As serwisowy

"Paw królowej" - reż: Paweł Świątek - Narodowy Teatr Stary w Krakowie

Gem. Set. Mecz! Na Nowej Scenie Starego Teatru premiera spektaklu, który jest jak finał Wimbledonu. Czwórka aktorów przebrana w białe tenisowe stroje gra mistrzowskiego miksta z Dorotą Masłowską i jej powieścią "Paw Królowej".

Teatralni tenisiści są uwięzieni w przestrzeni porysowanej liniami autowymi, gdzie wyłączone na amen telewizory łypią ślepą plazmą, a gruszka treningowa zwisająca z sufitu przywodzi na myśl tyleż boks, co dyskotekę z "diamentową kulą". Nie ma rakiet - Paulina Puślednik zagrywa językiem, Małgorzata Zawadzka zmienia strony boiska, przekładając swój koński ogon z lewego ramienia na prawe.

Wiktor Loga-Skarczewski backhanduje nosem z głębi kortu, Szymon Czacki dobiega do siatki ostatnim zrywem policzka... Oj, dzieje się, dzieje... Odbijanymi z całą siłą w stronę widowni niewidzialnymi piłkami stają się w tym spektaklu zakręcone, melorecytowane hiphopowe frazy Masłowskiej. Piłki-słowa lecą tu i tam, świszczą, obracają się, walą widownię po głowach, piersiach i barkach, a potem wracają w przestrzeń gry. Zostawioną przez jednego z wykonawców opowieść natychmiast podejmuje kolejny. Jak się mówi na scenie Masłowską, nie gra, ale właśnie mówi, nie można się zatrzymać. To już nawet nie tenis halowy, to squash, gdzie wszystko toczy się jeszcze szybciej, nie ma miejsca na oddech, spadek tempa i emocji.

Migają przed nami bohaterowie "Pawia", czyli Pitz Patrycja, najbrzydsza dziewczyna w mieście, Stanisław Retro, podupadły wokalista rockowy, jego pazerna narzeczona Anna Przesik, poetka-neolingwistka i cyniczny, aczkolwiek bardzo obrotny menedżer Szymon. Sportretowani w kolejnych aktorskich nawijkach, gadkach i przyśpiewkach, zlepieni z potoków skojarzeń i klisz językowych objawiają się nam w pełnej krasie własnej nicości.

Gadają i nie mają nic do powiedzenia. Ich uczucia i pragnienia są karykaturami prawdziwych uczuć i pragnień. Nie ma kasy, to nie ma miłości. Nie myślisz - wyglądasz. Nie bywasz - nie istniejesz. Narracyjny trick Masłowskiej pozwala, by zdemaskowali się sami jako pasztety i leszcze. Fajansiarze i plastiki. I tak spadają na aut bylejakie iluzje bylejakich bohaterów, którzy wbrew swoim aspiracjom nie zostali celebrytami. Ale uwaga - ani powieść, ani krakowski spektakl nie są pustą drwiną z ludzi zmanipulowanych i zmaltretowanych. Czy to rewolucyjne przedstawienie? Ważne? Totalne? Czy tylko przebojowe? Przyznaję, doprowadzony do absurdu język Masłowskiej wzbudza huragany śmiechu, zostaje widzom nie tylko w głowie, ale i w gardle.

Jednak nie przypadkiem na scenie pojawia się maska z komiksu i filmu "V jak Vendetta", zakładana przez uczestników niedawnych protestów w sprawie ACTA. Nikt tu nie chce powiedzieć, że tamte demonstracje były efektem przebudzenia ludzi pokroju Anny Przesik. Ale jeśli zakłada ją aktor szarżujący w roli łże-celebryty, rzucający nam tego celebrytę zbyt łatwo na bezwzględne pożarcie - to już coś znaczy. Na przykład: że wołanie o sens i prawdę nie jest lokowaniem produktu. Że życie może być gdzie indziej. Krakowscy aktorzy nie buntują się przeciw powieściowemu światu Masłowskiej.

Oni grają przeciwko nam. Mają dość naszej fałszywej medialnej wspólnoty. Przesik i Retro nie produkują się na scenie, ale siedzą na widowni. To my, panie, panowie. "Paw" nie opowiada o ich klęsce, opowiada o naszej nędzy. Łatwości akceptacji dna. Trener krakowskiej młodzieżowej reprezentacji tenisowej nazywa się Paweł Świątek, ma dwadzieścia kilka lat i to jest dopiero jego trzeci spektakl. Dostał właśnie etat reżyserski w Teatrze Polskim we Wrocławiu, asystował Polleschowi w TR Warszawa, zrealizował Becketta w Opolu, a u nas na PWST "Helter Skelter" według pism Zygmunta Baumana. Świątek w "Pawiu" nie wymyślił teatru od podstaw. Po prostu wyczuł i nazwał to, co się w nas międli i co nami targa.

Nic, które jest wokół, trzeba w teatrze napompować do absurdalnych rozmiarów. I walnąć z całej siły, żeby pękło. Więc młody reżyser załadował nam teraz asa serwisowego. A to, co na przedstawieniu poleciało w stronę publiczności, to już nie piłki, nie słowa, to bomby z zapalonymi lontami. Naprawdę nie przesadzam.

Łukasz Drewniak
Dziennik Polski
3 listopada 2012

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia