Bad Romance nocy letniej

"Sen nocy letniej" - 14. Międzynarodowy Festiwal Szekspirowski

"Tekst jest tylko pretekstem" - słyszymy już na samym początku spektaklu Moniki Pęcikiewicz, która wraz z dramaturgiem Bartoszem Frąckowiakiem dokonała adaptacji "Snu nocy letniej" Williama Szekspira. Autorzy spektaklu nie rzucają słów na wiatr i okrojony tekst dzieła mistrza ze Stratfordu rzeczywiście jest tu tylko pretekstem do pokazania...no właśnie, do pokazywania przede wszystkim

Spektakl rozpoczyna pokaz dwudziestominutowego nagrania z castingu do filmu. Owo filmowe preludium pokazuje w pigułce to, co stanowić będzie „treść właściwą” spektaklu Pęcikiewicz. Mamy więc aktorów, kobiety i mężczyzn, mamy reżysera i producenta, którzy zgromadzonym kandydatom do ról w planowanym dziele nakazują odegranie różnych scenek. Choć słowo „różnych” jest tu chyba nieco na wyrost, bowiem każde z zadań sprowadza się właściwie do tego samego: przytul ją/jego, ściągnij bluzkę (stanik, spodnie), pocałuj osobę stojącą naprzeciw. Nagranie w konwencji reality show akcentuje przede wszystkim władzę, jaką reżyser ma nad uczestnikami castingu. Twórca przyszłego dzieła bawi się zebranymi aktorami, nakazuje im odgrywanie scen wyraźnie dla nich niekomfortowych, mimochodem rzuca pod ich adresem złośliwe uwagi na temat warunków fizycznych, wieku. Pyta o relacje pomiędzy zebranymi osobami i pozyskaną wiedzę skrupulatnie wykorzystuje: dzieli pary, a wyraźnie niechętne sobie osoby łączy. Ostatnie zadanie dla zebranych to utworzenie „kłębowiska ciał”. Wskazane pary mają zacząć dotykać się i całować, pozostali (robiąc to samo) stopniowo dołączają de zebranych. Koniec nagrania.

Niestety, spektakl, który następuje po „catingu” jest jedynie wydłużoną, wzbogaconą o rozmaite efekty dźwiękowe i wizualne, zbrutalizowaną wersją filmowego wstępu. Niewiele tu nie tylko z ducha Szekspirowskiego arcydzieła, niewiele tu ducha w ogóle. Pozostało tylko ciało. Wielowarstwowy z założenia spektakl (płaszczyzna relacji Szekspirowskich bohaterów przenika się z płaszczyzną relacji osobistych aktorów, którzy owe postaci odgrywają) skupia się przede wszystkim na erotyczno-seksualnej stronie związków, spotkań i konfliktów przedstawionych w „Śnie…”. Spektakl Pęcikiewicz to właściwie ciąg obrazów kolejnych ciał: pieszczonych, ale głównie popychanych, szarpanych, duszonych, związywanych i gwałconych. Fundamentem każdej relacji jest tu przemoc, akty agresji wymierzane są zarówno w stronę ciał kochanych i wielbionych, jak i tych niechcianych czy znienawidzonych. Widać wyraźnie, iż intencją twórców było ukazanie uprzedmiotowienia współczesnej kobiety, motyw ten pojawia się już zresztą w początkowym fragmencie filmowym. W tym kontekście najbardziej symboliczną sceną zdaje się być ta, w której Piszczała (Michał Opaliński) – zmuszony przez kolegów do odegrania roli Tyzbe zostaje przez jednego z nich niemal zgwałcony. Zresztą Tyzbe w jego interpretacji to swoista kumulacja marzeń i fantazji męskich bohaterów „Snu…”: skąpo ubrane ciało, które służyć ma jedynie do zabaw – Tyzbe ma się wdzięczyć, zmysłowo tańczyć, ma być gotowa do spełnienia wszelkich seksualnych zachcianek. Pomimo tego, że Tyzbe/Piszczała sumiennie wykonuje powierzone mu zadanie i tak pada ofiarą agresji – taki jest los wszystkich kobiet w ateńskim lesie. Najbardziej świadoma tego jest podstarzała Tytania (Ewa Skibińska). Upokarzana i odrzucona łasi się do mężczyzny niczym zwierzę – bowiem dla kobiet Pęcikiwicz obojętność wobec ciała jest gorsza niż ból czy gwałt.

Inicjalny fragment spektaklu zwraca uwagę na kwestię intymności – w świecie wykreowanym przez Pęcikiewicz ona nie istnieje. W spektaklu ateński las, który w oryginale dawał schronienie i ukrywał bohaterów, został zamieniony na plan filmowy – współczesne panopticum. Obnażone ciała bohaterów zostały w ten sposób pozbawione jakiejkolwiek zasłony: każdy akt, któremu poddawane jest ciało wystawiony jest na widok publiczny, dodatkowo – utrwalony i powielony przez otaczające scenę kamery. Ciało to przedmiot i ten przedmiot należy do każdego, każdy może go do woli i wedle uznania używać.

W „Śnie…” Pęcikiewicz nie ma też miejsca na spontaniczność, każdym ciałem rządzą Oberon (Adam Cywka) i Puk (Marcin Pempuś). To oni łączą ciała, oni je rozdzielają. Kolejne związki pozbawione są jakiejkolwiek spontaniczności i szczerości, wszystko jest wyreżyserowane. Oberon i Puk to władcy absolutni: rządzą zarówno planem relacji aktorów, jak i przestrzenią zajmowaną przez Szekspirowskich bohaterów, których owi aktorzy odgrywają.

Odyseję ciał kończy scena orgii. Bohaterowie kopulują ze sobą w rytm głośnej muzyki, ich ruchy są przy tym mechaniczne, twarze obojętne. W pewnej chwili orgia przemienia się w zbiorowy gwałt: mężczyźni rzucają się na kolejne ciała kobiet, przerzucają je między sobą, wymieniają się nimi. W finałowym fragmencie spektaklu oberwane z intymności, uprzedmiotowione i zniewolone ciało utraciło nawet imię: w scenie gwałtu nie jest istotne czy to Helena, czy Hermia. Ubrane w identyczną bieliznę, tarzające się po zadymionej scenie kobiety wyglądają niczym klony, nie sposób ich odróżnić od siebie, bo też nie jest to potrzebne – ciało to ciało.

Obejrzawszy spektakl Moniki Pęcikiewicz ma się wrażenie, iż wszystko to, co on zawiera zostało pokazane w filmowym wstępniaku, a perypetie „aktorów grających aktorów grających Szekspira” nie wnoszą absolutnie nic nowego. „Tekst jest tylko pretekstem” deklarują twórcy na początku spektaklu. Czy do pokazania galerii nagich pośladków i piersi nie wystarczyłby byle pretekst? Czy musi to być od razu Szekspir?  

"Sen nocy letniej" - reżyseria: Monika Pęcikiewicz - Teatr Polski we Wrocławiu, 4 sierpnia 2010 w Teatrze Muzycznym w Gdyni

Anna Jazgarska
Dziennik Teatralny Trójmiasto
9 sierpnia 2010

Książka tygodnia

Pokusa przebaczenia
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Donna Leon

Trailer tygodnia

700. Krakowski Salon P...
Anna Dymna
W najbliższą niedzielę 23 stycznia, j...