Anielska muzyka

"Thais" - reż. Romuald Wicza-Pokojski - Opera Bałtycka

1 marca 2019 roku w Operze Bałtyckiej w Gdańsku miała miejsce premiera „Thaïs". To rzadko w Polsce wystawiane dzieło Jules'a Massneta (poprzednia polska inscenizacja wystawiana była w dwudziestoleciu międzywojennym) wyreżyserował Romuald Wicza-Pokojski, dla którego jest to debiut reżyserski w gdańskiej operze, w której od kilku miesięcy pełni obowiązki dyrektora.

W tytułową rolę pięknej kurtyzany wcieliła się znakomita Marcelina Beucher, zaś postać mnicha Atanaela wykreował Marcin Bronikowski, który również dobrze sobie poradził na scenie.

Jules Massenet wraz z Luisem Galletem, autorem libretta do „Thaïs", stworzyli dzieło opowiadające o konflikcie pomiędzy dwoma rodzajami miłości: ziemską, cielesną i duchową, metafizyczną. Głęboko wierzący mnich Atanael chce wyrwać z sideł grzechu piękną kurtyzanę. Dlatego wyrusza z pustyni do miasta, w którym Thaïs oddaje się mężczyznom. Pustynia jest przestrzenią religijnego umartwienia – oczyszczającego i zbliżającego do Boga, na pustyni mnisi pozbawieni są źródeł cielesnych przyjemności, które mogłyby odwrócić ich oczy od nieba. Miasto natomiast to siedlisko grzechu i nieprawości, jego mieszkańcy stawiają na pierwszym miejscu przyjemność cielesną, nie przejmując się zasadami etycznymi. Tak rysuje się w spektaklu podstawowa opozycja grzechu, który rozumiany jest jako folgowanie cielesnym przyjemnościom, korzystanie z uciech tego świata oraz religijnej ascezy mnichów odrzucających dobra doczesne na rzecz duchowego rozwoju. Dwie wykluczające się możliwości: cierpienie i poświęcenie dla Boga, czy przyjemność (grzesznego) zbliżenia miłosnego.

„Thaïs" jest dziełem głęboko zanurzonym w świat chrześcijańskiej wyobraźni, która wiąże ciało (zwłaszcza kobiece) z pokusami, grzechem i lubieżnością. Jednak wymowa spektaklu nie jest tak jednoznaczna, jak może się początkowo wydawać. Okazuje się, że Atanael, który chce „wrócić Bogu" piękną kurtyzanę Thaïs nie kieruje się wyłącznie powołaniem religijnym i chęcią nawrócenia bliźniego. W jego postaci fascynacja erotyczna przeplata się z obowiązkami wiary. Miłość do kurtyzany jako pociągającej kobiety zdaje się w końcu nawet zwyciężać w mnichu, jednak u tytułowej bohaterki zachodzi proces dokładnie odwrotny. Ostatnia scena opery, odegrana na gdańskiej scenie z interesującą dramaturgią, nadaje dziełu głębszego wyrazu, wydobywa go z wąskiej kategorii jednoznacznego moralitetu.

Oryginalnie akcja opery miała dziać się w IV wieku naszej ery w Aleksandrii i jej okolicach. Gdańska inscenizacja nie przenosi utworu we współczesne realia, raczej umieszcza akcję poza jakimikolwiek odniesieniami czasowymi. Efekt ten osiąga przez eklektyczne, „zmyślone" kostiumy i surową scenografię. Zabieg ten wypada dość przekonująco. Twórcy pozostali w dużym stopniu wierni oryginałowi nie wnosząc weń znaczących zmian.

Prawdziwym przeżyciem jest słuchanie muzyki Masseneta, którą odgrywa Orkiestra Opery Bałtyckiej dyrygowana przez José Maria Florêncio. Oprawa muzyczna to największa zaleta gdańskiej „Thaïs", już dla samych dźwięków warto zasiąść na widowni. Nie znaczy to oczywiście, że to, co dzieje się na scenie jest niewarte uwagi. Choreografia Izabeli Sokołowskej-Boulton niewątpliwie może wzbudzić zainteresowanie. Balet Opery Bałtyckiej w obcisłych, jednolicie brudnopiaskowych kostiumach wije się na ziemi – to metafora grzechu i upadku ciała zanurzonego w ziemskie przyjemności. Ciekawa, ascetyczna choreografia autorstwa Alicji Kokosińskiej sprawia wrażenie dobrze dopasowanej i przemyślanej w przeciwieństwie do kostiumów tej samej autorki. Mnisi wyglądają raczej komicznie w swych eklektycznych steampunkowych strojach, a kostiumy kurtyzan z Aleksandrii są zupełnie pozbawione wyrazistości.
Przepiękne, refleksyjne i mogące zachwycić są partie grane na skrzypcach przez Celinę Kotz, która odgrywa rolę Anioła i faktycznie zdaje się być wysłanniczką z muzycznego raju.
Całość spektaklu podzielona na trzy akty wypada raczej dobrze, choć są momenty, w których dramaturgia zwalnia i widowisko może się widzowi dłużyć. Niewątpliwie jednak jest to muzyczna uczta. „Thaïs" jest spektaklem ciekawym, wartym uwagi; odkrywa przed publicznością dzieło słabo w Polsce znane.

Ta dość staromodna inscenizacja, bez szczególnego błysku, ale na przyzwoitym poziomie, została ciepło przyjęta przez gdańską publiczność.

Michał Cierzniak
Dziennik Teatralny Trójmiasto
6 marca 2019

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia