Antychrześcijański festiwal

7. Festiwal Gorzkie Żale

Już sam początek chrześcijańskiego Festiwalu Gorzkie Żale przyniósł zgrzyt, nieprzyjemne zdziwienie. Na rozpoczęcie organizatorzy, czyli Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie, zafundowali Polakom ustawioną w parku Agrykola instalację Jakuba Szczęsnego "Coal heart mother" przedstawiającą gotycką kultową kapliczkę w formie koksownika.

Czyżby dla skojarzeń ze stanem wojennym i jako ostrzeżenie przed nową władzą? Jakie to ma przełożenie na festiwal chrześcijański? Przydrożne i wiejskie kapliczki wpisują się w tradycję polskiego krajobrazu. Tyle tylko, że ta instalacja nie ma charakteru religijnego, lecz ateistyczny. Służy innym celom aniżeli modlitwa. To kpina z polskiej religijności i tradycji. Jej twórca nazywa siebie pragmatycznym agnostykiem.

Kolejnym zdziwieniem jest przedstawienie "Wyznawca" w reżyserii Natalii Korczakowskiej na scenie Warszawskiego Teatru Studio, które rozpoczęło teatralną część wielkopostnego Festiwalu Gorzkie Żale. Bohaterem jest amerykański Żyd, Daniel B., który stał się antysemitą i nazistą. Historia tu opowiedziana opiera się na faktach. W 1965 r. na łamach "New York Timesa" ukazał się wywiad z Danielem B., gdzie dziennikarz ujawnił jego żydowskie pochodzenie. Daniel zapowiedział, że jeśli dziennikarz o tym napisze, on popełni samobójstwo. I tak zrobił. Wydarzenie to zainteresowało reżysera Henry'ego Beana i powstał film "Fanatyk".

Natalia Korczakowska, reżyser spektaklu, mówi o sobie, że jest niewierząca i krytyczna wobec religii. Wykorzystała temat, inspirując się filmem oraz staropolskim dialogiem pasyjnym "O ofiarowaniu Izaaka" opartym na starotestamentowej opowieści o Abrahamie i jego synu Izaaku, gdzie Abraham z miłości do Boga godzi się ofiarować swego jedynego syna.

Chyba po raz pierwszy w teatrze jawi się bohater spektaklu, który będąc Żydem, odcina się od swoich korzeni, ostro krytykuje tę nację i staje się faszystą na czele neonazistowskiej organizacji w USA. Jak wynika z wypowiedzi tej postaci, o jego ideowym wyborze drogi zadecydowała trauma z dzieciństwa. Kiedy był małym chłopcem, chrześcijańskie dzieci biły go, bo był Żydem, a Żydzi - jak twierdzi - są lękliwi, tchórzliwi. Ale jest jeszcze inny powód: Biblia, o której mówi, że nie jest to historia o wierze, lecz o władzy. "Widzę Boga jako pijanego szaleńca, którym jest w rzeczywistości" - mówi Daniel. W Biblii upatruje źródła lękliwej mentalności Żydów. Dowodem ma być opowieść o Abrahamie gotowym ofiarować Bogu swego syna Izaaka jakoby ze strachu, a nie z miłości.

"Wyznawca" jest przedstawieniem nieudanym, chaotycznym, z "zamuloną" interpretacją problemu i zagmatwanym tokiem narracji. Liczne wstawki wideo rozpraszają i tak już niespójną narrację, budując dodatkowy kontekst w większości niekomunikatywny. Projekcje wideo przedstawiające Abrahama i Izaaka kręcone są na schodach, na foyer teatru, a nawet w teatralnej łazience przy umywalce i drzwiach do toalety (!), gdzie obraz Abrahama z rzeźnickim nożem i trzęsącego się ze strachu Izaaka groteskowo kończy spektakl. I nie pomagają tu operowe głosy śpiewaków występujących gościnnie: Czesława Gałki (Abraham) i Dionizego Wincentego Płaczkowskiego (Izaak). Na uwagę zasługuje rola Lecha Łotockiego. Nieduża, ale doskonale zagrana.

Jak silną potrzebę wyrwania z siebie żydowskich korzeni ma Daniel i jak targają nim sprzeczności: z jednej strony nienawiść do swojej nacji, z drugiej niemożność zapomnienia o swoich korzeniach, pokazują sceny ukradkowego odwiedzania synagogi. Na przeciwległym krańcu są jego wypowiedzi na temat Żydów, próbujące zagłuszyć w nim "zew krwi". O swoich współbraciach, do których nie przyznaje się, mówi: "Weźmy największe żydowskie umysły: Marks, Freud, Einstein. Co oni nam dali? Komunizm, seksualność u dzieci i bombę atomową. Zaledwie trzy stulecia, odkąd ci ludzie wyszli z gett w Europie, odcięli nas od świata zbudowanego na porządku i rozumie i rzucili w chaos walki klas, nieracjonalnych popędów i teorii względności". Daniel jest postacią tragiczną o rozdwojonej osobowości (dlatego gra tę postać dwóch aktorów: Mateusz Król i Robert Wasiewicz). Dotyczy to nie tylko jego żydowskiego pochodzenia, a z drugiej strony wyboru ideologii nazistowskiej, ale też tożsamości płciowej (to ukryty homoseksualista).

Pytam organizatorów: co to ma wspólnego z chrześcijańskim festiwalem, z okresem Wielkiego Postu, kiedy przygotowujemy się na Święto Zmartwychwstania Pańskiego. Któryś z organizatorów festiwalu, wypowiadając się w mediach, użył nawet terminu "rekolekcje teatralne". Myślę, że nie był świadom tego, co mówi.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
22 lutego 2016

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Nastazja wychodzi za mąż
Krzysztof Babicki
Kameralny spektakl o namiętnościach n...