Aktorska poprawność

"Sceny z Różewicza" - 27. Festiwal Szkół Teatralnych

Drugim dyplomowym spektaklem warszawskich studentów Akademii Teatralnej, zaprezentowanym na XXVII Festiwalu Szkół Teatralnych, były "Sceny z Różewicza" w reżyserii Wiesława Komasy. Na scenie odegrano fragmenty "Kartoteki", "Wyszedł z domu" i "Grupy Laokona".

Minimalistyczna i surowa scenografia w pierwszej części ograniczyła się jedynie do ruchomego łóżka. Kostiumy zostały utrzymane w tej samej, szaro-brązowej kolorystyce, co sprawiało, że wszystko na scenie jest równoważne, ale jednocześnie nie nadawało spektaklowi żadnych cech charakterystycznych. W drugiej części za scenografię posłużył stół, przy którym odgrywano sceny z „Grupy Laokona”. Doskonałe tempo przedstawienia potęgował ciągły ruch, niby przypadkowy, naturalny i spontaniczny, ale idealnie kierujący całym spektaklem. 

Temat dyplomu warszawskich studentów okazał się niezwykle przyjemną podróżą w świat tekstów Różewicza. Widać było, jak młodzi aktorzy doskonale radzą sobie z tekstem i jak płynnie przeprowadzają nas przez cały spektakl. Przedstawienie składało się z poszczególnych scen dramatów, wybranych przez samych studentów. Zdarzało się, że były to te same dialogi, tylko w różnych odsłonach, z inną obsadą. Pokazano, na ile sposobów można zinterpretować Różewicza i jak różne emocje mogą temu towarzyszyć. Na scenie panowała perfekcyjna zabawa słowem i formą, jaką wypracował sam Różewicz. Pełne absurdu i niedorzeczne kwestie w ustach warszawskich studentów wybrzmiewały bardzo poprawnie. 

„Sceny z Różewicza” sprawiają publiczności pewien problem w odpowiednim odbiorze różewiczowskiego tekstu. Aktorstwo było tak poprawne, że nikt z nas nie ośmieliłby się czegokolwiek zmieniać, kogokolwiek zapomnieć lub też pominąć. Gdybyśmy zaczęli wymieniać interesujące osoby, postaci pewnie można by wyliczyć wszystkich studentów. Matka, Dziadek, Wujek, każdy z Wacławów byli niezwykle poprawni w swoich rolach. Nie było miejsca na najmniejsze niedociągnięcia. Każdy ze studentów był na swoim miejscu, w odpowiedniej roli, z której wywiązał się doskonale. Nic dodać nic ująć. Niestety spektakl okazał się być przez to jałowy, bez emocji, bez zaskoczenia i najzwyczajniejszej studenckiej świeżości, której bardzo brakowało. 

Zastanawiające, czy w tym wypadku jest to największa zaleta warszawskiego dyplomu (w końcu oceniamy kunszt aktorski studentów), czy największy z zarzutów, który możemy postawić przed twórcami „Scen z Różewicza”. Miejmy nadzieję, że warszawscy studenci nadal wierzą w piękno, a nie tylko w perfekcjonizm.

Agata Siuta
Dziennik Teatralny Łódź
22 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia