Alicja w krainie świateł

"Alicja w krainie czarów" - reż. Jakub Roszkowski - Teatr Andersena w Lublinie

O tym, w jaki sposób Alicja w krainie czarów weszła w lata dwudzieste XXI wieku i jaki werdykt wydała jej publiczność. Alicja w krainie czarów to powieść fantasty napisana w XIX wieku przez Lewisa Carrolla. Dzieło to było napisanie z myślą o młodych odbiorcach, ale swoją tajemniczością i symboliką może zaciekawić również i dorosłych.

Fakt ten i dodatkowo niesamowita popularności książkowych przygód Alicji (książka została przetłumaczona na 174 języki i sprzedała się w milionach egzemplarzy na całym świecie) sprawiły, że Alicja w krainie czarów stała się częścią naszej kultury. Powieść zaadoptowano do wszelakich mediów przekazu, była ona inspiracją dla innych dzieł literatury, pojawiała się w muzyce, telewizji, filmie i tatrze. W medium teatru opowieść o Alicji debiutowała jako musical w 1886 roku, później była przedstawiana w formach baletów, oper i sztuk teatralnych. W samym tylko teatrze Andersena w Lublinie Alicja w krainie czarów pojawiła się ostatnio w 2016 w reżyserii Jack'a Timmermansa. Bogactwo form, w których odnajduje się powiadanie o Alicji, z jednej strony zapewnia wiele inspiracji, ale z drugiej stawia przed twórcą każdej kolejnej adaptacji wyzwanie, jakim niewątpliwie jest ujęcie eterycznego uroku powieść i jednoczesne przedstawianie jej w oryginalny sposób. Spektakl przedstawiony na deskach teatru Andersena w Lublinie był nowoczesny i czerpał szeroko ze sztuk audiowizualnych. Łączył w sobie technikę teatru cieni i żywego aktora. Twórca tej adaptacji to Jakub Roszkowski. Jest on absolwentem Wydziału Reżyserii Dramatu PWST w Krakowie. Reżyserował spektakle w teatrach w Gdańsku, Krakowie, Katowice i Lublinie.

Na początku spektaklu poznajemy tytułową Alicję kreowaną przez Kingę Matusiak-Lasecką. Jest ona jedyną aktorką, która będzie występować przed wielkim ekranem, reszta aktorów będzie grała po jego drugiej stronie, tworząc swoimi ciałami, kostiumami i rekwizytami cienie. Alicja na początku wita się z dziećmi siedzącymi na widowni. Warto tu wspomnieć, że ta adaptacja jest szczególnie dostosowana do młodych odbiorców. Aktorka jest ubrania jak współczesna dziewczynka, zachowuje się komunikatywne i nawiązuje dobry kontakt z dziećmi, na tyle dobry, że młoda publiczność zaczyna jej podpowiadać czy powinna wskoczyć do króliczej nory.

Po naradzie Alicja decyduje się na skok i trafia do magicznej krainy, najpierw spotyka w niej zabieganego królika, a potem całą masę ekscentrycznych postaci ze świata snu. Spadaniu w króliczą norę towarzyszy animacja wyświetlana na ekranie, przed którym stoi Alicja. Za scenografię, reżyserię świateł i multimedia odpowiedzialny był Marcin Chlanda, szczególnie spodobały mi się kostiumy kart królowej, które miały symbole na dwóch osiach, dzięki czemu ich kolory były widoczne zarówno kiedy stali z boku, jak i frontalnie. Wracając do Alicji, Kinga Matusiak-Lasecka miała trudne zadanie spajania ze sobą dwóch technik teatralnych, podczas spektaklu wchodziła w interakcje z pojawiającymi się na ekranie cieniami i grafikami. Towarzyszyły temu efekty dźwiękowe tworzone na żywo przez aktora ukrytego za sceną. Alicji była radosna, komunikatywna i żywiołowa, a jej rola w tym spektaklu bezsprzecznie stawiała ją na piedestale. Drugą w kolejności postacią, która najbardziej wyróżniała się na scenie, był kapelusznik wykreowany przez Piotra Bublewicza. Nie mogliśmy szczególnie podziwiać mimiki ani kostiumów aktorów występujących w konwencji teatru cieni, mimo wszystko kapelusznik wyróżniał się na ich tle, jego głos był bardzo sceniczny i aktor świetnie radził sobie ze śpiewaniem.

Reżyser Jakub Roszkowski postanowił przedstawić fabułę książki w wartki sposób i skupić na audiowizualnych efektach. Na przykład, każdej zmianie wielkości Alicji towarzyszyły efekty dźwiękowe dobiegające z głośników i animacje wyświetlane na ekranie. Takie zabiegi na pewno bardziej utrzymywały zainteresowanie widowni, niż gdyby skupiać się na grze słów i filozofii postaci, które spotyka na swojej drodze Alicja. Reżyser umieścił w spektaklu wiele piosenek, do jednej z nich dzieci nawet klaskały w rytm. Ciekawym zabiegiem jest również zaimplementowanie do teatru gry zręcznościowej, w którą grała sama Alicja i inni aktorzy za ekranem. Gra polegała na unikaniu opadających na scenę homarów.

W celu podsumowania recenzji posłużę się tym jak podczas spektaklu zachowywała się widownia. Było to bardzo wymagające audytorium, dzieci jak to dzieci, wierciły się na krzesłach przez większość spektaklu, obraz widowni przypomniał wzburzone morze, jednak podczas piosenek, interakcji Alicji z baśniowym światem czy wszelakich gier, to morze uspokajało się i koncentrowało na aktorach.

Uważam, że biorąc pod uwagę całą historię teatru, niewiele znalazłoby się klasycznych spektakli, które tak efektywnie przykuwałyby uwagę młodej widowni.

Wojciech Lutomski
Dziennik Teatralny Lublin
29 października 2022
Portrety
Jakub Roszkowski

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia