Atlas nas wszystkich

"Kieszonkowy atlas kobiet", Teatr Powszechny w Warszawie

Teatr Powszechy w Warszawie, idąc z duchem czasu, pokusił się o zaadaptowanie na scenę debiutanckiej powieści Sylwi Chutnik "Kieszonkowy atlas kobiet". Tekst doceniony już chociażby przez kapitułę plebiscytu Paszport Polityki to ciekawa analiza współczesnej polskiej rzeczywistości.

Jak wskazuje tytuł, analiza skupia się na kobietach. Żeby nie było jednak tak prosto dla Chutnik nie liczy się jedynie płeć biologiczna, lecz przede wszystkim społeczna. Jest to ciekawa propozycja, która każdego skłoni do przemyśleń.

Losy wszystkich bohaterów łączy kamienica na warszawskiej Ochocie. Dom ten skupia plejadę wielopłaszyznowych postaci, których problemów nie da się zamknąć w kilku słowach. W przedstawieniu reżyser i zarazem autor adaptacji tesktu zdecydował się na zbiór emblematów, których łącznikem, a zarazem często symbolem braku komunikacji międzypokoleniowej jest Narrator. W tej roli wystąpił bardzo przekonujący Adam Woronowicz.  

Sztuka, która powstała przechodzi od tematów egzystencjalnych, poprzez rozrachunek z własną, burzliwą historią, próbę uporania się z nią, aż po problem braku akceptacji, buntu pokoleniowego czy szukanie własnej tożsamości. Można powiedzieć, że tematyka tak rozległa nie daje szans na powodzenie spektaklu, lecz wspólny mianownik, do którego sprowadza Chutnik wszystkie te problemy, który brzmi: kobieta w społeczeństwie, sprawia, że wydają się one bardzo pokrewne. Nie można zarzucić też ani Chutnik, ani autorowi adaptacji zbyt ogólnikowego potraktowania problemu, gdyż każdy zaprezentowany wątek to całość przypominającą monadę, każda odzwierciedla część jakiegoś wyższego porządku.  

Na scenie pojawiają się kolejno: Czarna Mańka – porzucona kobieta, która wmawia sobie, że jest matką; pani Maria – kobieta żydowskiego pochodzenia cudem ocalała z wojny sanitariuszka; an Marian, który przez samą autorkę określany jest jako paniopan oraz młoda gniewna, która nie godzi się na utarte schematy, tak chętnie realizowane przez społeczeństwo. Wszystkie te postaci są charakterystyczne, doskonale odzwierciedlają role społeczne, a przy tym zawsze jest w nich choć ziarnko niepewności i indywidualizmu, który jest właśnie największym atutem tego przedstawienia. Czarna Mańka, choć wywodzi się z nizin społecznych, niekochana i odrzucona przez rodzinę, jest w gruncie rzeczy osobą hiperwrażliwą; Pani Maria, cudem ocalała z Powstania Warszawskiego, niesłychanie trafnie demaskuje dzisiejsze podejście do martyrologii i patriotyzmu, a najmłodsza bohaterka to wulgarna, nieopierzona uczennica, która na pewno, nie będąc ulubienicą nauczycieli i dorosłych, jest twarzą nowego pokolenia.  

Na wyróżnienie zasługuje mistrzowska kreacja Kazimierza Kaczora. Pan Marian w szalenie gorzkim i prawdziwym monologu rozbawia, porusza, dziwi; to on jest kluczem do interpretacji tego utworu, to on pokazuje, że wychodząc od badań genderowych, kobieta biologicznie nie istnieje, kobieta to konstrukcja, której choć jedną cegiełkę ma w sobie każdy z nas. To najważniejsza nauka, która płynie z tego spektaklu.

Konrad Szpindler
Dziennik Teatralny Warszawa
19 marca 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia