Apokryfy

Dopisywanie Proustowi dialogów

Szkoda, że dzisiejsi twórcy teatru nie mają nawet odrobiny takiej pokory wobec dzieł literackich, jaka cechowała Erwina Axera, który skądinąd Manna i Bernharda uznawał za najwybitniejszych pisarzy niemieckojęzycznych minionego stulecia. Jeszcze tylko uformowaną przez Axera Stanisławę Celińską zbulwersowało w Nowym Teatrze w Warszawie dopisywanie Proustowi dialogów we "Francuzach" - pisze Rafał Węgrzyniak w Teatrze.

5 września w Programie 2 Polskiego Radia wysłuchałem nagrania poznańskiej prapremiery "Czarodziejskiej góry" Pawła Mykietyna. Zapowiedź powstania owej opery na kanwie powieści Thomasa Manna - obok inscenizacji "Wycinki" [na zdjęciu] Thomasa Bernharda i "W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta - uznałem za zwiastun powrotu do literatury na polskich scenach po okresie dominacji postdramatycznych scenariuszy. Jednak nonszalanckiego traktowania dzieł literackich najwyraźniej trudno się wyzbyć twórcom teatru, bo zamiast adaptacji - deformujących powieści mimo ułożenia z ich elementów - wystawili właściwie apokryfy.

Małgorzata Sikorska-Miszczuk, która podjęła się napisania libretta na podstawie "Czarodziejskiej góry", stanęła przed koniecznością redukowania postaci, wątków czy sytuacji. Dokonała owego karkołomnego zadania, ale zarazem uznała za niezbędne poprawianie i uzupełnianie Manna. Wprowadziła do libretta dodatkową pierwszoplanową postać zmarłej w sanatorium, a w powieści zaledwie wspomnianej w kilku zdaniach, Amerykanki, po której pokój przejął Hans Castorp. W epilogu opery Hans podąża za Amerykanką w stronę śmierci, wcześniej ją poślubiwszy. Życie erotyczne Castorpa, skupione w powieści na Kławdii, komplikuje się, bo w libretcie pożąda on na zmianę Amerykanki albo Rosjanki. Pani Stoehr w trakcie Nocy Walpurgi obdarzona została proroctwem z południowoamerykańską anakondą w roli bestii apokaliptycznej. Dość, że w śpiewanym na ogół po niemiecku libretcie Sikorska-Miszczuk zdominowała Manna w ogromnym stopniu, zastępując jego dialogi i sceny swoimi o charakterze apokryficznym. Paradoksalnie wierny Mannowi starał się pozostać Mykietyn, którego operę zgodnie z konstrukcją powieści inicjują dźwięki jadącego pociągu, a zamykają odgłosy kanonady artyleryjskiej z czasu Wielkiej Wojny.

Z librecistką Mykietyna rozmawiałem ostatni raz na premierze "Wycinki" przeniesionej przez Krystiana Lupę z Grazu do Wrocławia. Przedstawienie to obejrzałem w Teatrze Polskim jeszcze drugi raz parę miesięcy później. Lecz zaskoczył mnie poświęcony jednemu wątkowi w tym spektaklu passus w wywiadzie z Lupą, opublikowanym w styczniowym "Teatrze" obok mojej recenzji "Kolacja artystyczna jako stypa". Lupa ujawnił w nim bowiem, że granego przez Piotra Skibę Thomasa Bernharda z Gerhardem Auersbergerem, którego odtwarza Wojciech Ziemiański, łączyła niegdyś "relacja miłosna". W spektaklu mężczyźni ci nie zamieniają ze sobą nawet słowa, co jest przejawem głębokiego urazu bądź zawodu, ale nie sposób się domyślić jego źródeł. Lupa natomiast podkreślił, że "upijanie się Auersbergera wynika z obecności Thomasa", który przede wszystkim jego oskarża "o zdradę ideałów". Gdyż właśnie Auersberger "mu te ideały pokazał" w młodości, "przekazał kult najwyższych wartości" i tym samym uczynił "z niego artystę". Niczym w Uczcie Platona związek erotyczny dojrzałego mężczyzny z młodym służył zarazem duchowej inicjacji owego drugiego.

Z kolei w letnim zeszycie "Teatru" ukazała się rozmowa z Haliną Rasiakówną grającą w "Wycince" Maję Auersberger. Rasiakówna, mówiąc o życiu seksualnym tej postaci i jej prototypu, napomknęła, że w salonie "Auersberger otoczony jest swoimi kochankami". Zapewne chodzi o dwóch początkujących pisarzy, Joyce'a i Jamesa, w których wcielają się Adam Szczyszczaj i Michał Opaliński. Obaj aktorzy wielokrotnie grali homoseksualistów, ale w ich powstałych w ramach improwizacji rozmowach bądź zachowaniach w "Wycince" raczej nic nie zdradza podobnej orientacji. Przecież Lupa mógł ich nazwać Proust i Marcel, gdyby mu zależało na zasugerowaniu homoerotycznych relacji obu młodych pisarzy z Auersbergerem. Także w wydrukowanym w programie dzienniku Lupa nie zasygnalizował stosunków panujących między Auersbergerami. Być może jedyną wskazówką jest uwaga: "Maja promieniuje charyzmatycznym spokojem. Coś jak Małgosia Szczęśniak", czyli żona Krzysztofa Warlikowskiego.

Wkrótce po wrocławskiej premierze "Wycinki", w wywiadzie wydrukowanym w lutowych "Didaskaliach", Lupa nader szczerze opowiedział o swoim homoseksualizmie, a nawet zdecydował się na publikację fotograficznych aktów własnych i paru przyjaciół z czasów młodości. Dlaczego więc w "Wycince" ukrywał homoseksualne motywy do tego stopnia, że bodaj żaden z recenzentów rodzimych ani zagranicznych ich nie dostrzegł? Otóż życie seksualne Bernharda jest otoczone tajemnicą, choć przypuszczalnie miewał intymne kontakty zarówno z kobietami, jak i z mężczyznami. Lupa miał w tej sytuacji skrupuły, zwłaszcza w Austrii, przed ukazaniem go na scenie jako homoseksualisty, chociaż na użytek prób, przynajmniej we Wrocławiu, przyjął takie założenie.

Szkoda, że dzisiejsi twórcy teatru nie mają nawet odrobiny takiej pokory wobec dzieł literackich, jaka cechowała Erwina Axera, który skądinąd Manna i Bernharda uznawał za najwybitniejszych pisarzy niemieckojęzycznych minionego stulecia. Jeszcze tylko uformowaną przez Axera Stanisławę Celińską zbulwersowało w Nowym Teatrze w Warszawie dopisywanie Proustowi dialogów we "Francuzach".

Rafał Węgrzyniak
Pismo Teatr
11 stycznia 2016

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia