Aktorzy zwalniani, konkurs odwołany

Teatr Polski we Wrocławiu w kryzysie

Trwa telenowela w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Po tym, jak zwolniono b. dyrektora Cezarego Morawskiego, którego nadużycia finansowe wykazał raport NIK, władze Dolnego Śląska najpierw wstrzymały, a teraz unieważniły konkurs na jego następcę. Nowy szef ma być mianowany bez konkursu, za zgodą Glińskiego. Tymczasem teatr niespodziewanie zwalnia aktorów.

Konkurs na następcę Cezarego Morawskiego wstrzymano w lutym, bo „Solidarność" podważała reprezentatywność drugiego działającego w teatrze związku – Inicjatywy Pracowniczej – a tym samym jego prawo do posiadania reprezentanta w komisji konkursowej.

Konflikt między związkami zawodowymi działającymi w teatrze trwa już od lat. „Solidarność" długo popierała Cezarego Morawskiego – poparcie wycofała, gdy na jaw wyszły nadużycia finansowe, z powodu których stracił stanowisko. Podobnie zachowywał się minister kultury Piotr Gliński.

Inicjatywa Pracownicza od początku protestowała przeciwko powołaniu Morawskiego, a jej członkowie byli przez niego zwalniani. Wygrywali potem z dyrektorem sprawy w sądzie pracy.

Teraz p.o. dyrektora, Kazimierz Budzanowski, niespodziewanie zwalnia uznanych aktorów Teatru Polskiego – a jednocześnie członków Inicjatywy.

Kłopoty z liczeniem
Zarząd województwa tłumaczy odwołanie konkursu faktem, że p.o. dyrektora błędnie podał liczbę członków związków zawodowych – choć w samej treści uchwały nie podał żadnego powodu. Budzanowski tłumaczy się z kolei, że opierał się na liczbach podanych przez same związki.

Czy Inicjatywa Pracownicza ma prawo do udziału w komisji konkursowej? Wiele wskazuje, że tak. 18 lipca 2019 roku sąd orzekł, że na koniec 2018 roku członkowie Inicjatywy Pracowniczej stanowili 13,2 proc. załogi Teatru Polskiego. Nie ma w treści postanowienia stwierdzenia faktu, czy Inicjatywa Pracownicza jest zatem w teatrze „reprezentatywna", czy nie jest.

W momencie, gdy sprawa trafiła do sądu – związek był reprezentatywny, gdyż próg reprezentatywności wynosił 10 proc.

Dziś zarząd województwa argumentuje, że Inicjatywa reprezentatywna już nie jest – bo Sejm głosami PiS podniósł w międzyczasie próg reprezentatywności do 15 proc. Ale związkowcy z IP odpowiadają, że w międzyczasie zakładowa organizacja urosła. Do pracy wrócili wyrokiem sądu artyści bezprawnie zwolnieni przez Morawskiego jak choćby aktor Michał Opaliński.

Tymczasem Budzanowski w piśmie do związku datowanym na 20 sierpnia zapowiedział zwolnienia czwórki cenionych aktorów należących do Inicjatywy: Agnieszki Kwietniewskiej, Joanny Woźnickiej, Katarzyny Strączek i Adam Cywki. Uzasadniono je „brakiem udziału w próbach i spektaklach w sezonie artystycznym 2018/2019" i „brakiem propozycji ról". W przypadku Cywki i Strączek także podjęciem pracy w innym teatrze.

Zakulisowo w Teatrze Polskim we Wrocławiu można usłyszeć, że Budzanowski sprzyja w ten sposób „Solidarności", która nie chce związkowej konkurencji w komisji konkursowej. To spekulacje – ale nagłe zwolnienia tych aktorów, tworzących przez lata wysoki poziom teatru, faktycznie działałyby na niekorzyść Inicjatywy.

Władze województwa chcą teraz powołać nowego dyrektora bez konkursu. Na to jednak będzie musiał się zgodzić minister kultury Piotr Gliński. Od ubiegłego roku Dolny Śląsk współrządzony jest przez Bezpartyjnych Samorządowców i PiS – wcześniej BS współrządzili m.in. z PSL, które forsowało Cezarego Morawskiego.

Wątpliwe zwolnienia
Inicjatywa Pracownicza oprotestowała zapowiedzi zwolnień. Jej przewodniczący Tomasz Lulek nie zgadza się z zarzutami p.o. dyrektora, a próba zwolnienia aktorów świadczy jego zdaniem, jak napisał w oficjalnej odpowiedzi, o „złej woli" Budzanowskiego.

Warto tu dodać, że w większości teatrów repertuarowych zdarza się, że niektórzy z aktorów w danym sezonie nie otrzymują nowych ról. Zaś mimo utrzymania w repertuarze cenionych spektakli sprzed dyrekcji Morawskiego, jak choćby słynnych „Dziadów" bez skrótów Michała Zadary, nie są one grane decyzją dyrekcji – więc aktorzy siłą rzeczy nie biorą w nich udziału.

Szczególnie uderzająca jest próba zwolnienia Agnieszki Kwietniewskiej. Aktorka była na urlopie macierzyńskim i rodzicielskim do 19 stycznia 2019 roku. Nic więc dziwnego, że nie była obsadzana w spektaklach ani nie wychodziła na scenę. W dodatku, twierdzi związek, Kwietniewskiej i Woźnickiej zaproponowano już pracę w planowanych przedstawieniach.

