Antyutopia?

"Utopia" - reż. Michał Siegoczyński - Teatr Grupa we Wrocławiu

Wspinamy się po schodach gdzieś na ostatnie piętro Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Kręte, betonowe schody. Trafiamy do sali pod dachem. Surowa, czarna przestrzeń, prosta podłoga – nie ma amfiteatralnej widowni. Wygląda to jak sala ćwiczeń. Wielkie, rewolucyjne idee wyrastają często w miejscach nieoczywistych. Na szczytach lub w podziemiach. Każdy szuka swojej wewnętrznej wolności i m.in. o tym jest „Utopia" w reż. Michała Siegoczyńskiego. Każdy szuka swojej wewnętrznej wolności i m.in. o tym jest „Utopia” Teatru Grupa w reż. Michała Siegoczyńskiego.

Spektakl składa się z monologów. Na pustej scenie stoi tylko biały ekran, który będzie wykorzystywany do wyświetlania wizualizacji oraz tekstu na kształt didaskaliów. Poza tym – kiedy w (umownej) ostatniej części aktorzy schowają się za ekranem, będziemy na ekranie oglądać jedynie przekaz z kamery. Będziemy zdani tylko na obraz na ekranie, choć technika będzie zawodzić. Prawdziwy będzie tylko człowiek.

Na scenie trójka aktorów. Młodych, szczerych, odważnych, patrzących otwarcie w oczy widzów. Zwracających się wprost. Wylewa się z nich szczerość, wypowiadane słowa nie są nam obojętne. Wybrzmiewają głębokim echem, tworzą skojarzenia. Opowieść podzielona jest jakby na trzy części. Każda z nich to jakieś odgórnie wyznaczone zadanie (opisane na ekranie), które trzeba wypełnić.

Spektakl jest wielowymiarowy i trudny do opisania. Młodych aktorów słucha się niemal z zapartym tchem. Opowiadają życiowe historie. Alan (Kacper Sasin) to chłopak z plaży – ma proste życie, w którym czuje się dobrze. Silnie odczuwa smaki, zapachy, zapamiętuje chwile. Mia (Zofia Schwinke) jest wyzywająca i prawdziwa w swoim miotaniu się w życiu. Wydaje się, że koniecznie chce dokonać czegoś wielkiego. Paul (Kacper Pilch) to smutny człowiek z depresją, któremu trudność sprawia choćby wstanie z łóżka – nie mówiąc już o podjęciu jakiegoś działania.

„Utopia" mówi o wolności na różnych polach aktywności człowieka. Od takiej osobistej aż do społecznej, ideowej. Jest to opowieść także ironiczna, ponieważ jest trochę tak, że kiedy wokół mamy stworzoną (nieco jednak wirtualnie czy też propagandowo) tytułową utopię, to w nas zaczyna tworzyć się coś odwrotnego. Wewnątrz, podskórnie zaczyna rodzić się bunt – swego rodzaju antyutopia. Poprzez dystans do rzeczywistości jest tu ironicznie potraktowany przez Alana Che Guevara, którego ideé fixe jest... las. W czerwonej kreacji w swastyki wystąpi Mia, dla której tłem będzie fragment teledysku Sex Pistols. Paul będzie ostatecznie głosił przeżywanie życia mocno, wyjście z cienia, otwarcie na świat.

Jedną z ważniejszych scen jest chyba refleksja Alana, który siada oparty o ekran po jego lewej stronie. Mówi m.in. o tym, że często chciałoby się do czegoś wrócić. Na ekranie widzimy prawdopodobnie autentyczne zdjęcia z ostatnich lat Kacpra Sasina. Przyjaciele, znajomi, imprezy, podróże – ważne chwile. Każdy takie ma. Na ich podstawie możemy trochę ocenić, podsumować swoje życie. Nasze życie jest naszą utopią albo antyutopią: w zależności od tego, jak je przeżyjemy.

W pierwszej scenie Alan filmuje na zbliżeniu jak Mia składa statek z papieru. Wydaje się mały, biały, kruchy w wielkiej, czarnej przestrzeni sceny. Na koniec z ust aktorów pada refleksja, że nasza wolność może być właśnie tak ulotna i narażona na niebezpieczeństwa jak ten mały stateczek, więc – gdzie jest ta „Utopia"?

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
30 maja 2018

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia