Alicja w Krainie Muzyki

"Alicja w krainie czarów" - reż. J.J.Połoński i J.Staniek - Teatr Miniatura

Duet Jerzy Jan Połoński i Jarosław Staniek wprowadza do gdańskiej Miniatury powiew świeżości. Po bardzo udanym "Piotrusiu Panu" przyszedł czas na kolejne arcydzieło literatury dziecięcej - "Alicję w Krainie Czarów". Efekt? Świetny, widowiskowy musical, z bardzo mądrym przesłaniem.

Edukacja muzyczna dla wielu osób jest niestety pojęciem abstrakcyjnym. "Nauczycielami muzyki" dla najmłodszych stały się YouTube i Facebook, a muzyczne gusta urabiają telewizyjne programy muzyczno-rozrywkowe. Reżyserzy gdańskiego przedstawienia, Jerzy Jan Połoński i Jarosław Staniek, sprzeciwiają się masowemu zalewowi bezwartościowych dźwięków. Przekonują, że warto słuchać muzyki różnorodnej, świadomie wybierając tę, która najbardziej odpowiada naszym gustom. Dlatego w musicalowej "Alicji w Krainie Czarów" Teatru Miniatura (libretto Dariusza Czajkowskiego) abstrakcyjny sen małej Alicji zamieniony zostaje w pełną pięknych, sugestywnych obrazów Krainę Dźwięków, bezprawnie zawłaszczaną przez mroczną Królową Kakofonię. 

Początek nie zapowiada rozmachu inscenizacyjnego gdańskiego przedstawienia. Dziewczynka bawi się z kotem, gdy nagle kłębki wełny zaczynają uciekać. Jeden ucieka przed Alicją na strych, a tam dziewczynka wpada do świata dźwięków ukrytych w starym gramofonie. Alicja znajdzie w nim tajemniczy klucz, malutkie drzwiczki oraz "słynne" rekwizyty "Alicji w Krainie Czarów" - buteleczkę "wypij mnie" i ciastko "zjedz mnie". Zarówno ucieczka kłębka na strych, podróż do zaczarowanego świata muzyki, jak i zmiana wymiaru Alicji odbywa się dzięki projekcjom wideo (nieprzyjemnym zgrzytem podczas premiery była fatalna, nieskoordynowana z akcją, obsługa wideoprojekcji w pierwszym akcie).

Spektakl rozkręca się na dobre, gdy Alicja trafia do świata muzyki. Tutaj każdy śpiewa jak mu w duszy gra - Strażnik Żaba (Jacek Gierczak) rapuje, Suseł (Andrzej T. Żak) jest bluesmanem, Zając (gościnnie Jakub Zalewski) kocha pop, a Kapelusznik (Piotr Kłudka) nie widzi świata poza rockiem, gitarą elektryczną i oczywiście swoim kapeluszem. By czegokolwiek się o tym świecie dowiedzieć, Alicja (Katarzyna Kurdej, na co dzień aktorka Teatru Muzycznego w Gdyni) zmuszona jest śpiewać. Wszyscy bohaterowie muzycznego świata Alicji drżą o przyszłość muzyki, bo Królowa Kakofonia (Edyta Janusz-Ehrlich) chce zastąpić oryginalną muzykę komputerową rąbanką - póki co, odpowiednie bity miksuje dla niej na monstrualnym talerzo-sukienko-mikserze didżejka Kucharka Przebitka (Wioleta Karpowicz).

Spektakl Miniatury składa się z przepięknych obrazów - niemal każda scena i kostium to wizualna perełka (bardzo pomysłowa scenografia Evy Farkašovej). Świetnie wygląda zielony Pan Gąsienica z wielką fajką wodną (ponownie Piotr Kłudka) czy wizyta Alicji u Kapelusznika, który wspólnie z Susłem i Zającem wtajemnicza Alicję w ponure plany Królowej Kakofonii. Spotkanie u Księżnej, byłej divy operowej (Agnieszka Grzegorzewska) jest wyjątkowe przede wszystkim z powodu tajemniczego Kota z Cheshire, który w spektaklu Połońskiego i Stańka okazuje się świetnym Capoeiristas (Dawid Sęk). Duet reżyserski nie zapomina też o mrocznej stronie powieści Lewisa Carrolla - Strażnik Ryba (druga rola Jakuba Zalewskiego) w podzięce za gorliwą służbę u Królowej Kakofonii zostaje ścięty (w którejś z następnych scen wystąpi już "odrębnie" - jako ciało bez głowy i sama głowa, która jednak nie bardzo rozpacza po tak drastycznym rozdzieleniu).

Połoński ze Stańkiem przełamują kolejną barierę - zespół Miniatury wreszcie śpiewa na żywo (a nie z playbacku) i wypada całkiem nieźle. Wprawdzie nie wszyscy aktorzy są dobrymi solistami, ale m.in. Piotr Kłudka i Andrzej T. Żak, czy znana z talentu wokalnego Edyta Janusz-Ehrlich bardzo dobrze sobie radzą z partiami śpiewanymi. Występująca gościnnie Katarzyna Kurdej jako Alicja ma zdecydowanie najtrudniejszą muzycznie i aktorsko rolę - i chociaż wokalnie wypada świetnie, to jej aktorstwo pozostawia wiele do życzenia. Jej Alicja składa się właściwie z dwóch postaci - gdy śpiewa, jest roztańczona, naturalna, pełna energii i wigoru, gdy mówi, staje się sztucznie przerysowaną Fizią Pończoszanką.

Odważna interpretacja "Alicji w Krainie Czarów" Połońskiego i Stańka, dość odległa od wersji książkowej, może początkowo wywołać konsternację. Dzieci dostrzegą przede wszystkim urodę scen, dorośli mogą poczuć się przytłoczeni mnogością pomysłów i zabiegów inscenizacyjnych. W drugim akcie fabuła staje się jednak jaśniejsza, a motywacje bohaterów zrozumiałe również dla małego widza. To spektakl, który oprócz dzieci w wieku szkolnym z powodzeniem może być pokazywany także młodzieży gimnazjalnej.

Wycieczka do Krainy Dźwięków daje nadzieję, że świat muzyki nie zamieni się w bezkształtną muzyczną papkę. Z pewnością warto w tę podróż z Alicją i zespołem Teatru Miniatura wyruszyć.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
2 listopada 2011

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia