Anty-romantycznie o prawach teatru

"Romanca" - reż. M. Wiercichowski - Teatr Mały Manufaktura

Lorenzo jest zakochany w Biance, która ma poślubić Euzebia. Rozpoczyna się dramatyczna walka o serce młodej dziewczyny, padają wzniosłe słowa, wyznania, zapewnienia - wszystko to przypomina połączenie brazylijskiej telenoweli, romantycznego wiersza i barokowego komplementu w stylu Daniela Naborowskiego. Jednak ten przesłodzony styl trudno znieść, w związku z czym jeden z widzów nie wytrzymuje. Zapłacił za bilet i żąda czegoś odrobinę ambitniejszego.

„Kończ stary, bo dupa boli” - to jedno z haseł, jakie rzuca rozczarowany akcją sceniczną oglądający. Mężczyzna z każdą kolejną sceną robi się coraz bardziej napastliwy. W końcu publiczność nie wytrzymuje - po dwudziestu minutach przedstawienia zmusza krnąbrnego widza do opuszczenia sali, a aktor grający Lorenza (Marcel Wiercichowski), który w zaistniałej sytuacji musiał przerwać odtwarzanie roli zapewnia, że kasa biletowa zwróci niezadowolonemu odbiorcy pieniądze za bilet. Wszystko zdaje się wracać do normy, aktorzy decydują, że zaczną grać od początku, ponieważ ludziom należy się porządnie odegrany spektakl - w końcu zapłacili za bilet. Wszystko zaczyna się od nowa - dymy, błyskawice, pohukiwania sowy, wystraszona Bianka (Magdalena Kaszewska) i cały romantyczny anturaż zostają uruchomione po raz wtóry. Jednak tym razem niemalże każda kwestia wzbudza śmiech. Czy tylko dlatego, że widzowi znają już przebieg akcji?

Zabieg z podstawionym widzem (którego bardzo sugestywnie zagrał Gracjan Kielar) jest bywalcom teatralnym dobrze znany - chociażby z „Iwony, księżniczki Burgunda” Artura Tyszkiewicza, który taki właśnie miał pomysł na rolę Innocentego, czy też z „Pinokia” Konrada Dworakowskiego, którego premiera miała miejsce kilka tygodni temu w łódzkim Teatrze Lalki i Aktora „Pinokio”. Nie zmienia to jednak faktu, że publiczność potrzebowała trochę czasu, by zorientować się, że to zabieg celowy. Potem nic już nie było takie samo - aktor odgrywający zniecierpliwionego widza wylądował na scenie z nożem w placach, w związku z czym pozostali aktorzy, by zapewnić mu godną śmierć, zaczęli odgrywać „Hamleta”. Jednak „umierający” szybko doszedł do wniosku, że może zadrwić sobie z mężczyzny, który zadał mu cios i poprosił go o zagranie Czomolugmy. Mont Everest w jego wykonaniu wzbudzał powszechny śmiech, za to sztylet okazał się być atrapą („zawsze miałem w organizmie za mało żelaza” - podsumowuje „zraniony”) - takie są bowiem prawa teatru. Następnie dochodzi do podstępnej zamiany ról, w wyniku której jeden aktor kradnie drugiemu rolę Lorenza, po czym cały spektakl zamienia się w jedną wielką autoparodię i zabawę konwencjami.

Początek przedstawienia wygląda dość upiornie, scenografia przywodzi na myśl szkolne przedstawienia zrealizowane w oparciu o dzieła Mickiewicza - z lewej strony sceny klasycystyczna fontanna, z prawej zielona ławeczka oczekująca na zakochanych, filary oplecione bluszczem oraz podest pełniący rolę balkonu niezbędnego w scenach miłosnych to elementy, które sprawiają wrażenia, iż znaleźliśmy się w teatrze na długo przed pojawieniem się Heleny Modrzejewskiej. Zamierzenie twórców okazało się udanym zabiegiem - widzowie zostali wprowadzeni w błąd, by już po chwili śmiać się z samych siebie, z własnych reakcji. Przedstawienie przechodzi w fazę rozrywkową, wszak „Romanca” Jacka Chmielnika jest przecież komedią. Wybór tekstu był nieprzypadkowy, dyrektor Teatru Małego zapewnił, że twórcy chcieli w ten sposób uhonorować pamięć zmarłego niedawno aktora, autora sztuki, który szerokiej publiczności kojarzy się przede wszystkim z rolami w filach „Kingsajz” i „Vabank”.

Przedstawienie zrealizowane w Teatrze Małym w lekki i przyjemny sposób opowiada o prawach rządzących w teatrze oraz o fikcji i umowności, które często rządzą ludzkim życiem. Pokazuje także, że naszym odbiorem sztuki kierują pewne przyzwyczajenia, zespoły oczekiwań, których trudno się pozbyć. Publiczność dostała nauczkę, ale przy tym dobrze się bawiła, a to w przypadku repertuaru komediowego największy komplement.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Łódź
10 listopada 2009

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia