Alicja w krainie rewii

"Alicja w Krainie Czarów" - reż. Elżbieta Pańtak, Grzegorz Pańtak - Kielecki Teatr Tańca

Takiego spektaklu na polskich scenach nie było. Choćby dlatego, że nie oglądamy na nich przedstawień czysto tanecznych, bez śpiewu, głęboko osadzonych w tradycji hollywoodzkiego filmu muzycznego i pełnej blasku rewii, w których wszystko jest osnute wokół popularnej bajki.

Tymczasem w "Alicji w Krainie Czarów" w Kieleckim Teatrze Tańca w niezwykły sposób powrócono do korzeni zespołu, czyli do techniki tańca broadway jazz, ale rozszerzonej o stepowanie, taniec modern, akrobatykę, a nawet o elementy baletowej klasyki (jeden ze Złotych Motyli tańczy na pointach). Aby obraz był pełny, trzeba dodać do tego istną orgię barwnych i fantazyjnych kostiumów projektu Małgorzaty Słoniowskiej, scenografię Grzegorza Pańtaka, liczną grupę dzieci i młodzieży ze Szkoły Tańca Kieleckiego Teatru Tańca oraz mnóstwo efektów scenicznych przemieniających Kieleckie Centrum Kultury w prawdziwą Krainę Czarów.

Muzyczny collage dobrano starannie, nastraja on do radosnego tańca i naturalnie kojarzy się ze światem filmu (kompozycje między innymi Charliego Chaplina i Nino Roty). Słusznie, bo w warstwie scenicznej, po początkowych scenach dość wiernie nawiązujących do akcji książkowej, zaczynają dominować inspiracje filmowe, dodające nowe konteksty do postaci z Alicji. Gąsienica Absalom rozmnożyła się do kilkunastu stonóg, które między innymi w osobach twórców spektaklu, choreografów i dyrektorów teatru Elżbiety Pańtak i Grzegorza Pańtaka stepują aż miło do ragtime'u Scotta Joplina. Po przerwie spektakl, choć nadal barwny i zabawny, coraz dalej odchodzi od dramaturgii oryginału, stając się gonitwą skojarzeń twórców libretta.

Kapelusznik zostaje projektantem mody otoczonym seksownymi - a jakże - rewiowymi króliczkami, prezentującymi kolekcję kapeluszy. W zamku królowej Kier za olbrzymimi lustrami kryją się białe duchy przywodzące na myśl bal wampirów z "Nieustraszonych łowców wampirów" Polańskiego. A w finale sama Alicja przebiera się za Marylin Monroe w różowym cadillacu i zostaje okradziona przez dwóch Złodziejaszków, więc musi szukać pomocy Różowej Pantery...

Jest wesoło, ale chwilami widz gubi się, nie wie, czy jest jeszcze w Krainie Czarów, czy też w krainie wyobraźni twórców przedstawienia. Całość spina klamra wskazująca, że wszystko, co widzieliśmy, to sen lub majaczenia chorej Alicji leżącej w szpitalnym łóżku. W finałowej migawkowej scenie dziewczynka zdrowieje. I dramaturgia trochę kuleje, bo olbrzymie widowisko i rozbudowany wątek gonionych przez Różową Panterę Złodziejaszków nieoczekiwanie zamyka minimalistyczna scenka ze szpitalnym łóżkiem. Widowisko jest bajeczne, w powietrzu migoczą świecące w ciemności motylki, w filmowej projekcji Alicja wpada w głąb króliczej nory, a duchy w barokowych krynolinach i perukach poruszają się na samojezdnych deskorolkach.

Izabela Zawadzka kreuje rolę Alicji z wyczuciem - w tanecznych scenach jest lekka, z piękną pracą rąk, w momentach typowo aktorskich potrafi pokazać zarówno kapryśność, jak i waleczność swojej bohaterki. Wyróżnić trzeba też Dawida Kaptura jako Królika oraz Marcosa De Limę jako Motyla i Waleta Kier. Olbrzymie brawa należą się dzieciom ze Szkoły Tańca KTT doskonale przygotowanym i występującym w mnóstwie ról - od kwiatków po karty do gry.

Katarzyna Gardzina-Kubała
Ruch Muzyczny
2 marca 2017

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia