Amerykański sen czy koszmar?

"Antygona w Nowym Jorku"– reż. Andrzej Szczytko - Teatr Nowy w Łodzi - Krzysztof Pyziak, Piotr Seweryński

Andrzej Szczytko w odniesieniu do „Antygony w Nowym Jorku" wskazywał na aktualną sytuację polityczną i społeczną dotyczącą problemów uchodźców. Pomimo tego, iż można doszukiwać się wielu znaczeń i kwestii związanych z bieżącymi doniesieniami ze świata, przede wszystkim jest to historia o miłości oraz samotności.

Dramat „Antygona w Nowym Jorku" Janusza Głowackiego to historia trójki emigrantów, Rosjanina Saszy, Polaka Pchełki oraz Portorykanki Anity, dzieli ich wiele – narodowość, religia, poglądy czy wykształcenie. Łączy ich jednak fakt, iż postanowili szukać swojego szczęścia w Ameryce. Z różnych powodów chcieli, bądź też zostali zmuszeni do zmiany swojego bytu i emigracji. Los nie był dla nich łaskawy, życie potoczyło się inaczej niż to sobie planowali, okazało się, że rzeczywistość różni się od ich oczekiwań – po raz kolejny bohaterom zabrakło szczęścia. W nadziei na spełnienie się ich „american dream'u" przybyli do Nowego Jorku, wielkiego i zatłoczonego miasta, gdzie tylko z pozoru nie można czuć się samotnym... Ich losy splatają się ze sobą na Manhattanie w Tompkins Square Park, gdzie jako bezdomni „w dzień śpią, bo myślą, że bezpieczniej" a w nocy mierzą się ze swoim przeznaczeniem. Akcja sztuki rozgrywa się zatem podczas godzin nocnych w wyżej wymienionym parku, kiedy to Anita prosi Saszę i Pchełkę o pomoc w odnalezieniu oraz pochowaniu jej ukochanego.

Spektakl „Antygona w Nowym Jorku" wystawiany w Teatrze Nowym w Łodzi został zrealizowany w ramach Festiwalu Łódź Czterech Kultur. Na samym początku spektaklu możemy usłyszeć fragment piosenki „Strangers in the night" Franka Sinatry (ang. Nieznajomi w nocy), której motyw może być uznany za motyw przewodni historii, znakomicie wpisujący się w spektakl „Antygony w Nowym Jorku" i oddający jej charakter i to za czym bohaterowie mogą tęsknić. Z początku Sasza, Pchełka i Anita wydają się nam obcy, wydaje się nam, że nie mamy z nimi nic wspólnego, jak bardzo jesteśmy w błędzie! Bezdomni/emigranci pragną spełnić swoje marzenia, mają swoje obawy i słabości, starają się walczyć o siebie i lepsze jutro... Są tacy jak my – też są ludźmi, po prostu los przestał się do nich uśmiechać. Czy możemy ich oceniać bez wcześniejszego przyjrzenia się sobie?

W postać Saszy, rosyjskiego Żyda, wcielił się Piotr Seweryński, który właśnie za kreację tej postaci został nagrodzony Złotą Maską za najlepszą rolę męską w sezonie 2017/2018. Całkowicie zasłużenie! Jego Sasza wydaje się charakteryzować pewnego rodzaju dostojnością, wewnętrznym spokojem oraz życiową mądrością, stwarza wrażenie samowystarczalnego i skrytego. To wszystko składa się na „to coś" co przyciąga do niego Pchełkę i Anitę, szukających u niego rady, traktują go jak kogoś ważnego. Ponadto domyślać się też można jak mocno mogły zranić go doświadczenia z przeszłości, które w trakcie trwania sztuki stopniowo stawały się dla widzów jasne, i jakim piętnem odcisnęły się na jego charakterze, zostawiając go jedynie ze zgorzknieniem i smutkiem. Postać Saszy jest złożona, a Seweryński w tej roli był bardzo przekonujący, choć nie był on jedynym aktorem na scenie, który w znakomity sposób wykreował i odegrał swoją postać. Na uznanie zasługują także Jolanta Jackowska (Anita) oraz Krzysztof Pyziak (Pchełka).

Anita, odegrana przez utalentowaną aktorkę Teatru Nowego, jest również bardzo ciekawą postacią i Jackowska dodała tej roli dziewczęcego uroku. W bardzo mądry i subtelny sposób zbudowała na scenie obraz szaleństwa. Postać Portorykanki jest wesoła, dużo mówi, stara się myśleć pozytywnie i z nadzieją o przyszłości. Jednak to tylko fasada, w rzeczywistości to mocno skrzywdzona przez los kobieta. Kiedy widz poznawał jej historię zaczynał rozumieć, że pozorna wesołkowatość Anity jest tylko mechanizmem obronnym i życzeniowym myśleniem, a demony przeszłości zmąciły spokój w jej głowie, na tyle iż stała się bardzo podatną na zranienie ofiarą – zagraża to jej zdrowiu i życiu. Jackowskiej umiejętnie udało się uchwycić niuanse zaburzeń psychicznych, delikatność stanu psychicznego Anity i motywację jej zachowań. Była to bardzo wymagająca rola do przedstawienia – aktorka z niezwykłym wyczuciem zagrała tę postać. Jackowskiej należą się słowa uznania za płynność i łatwość z jaką coraz głębiej wprowadzała widzów w przysłowiową króliczą norę oraz szacunek i prawda stworzonej przez nią postaci. Sposób w jaki odegrała tę rolę odpowiada rzeczywistości oraz niebezpiecznej naturze zaburzeń depresyjnych, traumatycznych przeżyć czy faz schizofrenii, których często na pierwszy rzut oka nie można zauważyć i rozpoznać, ponieważ mogą być maskowane uśmiechem.

Krzysztof Pyziak również świetnie gra rolę Pchełki. Jego postać jest stereotypowym „Polaczkiem-cwaniaczkiem", który oszukuje, stara się manipulować i kombinować co tu zrobić, żeby zarobić a się nie narobić. Swoimi skokami na scenie, krzykami, żywą gestykulacją sprawia wrażenie wszędobylskiego, czasami aż nadto intensywnego i momentami irytującego – a więc w pełni zasługującego na swój przydomek. Pyziak jest w tej roli wiarygodny, z zainteresowaniem i ciekawością widz wyczekiwać może kolejnego momentu, kiedy aktor pojawi się na scenie. Dopełnia spektakl elementami komizmu, głównie poprzez jego interakcje z postacią Saszy, zatem przyczynia się także do tego, by „Antygonę w Nowym Jorku" słusznie móc uznać za tragifarsę.

Policjant, w tej roli wyjątkowo wystąpił aktor z Teatru Jaracza Radosław Osypiuk, zaskoczył on widzów oryginalnym podejściem do roli i kreowanym przez niego wizerunkiem stróża prawa. Wdaje się w interakcje z widownią, stawia ważne pytania, oczekuje, iż publiczność udzieli mu na nie odpowiedzi. Zdaje się być przewodnikiem po nowojorskim parku dla publiczności. Dualizm jego postaci jest zaskakujący, pozostawiający w końcowej scenie widza w oszołomieniu? Brawo dla aktora – choć spodziewałam w tej roli zobaczyć Dariusza Kowalskiego, aktor z Teatru Jaracza sprzedał tę postać z dużym powodzeniem. Sposób w jaki odegrał rolę Policjanta może ostatecznie wprawić widza w zaskoczenie. Policjant z jednej strony chciał w jakiś sposób przypodobać się publiczności, z drugiej strony wydawał się być bardzo pewny siebie, narcystyczny. A fakt, iż w końcowej scenie pokazał swoje prawdziwe oblicze dało mu ogromną satysfakcję. Wydaje mi się, że właśnie na tym zależało Osypiukowi, a więc z sukcesem osiągnął zamierzony cel.

Wojciech Droszczyński, choć nie odezwał się na scenie ani słowem, potrafił skupić na sobie uwagę widzów. Jego rola była zaskakująca, choć wydawać by się mogło, iż jest ona niewielka czy nieistotna. Sztuką jest zagrać trupa, a jemu to się udało.

Za kostiumy i scenografię odpowiadał Tomasz Ryszczyński. Ponure kolory ubrań oraz dbałość o ich szczegóły nadają realizm wystawionej sztuce. Widzowie z łatwością mogli wyobrazić sobie rzeczywistość w jakiej Sasza, Pchełka i Anita się znajdują (zimowa noc w nowojorskim parku). Pod wieloma warstwami ubrań, które mają na sobie aktorzy kryją się sekrety granych przez nich postaci, przykre doświadczenia czy też fakt jak bardzo może przytłaczać ich codzienność (warto zwrócić uwagę na przemianę w zachowaniu Saszy, kiedy ten zmienia swoją garderobę). Sama scenografia ograniczała się do kilku metalowych klatek, z którego ustawiona była ławka, za tą prowizoryczną ławką stało suche drzewo otoczone także metalowym ogrodzeniem, dwa metalowe wózki (jeden z nich miał pełnić funkcję kosza, w którym palił się ogień przy którym bohaterowie starali się ogrzać, drugi należał do Anity, w którym trzymała swoje „skarby"). Na drugim planie stała wysoka konstrukcja z neonami, które miały przypominać światła wielkiego miasta. Kiedy te się zapalały słychać było także muzykę na żywo, saksofonista pojawiający się w tych momentach przypominał o życiu i zabawie toczącym się gdzieś poza Tompkins Square Park, o życiu o którym marzyli główni bohaterowie tego spektaklu, bezdomni, lecz nie było im ono dane doświadczyć.

Scenografię można uznać zatem za nowoczesną, niemal industrialną i surową (odpowiadającą warunkom życia z jakimi muszą zmierzyć się Sasza, Pchełka i Anita), światło, prócz momentów, gdy na scenie pojawiał się Policjant, odpowiadało światłu rzucanemu przez parkowe latarnie. Niektórzy mogli by uznać tę scenografię za ubogą, nie mogę się z tym zgodzić. Należy pamiętać, że spektakl wystawiany jest na Małej Sali, ponadto scenografia spełnia odpowiednią funkcję. Mianowicie nadaje większy realizm opowiadanej historii, poprzez minimalizm i depresyjny wygląd, zwiększa poczucie beznadziei, z którą mierzą się bohaterowie sztuki. Odpowiednie światło wprowadza w intymny i tajemniczy nastrój, typowo nocny, a więc zastosowanie takich zabiegów ma całkowity sens w przypadku „Antygony w Nowym Jorku". Ponadto łatwiej skupić widzowi całą swoją uwagę na stworzonych przez aktorów kreacjach, a warto, ponieważ dają niezły popis! Ich gra aktorska zasługuje na owacje na stojąco.

Sztuka jest niezwykle poruszająca, uniwersalna i nadal niezwykle aktualna, ponadczasowa? Nie należy traktować tej sztuki jednowymiarowo i starać się jej zdefiniować, określić o czym ona jest. Ponieważ na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi. Sztuka skonstruowana jest tak, że można doszukiwać się wielu znaczeń, aluzji, problemów społecznych, politycznych, psychologicznych... Każdy z widzów ma szansę na to, by w tej „Antygonie w Nowym Jorku " samemu zdecydować co jest dla niego ważne i co z tej sztuki wyniesie dla siebie. W trakcie trwania spektaklu chcemy dowiedzieć się więcej o wcześniejszych losach bohaterów, zrozumieć w jaki sposób i dlaczego trafili do Tompkins Square Park, co sprawiło, że stali się ludźmi, którymi są teraz. Niektórzy mogą im kibicować, mieć nadzieję na poprawę ich losu, żywić do nich sympatię czy współczucie. Czy bohaterom ostatecznie uda się coś zmienić, osiągnąć zamierzone cele i odnaleźć szczęście? Czytelniku przekonaj się sam.

Wszystkie elementy: reżyseria, gra aktorska, scenografia, światło, muzyka, kostiumy składają się w koherentną całość, w sztukę, która silnie oddziałuje na widza, na pewno nie pozostawiając go neutralnym, zapewniając mu emocjonalny rollercoaster oraz skłaniając go tym samym do wielu refleksji. Wcale nie zdziwiłoby mnie to, jeśli ktoś chciałby wybrać się na „Antygonę w Nowym Jorku" w Teatrze Nowym jeszcze raz.

Karolina Kowarska
Dziennik Teatralny Łódź
21 grudnia 2019
Portrety
Andrzej Szczytko

Książka tygodnia

Street Art. Wielcy artyści i ich wizje
Wydawnictwo ARKADY
Alessandra Mattanza

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...