Autor "Woła i osła" na premierze w Wałbrzychu

rozmowa z Norbertem Ebelem

Zobaczyłem tam zwierzęta w szopce, na które nie zwracano wcale uwagi, gdzie wszyscy dokoła byli zabiegani, zajęci robieniem zakupów. Ja natomiast zacząłem się zastanawiać, co też te zwierzęta mogą sobie myśleć. Potem, już w domu, postanowiłem odrzeć święta Bożego Narodzenia z tej całej otoczki zabiegania o prezenty i sprawunki, i skupić się na tym, co powinno być dla nas najważniejsze! - o motywie swojej sztuki mówi Norbert Ebel

Polską prapremierę sztuki "Wół i osioł" przyjechał obejrzeć do Wałbrzycha - jej autor - Norbert Ebel.

Jest pan autorem bardzo popularnej i często grywanej w okresie poprzedzającym święta w Niemczech, sztuki "Wół i osioł", czy jest to jedno z wielu, czy też jedyne pana dzieło, które pan napisał?

Jedno z wielu, ale nie ukrywam - że również to - które święci największe sukcesy. Nie jestem w stanie wyliczyć tak naprędce, w ilu teatrach bywa wystawiane, ale w samych Niemczech z pewnością w kilkunastu. I tak się dzieje przed każdymi świętami, od lat. Zresztą, nie tylko w Niemczech, bo moja sztuka doczekała się też licznych przekładów na języki obce. Jest wystawiana w wielu krajach w Europy, ostatnio poproszono mnie o zgodę na jej wystawienie w Ameryce.

O czym opowiada sztuka, co jest jej przesłaniem?

To nie jest typowa pastorałka. A już naprawdę, w dużym skrócie mówiąc - jest to historia o tym, jak bardzo zmęczony wół przychodzi do swojej stajni z roboty i znajduje w żłobie jakąś obcą istotę - dziecko! Potem przychodzi jego kolega - Osioł. Dalej zaczynają się już kłócić, co z tym dzieckiem zrobić? Nie powiem państwu, jak to się kończy. Nie powiem nawet, czy chodzi o Jezusa. To każdy widz musi przeżyć... i tę odpowiedź znaleźć sobie sam!

Czy było jakieś wydarzenie, które stało się bezpośrednim impulsem do napisania "Wołu i osła"?

Pierwsze były przemyślenia, by w ogóle napisać coś nowego o świętach. Jakieś notatki składane do szuflady. Impuls przyszedł nagle: była nim moja wizyta w jednym z ogromnych domów handlowych w okresie poprzedzającym święta Bożego Narodzenia. Zobaczyłem tam zwierzęta w szopce, na które nie zwracano wcale uwagi, gdzie wszyscy dokoła byli zabiegani, zajęci robieniem zakupów. Ja natomiast zacząłem się zastanawiać, co też te zwierzęta mogą sobie myśleć. Potem, już w domu, postanowiłem odrzeć święta Bożego Narodzenia z tej całej otoczki zabiegania o prezenty i sprawunki, i skupić się na tym, co powinno być dla nas najważniejsze! Moja sztuka jest pełna humoru, ale też uczy. Polecam ją zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Poznawałem ludzi, którzy na spotkaniach ze mną mówili, że nie wyobrażają sobie świąt bez wcześniejszego obejrzenia "Wołu i osła" w teatrze!

Czy może nam pan zdradzić, nad czym obecnie pracuje, czy bywał pan wcześniej w naszym kraju, czy jest to też pana pierwsza wizyta?

Przyjechałem z Dusseldorfu, gdzie mieszkam. W Polsce oczywiście bywałem wcześniej: Kraków, Bytom, Świnoujście, ale nie z okazji premier moich sztuk. Jako pierwszy nie tylko sztukę "Wół i osioł", ale w ogóle moją twórczość, w waszym kraju postanowił pokazać teatr wałbrzyski. Premiera jest więc dla mnie inauguracją podwójną. Jestem człowiekiem teatru: pisuję sztuki, recenzje, reżyseruję, kiedyś grywałem. Nie jestem regularnym autorem tekstów. W tej chwili skupiam się na temacie o Sinobrodym. To znana bajka! Ale nic gotowego jeszcze nie powstało. Jestem teraz zaangażowany w organizację jednego z młodzieżowych festiwali teatralnych. Nie mam czasu, by pisać.

Czy w takim razie, jest szansa zobaczenia u nas spektaklu z tego festiwalu?

Tego nie wykluczam! Bardzo bym się ucieszył z takiej możliwości!

Krystyna Smerd
Tygodnik Wałbrzyski
2 grudnia 2011

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia