Bajeczna karuzela

"Najpiękniejsze bajki świata" - reżyseria: Michał Derlatka - Wrocławski Teatr Lalek

Wrocławski Teatr Lalek jest bez wątpienia jednym z najprężniej działających teatrów w Polsce. Premiery sypią się tutaj jak z rękawa a powiedzieć, że każda nich jest udana, to mało.

Warto przypomnieć sobie chociażby pierwszą premierę 2009 roku, inaugurującą 63. rok działalności Teatru, czyli „Blask” w reżyserii Leszka Mądzika – spektakl prosty w treści, ale bardzo oryginalny w formie, odbiegający nieco estetyką od spektakli lalkowych, który dzieci oglądają w niespodziewanym skupieniu i prawie niczym niezmąconym milczeniu. Teraz przyszedł czas na coś zupełnie odwrotnego – na szalone „Najpiękniejsze bajki świata”.

W skład owego tytułu weszły cztery, bardzo dobrze znane każdemu z nas bajki: „Kot w butach”, „Czerwony Kapturek”, „Śpiąca Królewna” oraz „Kopciuszek”. Tak naprawdę zatem powstał nie jeden, a cztery bardzo sprawnie zrealizowane przez Michała Derlatkę (studenta IV roku reżyserii!) spektakle. Rewelacyjnym pomysłem było wykorzystanie na potrzeby inscenizacyjne karuzeli połączonej ze sceną obrotową co sprawiło, że zmiany dekoracji (pod okiem czujnych panów technicznych) odbywać się mogły w zawrotnie szybkim tempie. 

Ponad dwuipółgodzinne widowisko bynajmniej nie znużyło najmłodszych, a wręcz przeciwnie – potęgowało ich ciekawość z bajki na bajkę, a to za sprawą coraz to innych technik lalkarskich prezentowanych podczas kolejnych częśći. I tak „Kot w butach” przedstawiony został za pomocą drewnianych lalek na sznurkach, w „Czerwonym Kapturku” wykorzystano tradycję szmacianych lalek, „Śpiąca Królewna” przypomniała dawno już zapomnianą przez teatry lalkowe konwencję teatru cieni, zaś „Kopciuszka” odegrano przy użyciu gipsowych lalek. 

Wszystkie lalki niezmiennie zachwycały a to kunsztem wykonania, a to pomysłowością. Trudno doprawdy orzec, która z bajek mogła poszczycić się najlepszymi lalkami. Zapewne w pamięci pozostają sceny z „Kopciuszka” z niezwykle oryginalnymi, gipsowymi lalkami, do ozdobienia których użyto sznury błyszczących kryształków i chciałoby się powiedzieć, że to właśnie te lale są bezkonkurencyjne, kiedy nagle na myśl przychodzą przemyślnie wystrugane, drewniane marionetki z „Kota w butach” – zwłaszcza niebywale zabawna karoca z królem i całą jego świtą. Potem zaś przypomina się przesympatyczna buźka Kapturka i wcale nie straszna, a urocza gęba wilka czy misterne, niezwykle delikatne, wykonane z papieru i przywodzące na myśl barwne motyle, lalki ze „Śpiącej Królewny”. Wówczas już naprawdę nie jest się w stanie zdecydować, która z lalek powinna ów prywatny ranking świetności zwyciężyć. 

Całość wrocławskiego spektaklu wyraźnie dzieliła się na dwie części – pierwsza była bardziej energetyczna, wręcz szalona. Tempo, jakie narzuciły aktorki dwóm pierwszym opowieściom było wprost niesamowite. Ledwo ogarnęliśmy zamysły sprytnego kota, a już śledziliśmy zamiary podstępnego wilka. Wyciszenie przyszło wraz z niezwykle barwnym, oprawionym interesującą ścieżką muzyczną teatrem cieni, czyli z opowieścią o królewnie, która zapadła w stuletni sen oraz z rzewną, niezwykle pociągającą wizualnie historią o Kopciuszku.

Świetnym pomysłem realizatorów spektaklu było włączenie dzieci do udziału w każdym ze spektakli. Najmłodsi widzowie mogli zatem pomóc budować zamek z klocków królowi z „Kota w butach”, atakować niedobrego wilka kolorowymi włóczkami (które sprytnie zza widowni podrzucała ekipa Teatru w trakcie zmiany dekoracji, co sprawiło, że dzieciaki wcale się nie nudziły, a nurkowały między siedzeniami w poszukiwaniu coraz to nowych włóczek), zamienić się za pomocą lusterek w świetliki – dobre wróżki w „Śpiącej Królewnie” i dopomóc królewiczowi odnaleźć uśpioną królewnę oraz wybrać odpowiednie suknie dla Kopciuszkowych sióstr strojących się na bal. Trzeba przyznać, że takie interaktywne przerywniki działały na dzieci bardzo stymulująco, nie pozwalały im na bierny odbiór spektaklu i kazały oczekiwać kolejnych, jakże prostych, a funkcjonalnych niespodzianek.  

Spektakl, oprócz strony wizualnej cechowały również świetna muzyka i rewelacyjne... słowo! Realizatorzy wpadli bowiem na nietuzinkowy, genialny pomysł, aby wykorzystać - niestety zapomniane obecnie - przekłady autorstwa Jana Brzechwy i Joanny Gilowej, które są o tyle ciekawe, że zostały napisane wierszem! Użycie rymowanych zwrotek sprawiło, że spektakl bezustannie utrzymywał swój rytm, mimo iż wyraźnie był podzielony na część dynamiczną i spokojną. W części dynamicznej ów rym pozwalał czasem na wyhamowanie, zaś w części spokojnej pilnował, by nie doszło do zbytniego spowolnienia tempa. 

„Najpiękniejsze bajki świata” zapewne na długo zagoszczą w pamięci nie tylko dzieci, ale również ich rodziców jako przykład świetnie wyreżyserowanego, podpartego mądrymi pomysłami inscenizacyjnymi i dydaktycznymi, olśniewającego scenografią oraz aktorstwem z najwyższej półki spektaklu.

Marta Odziomek
Dziennik Teatralny Katowice
2 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia