością czeka, aby usłyszeć jak wygląda przebieg historii Feliksa. Mirosław Neinert ma w sobie tyle wdzięku, że z łatwością przełamuje bariery widz-aktor, grając wraz z ludźmi, czy wciągając ich do wspólnego śpiewu. Zdecydowanie zacieśnia to więź z aktorem. Nowością, którą rzadko spotyka się w teatrze jest product placement. Wykorzystana w historii zostaje stacja paliw BP, która jednocześnie jest patronem spektaklu, ale nie jest to wcale sprawa rażąca w oczy, gdyż wszystko doskonale wpisuje się w konwencję spektaklu.

Zabawna historia opowiedziana przez ciekawego człowieka jest bardzo przyjemna w odbiorze. Pozwala się jednocześnie zastanowić nad istotą prawdziwego aktorstwa. Warto poświęcić chwilę wolnego czasu na ten spektakl.

Katarzyna Skowronek
Dziennik Teatralny
29 marca 2010

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...