Jak dowiedziało się OKO.press, uwzględniające angaż aktorek rozmowy z teatrem faktycznie podjął jeszcze przed informacją o zwolnieniach Paweł Świątek. Jak mówi, do obsady swojego spektaklu zaprosił zarówno Kwietniewską, jak i Woźnicką. Przedstawienie, odnoszące się do zabójstwa pierwszego prezydenta II RP Gabriela Narutowicza, ma powstać do tekstu Sebastiana Majewskiego inspirowanego książką Pawła Brykczyńskiego „Gotowi na przemoc".

W bardziej skomplikowany sposób wygląda sprawa Cywki i Strączek. Tak jak argumentuje Budzanowski, faktycznie pracują dziś już oni etatowo w Teatrze Polskim w Warszawie, pod dyrekcją Andrzeja Seweryna.

Swoje pierwsze role na tej scenie zagrali w „Królu" Szczepana Twardocha w reżyserii Moniki Strzępki i adaptacji Pawła Demirskiego. Nie istnieje jednak prawny zakaz pracy w dwóch instytucjach kultury jednocześnie, choć logistycznie jest to bardzo trudne. Cywka i Strączek polemizują jednak ze stwierdzeniem Budzanowskiego, że nie zostali uwzględnieni w planach artystycznych na kolejny sezon. Jak mówią OKO.press, otrzymali od pełnomocnika ds. artystycznych, Krzysztofa Kopki, propozycję zagrania w „Burzy" Szekspira w reżyserii Rosjanina Jurija Kwiatkowskiego.

„Stare" od nowa
W sprawie zwolnień w Teatrze Polskim chodzi o coś więcej niż nieuzasadnioną – przynajmniej w części przypadków – decyzję kadrową. Sens odwołania Morawskiego ze stanowiska szefa Teatru Polskiego nie polegał tylko na tym, by usunąć dopuszczającego się nadużyć dyrektora.

Chodziło też o to, by przywrócić dawny poziom artystyczny niegdyś jednemu z najlepszych teatrów w Polsce. Uzasadnienie uchwały dotyczyło nie tylko naruszenia prawa w związku z pełnioną funkcją dyrektora, ale też nierealizowania programu. Merytorycznego działania teatru.

Aktorzy, których obecnie próbuje zwolnić Budzanowski, tworzyli najlepsze spektakle, jakie powstały we wrocławskim Polskim.

Kwietniewska to jedna z najbardziej charyzmatycznych, oryginalnych i docenianych w ostatnich latach polskich aktorek. Do Wrocławia trafiła ze słynnego teatru w Wałbrzychu. Grała tu m.in. w „Courtney Love" Strzępki i Demirskiego, „Podróży zimowej" w reż. Pawła Miśkiewicza według Elfriede Jelinek czy „Kronosie" Witolda Gombrowicza w reż. Krzysztofa Garbaczewskiego.

Była często nagradzana najważniejszymi w Polsce teatralnymi laurami. Dostała Grand Prix na Kaliskich Spotkaniach Teatralnych. Aż dwukrotnie zdobywała główne nagrody aktorskie na Festiwalu Boska Komedia. A także indywidualną nagrodę aktorską w Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej, organizowanym przez ministerstwo kultury.

Kwietniewska miała być obsadzona w planowanym spektaklu Pawła Świątka, który był już w rozmowach z Teatrem Polskim we Wrocławiu.

Jak dowiedziało się OKO.press, planowane są jeszcze rozmowy ze zwalnianymi aktorami.

Władze niechętne zwolnieniom
Władze Dolnego Śląska zdystansowały się od decyzji Budzanowskiego o zwolnieniu czwórki aktorów. Rzecznik Urzędu Marszałkowskiego Michał Nowakowski, poinformował OKO.press: „Członek Zarządu Michał Bobowiec odpowiedzialny za kulturę na Dolnym Śląsku jest zaskoczony takimi zamiarami p.o. dyrektora Budzanowskiego. Powołując go na to stanowisko uzgodnili wspólnie, że w związku z trudną sytuacją w Teatrze jego rola polegać będzie na działaniach koncyliacyjnych, że nie będzie zatrudniał i zwalniał aktorów. Mamy nadzieję, że ostatecznie p.o. dyrektora wycofa się z zamiaru zwolnienia tych osób".

Jednak ostateczna decyzja o zwolnieniach należy do Budzanowskiego – tak długo, jak kieruje on Teatrem Polskim.

Budzanowski był zastępcą Cezarego Morawskiego od września 2018 roku. Jego niespodziewane zatrudnienie tłumaczono faktem, że nowe „stanowisko pozwoli na dodatkowy nadzór nad kwestiami finansowymi i organizacyjnymi w teatrze oraz koordynowanie planowanych przez teatr inwestycji budowlanych i modernizacyjnych". Tak to tłumaczył wtedy we wrocławskiej „Wyborczej" rzecznik dolnośląskiego marszałka. Jednocześnie zaznaczył, że już wtedy w urzędzie marszałkowskim wiedziano, że kontrolerzy NIK wykryli w działaniu teatru nadużycia.

Budzanowski może pełnić swoją obecną funkcję do końca sezonu – zgodnie z ustawą o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Im dłużej nie będzie nowego dyrektora, tym dłużej będzie ją pełnił.

Witold Mrozek
Oko Press
13 września 2019

Książka tygodnia

Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Maurizio de Giovanni

Trailer tygodnia