Back performance

„Matki" - reż. Alize Zandwijk - Teatr „RO" w Rotterdamie

Teatr „RO" z Rotterdamu

„Urodziłaś się jako wolny człowiek"

Opowieści są jak lekarstwo. Leczą duszę, kruszą mury, pomagają odnaleźć drogę do siebie. A jeśli słucha się ich w kręgu kobiet, nabierają prawdziwie uzdrawiającej mocy. Zwłaszcza, jeśli teatralna scena zamienia się w kuchnię.

Są spektakle, które niosą ze sobą sporo energii. Ta z kolei nie tyle pozostaje na scenie, ile w sercach widzów. Tak było w przypadku spektaklu „Matki" w reżyserii Alize Zandwijk z Teatru „RO" z Rotterdamu.

- Chciałam usłyszeć prawdziwe historie zupełnie szczególnego rodzaju. Dlatego zaprosiłam na casting kobiety, które przyjechały do Holandii w poszukiwaniu pracy, lepszego życia. I pomyślałam, że nie ma nic piękniejszego jak przedstawienie o dziewczynach, o żonach i matkach, odbywające się w kuchni, w miejscu, w którym rozgrywają się nasze najważniejsze sytuacje życiowe – powiedziała reżyserka spektaklu „Matki" Alize Zandwijk. - I tak się stało. Kobiety w kuchni czują się pewnie, swobodnie, w pobliżu nie ma mężczyzn; przygotowują wspólnie egzotyczną potrawę z ryby. To je łączy, stwarza pretekst do opowiedzenia własnych historii.

Kuchnia to osobliwy obszar

I tak, dzięki scenografii publiczność z foyer wchodzi wprost do kuchni. Zioła, egzotyczne owoce, para unosząca się nad garnkami, stosy talerzy, noże, widelce. Widzowie zaskoczeni nie tylko zapachami, ale barwami dekoracji oraz kostiumami aktorek, siadają przy stołach na drewnianych ławach. I tak rozpoczął się ten niezwykły spektakl.
Kobiety zapraszają, częstują zimnymi napojami. Pochodzą z Wenezueli, Iranu, Republiki Zielonego Przylądka, Nigerii, Ghany, Pakistanu. Teraz mieszkają w Rotterdamie, w Holandii. Tutaj pracują, mają swoich partnerów, mężów, rodzą dzieci, kochają i tęsknią. Każda z nich zachowała swoją tożsamość, jest wierna przywiezionym z domu zwyczajom, rytuałom, kulturze. Nowa rzeczywistość, w jakiej rozpoczęły życie nie pozbawiła ich odrębności oraz własnego ego. Ani na moment nie straciły więzi z rodzinnymi stronami.
Kuchnia na scenie urządzona jest do najdrobniejszego szczegółu. To miejsce w domu, w którym jak w tyglu gotuje się jedzenie w towarzystwie zapachów, smaków, ale głównie emocji. Kuchnia to obszar, w którym kobiety opowiadają sobie o swoich sekretach, udzielają rad. Tutaj dzielą się swoimi przeżyciami, czują się bezpiecznie. Tworzą magiczny krąg, do którego włączają publiczność. Podczas spektaklu chodzą pomiędzy stołami, podają potrawy i opowiadają o sobie, o swoich radościach. A widzowie wsłuchują się w historie z ich życia, bo każda opowiada o miejscu, w którym się urodziła i dorastała.

Kobieta nigdy nie jada chleba lenistwa

- Kiedy byłam mała, babcia zawołała mnie do kuchni i powiedziała: - Włóż jedną rękę do mąki, a drugą do ryżu, to ci przyniesie w życiu szczęście. I sprawdziło się, bo jeszcze nigdy dotąd nie byłam głodna – wspomina Nicky Odumegwu z Republiki Zielonego Przylądka. - Nazywam się Nasi, co w języku mojego plemienia oznacza „chińskie ryżowe danie". - Moje imię to nic innego jak to, że „jestem smaczna" – mówi inna. – Przepisy kucharskie, to moja najważniejsza książka; jest w niej przepis na kurczaka „masal" i na ryż "brom-brom". Kiedy go przyrządzam, wspominam moją siostrę, ponieważ był jej ulubioną potrawą. – Żeby cokolwiek dobrze ugotować, trzeba pomyśleć o czymś miłym, np. o wszystkich miłościach, stanach zakochania, a także należy jak najczęściej mieszać i potrząsać garnkiem – mówi Rownia Mohunlol z Ghany. – A wiecie, jak sprawdza się, czy arbuz jest dojrzały? Trzeba go mocno nacisnąć, a gdy pod naporem palca usłyszysz dźwięk trzasku, to znaczy, że jest już dobry. – Tak samo jak w Afryce, sprawdzamy go i na Bliskim Wschodzie oraz w Iranie. Tak samo granaty. Ugniatasz je i czujesz, czy jest odpowiednio miękki – tłumaczy Nastaran Nazawi. – Pamiętaj, powiedziała mi kiedyś mama, kobieta nigdy nie jada chleba lenistwa, a ja pomyślałam, Boże, jak ja temu sprostam? – wspomina Nabila Raja.

Historie z Iranu i Republiki Zielonego Przylądka

Słucham opowieści o wielopokoleniowych rodzinach z różnych stron świata, które przekonują, że wszystkie są o tym samym. O dojrzewaniu, dorastaniu, rodzeniu dzieci, wypuszczaniu ich w świat, o stracie najbliższych i o obrzędach towarzyszących ich pożegnaniu. - Moja mama ma 92 lata i raz w tygodniu przychodzi do niej fryzjer. Teraz może o siebie zadbać. Miała 12 lat jak wyszła za mąż, a 13 kiedy urodziła pierwsze dziecko. Kiedy wybuchła wojna iracko-irańska miała 55 lat. W czasie wojny uciekliśmy z domu i to była jej pierwsza i ostatnia podróż bez męża. Przy życiu pozostało ośmioro dzieci. Dumna jest ze wszystkich, których urodziła. Oddała nam wszystko, co miała, nie była bogata. My byliśmy dla niej najważniejsi – opowiada Katarien Razawi Khorasani z Iranu. - Miała kojący uśmiech. Nigdy nie mogłam jej powiedzieć, jak bardzo jestem szczęśliwa i jak bardzo ją kocham. Póki żyją ci, których kochasz, mów im o tym.
- Zostawiłam w rodzinnym domu ukochaną babcię, która uczyła mnie, jak żyć. Nauczyła mnie szacunku dla ludzi. Trudno mi było podjąć decyzję o wyjeździe. Kiedy zachorowała i umierała, zebrałam pieniądze na bilet i poleciałam do niej. Bardzo chciałam się z nią pożegnać – opowiada Nicky Odumegwu z Republiki Zielonego Przylądka. - Teraz ja mam dziecko i staram się je wychować tak, jak babcia i mama mnie. O, a ta pani, która siedzi tam na widowni, to właśnie moja mama.

Próbom do spektaklu towarzyszyła wyjątkowa energia

Opowieści wzruszały i jednocześnie pobudzały do refleksji, do zastanowienia się nad sobą, wyzwalały tęsknoty. Dodawały otuchy i wiary, że wszystko ma w życiu swój sens. Urzekała dynamika tego performensu. Kobiety zajmowały się przyrządzaniem potraw, śpiewały pieśni z rodzinnych stron, tańczyły. Ich opowieści ani przez chwilę nie zawieszały się w powietrzu. Płynęły pomiędzy nami i dotykały zawartymi w nich emocjami.
W pewnym momencie ta wspólna krzątanina w scenicznej kuchni kojarzyła się z niezwykłym obrzędem. W przeciwnym razie nie byłoby tu odczuwalnej wszechobecnej pozytywnej energii, jaka wytworzyła się podczas tego spektaklu. Jej istotę wyjaśniła Alize Zandwijk podczas konferencji prasowej. – Od samego początku połączył nas entuzjazm i nie było takiego momentu, w którym chciałabym się wycofać. Kiedy razem pracowałyśmy, wyzwalała się w nas ogromna energia. Każda z nas opowiadała różne historie ze swego życia. Opowiadając je, wnikałyśmy w nie głęboko, przeżywałyśmy od nowa. Każda z nas odsłaniała swoje tajemne życie, myśli i uczucia. I mimo że jak każda kobieta strzeżemy swych tajemnic, otworzyłyśmy się – powiedziała. - To samo dzieje się podczas każdego spektaklu. Łączy nas wyjątkowe uczucie, więź, jakiej nigdy dotąd nie odczuwałyśmy. Samo przedstawienie jest terapią dla występujących kobiet. Niektóre z nich, wspominając ojczyste strony, rodzinę, z którą czują się nadal związane, po prostu płaczą i są to łzy oczyszczenia.

Pieśni, tańce, siła kobiet

- Matka to krótkie słowo, ale jest wielkim źródłem nieskończonej czułości, którą oddaje dzieciom. Kobieta śni o swoich przyszłych dzieciach, a potem rodzi je, nie zastanawia się, jak one się jej odwdzięczą. Matka jest jak ziemia, bo utrzymuje innych przy życiu – mówi Dennis Mendez Contreras. - Kiedy wyjeżdżałam z Wenezueli, zostawiłam tam dziewięcioro rodzeństwa, a mama próbowała powiedzieć mi, jak boli serce, kiedy opuszcza ją córka – dodaje Rownia Mohunlol. - U nas w Ghanie bardzo znana jest stara pieśń o prawdziwej matce, takiej, która daje swoim dzieciom wolność. Żeby ją zaśpiewać, trzeba wziąć się za ręce i stworzyć krąg. Bo tylko wtedy można zrozumieć uczucia matki, która żegna swoje dzieci, wyjeżdżające daleko do pracy. Matka zawsze tęskni i czeka, żeby je mocno przytulić do siebie.
Energię opowieści wzmacnia siła wspomnianych już wyżej śpiewanych piosenek oraz tańców. Rytmiczne, pełne żywiołowości, kojarzą się z folklorem miejsc, w których wyrosły. Dźwięki muzyki etnicznej rozlewają się dokoła i porywają ze sobą w strumień scenicznego światła. – Rzadko zdajemy sobie sprawę z ogromnej siły kobiet, gdy znajdują się w grupie, w której nie ma mężczyzn – mówi Alize Zandwijk. – W tym przedstawieniu pragniemy pokazać wesołość, energię, intymność i humor, które kobiety z różnych kultur potrafią sobie nawzajem przekazać.

Kobiety są najważniejsze

Jej słowa znajdują potwierdzenie w każdej chwili spektaklu. - Ze wszystkich stworzeń na świecie kobiety są najważniejsze, bo wszyscy mężczyźni tak naprawdę zostali stworzeni przez kobiety. Jestem szczęśliwa, bo jestem kobietą i cieszę się życiem oraz wszystkim, co mi przynosi – mówi Mique Hamden. - Natura kobiety nie pyta, z jakiego miejsca na kuli ziemskiej pochodzimy. Pyta za to o świeżość spojrzenia na świat, o wewnętrzną harmonię i rozkwita tylko wtedy, gdy kobieta jest sobą. Bo ostatnia opowieść w tym spektaklu kończy się słowami: - Pamiętaj, urodziłaś się jako wolny człowiek i żyj jak on. Masz też głos, więc używaj go.

___

Back Performance – to sygnał wywołujący z przeszłości warte przypomnienia zdarzenia artystyczne: teatralne, baletowe, operowe, instalacje i inne.

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Toruń
6 marca 2017
Portrety
Alize Zandwijk

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski