Bajki Passiniego

"Zwierzątka, małe zwierzenia" - reż. Paweł Passini - "Chatka Żaka" w Lublinie

Na wtorkowej premierze spektaklu Pawła Passiniego "Zwierzątka, małe zwierzenia" dzieci się bawiły. Rodzice klaskali w rytm piosenki śpiewanej przez rapującego zająca. Aktorzy pośmiali się z Dziuplina, miasta w którym je się dużo pierogów i które stara się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Wygląda na to, że było ok!

Paweł Passini, reżyser spektaklu kazał zamieszkać zwierzątkom z bajek Siergieja Kozłowa w Dziuplinie. W Dziuplinie na drzewach wiszą loga z kandydatem do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury. Czy Passini robi sobie jaja z Lublina, który o taki tytuł walczy? Jeśli sobie jaj nie robi, a robi dobre spektakle - to Lublin ma szanse w zdobyciu tytułu stolicy ESK. Dzięki "Zwierzątkom, małym zwierzeniom" też.

Spektakl zaczyna się rewelacyjnie. Oszczędna scenografia, obrazy z rzutnika, muzyka na żywo, wyreżyserowane światło. Ze snu budzi się Niedźwiedź, którego bezbłędnie zagra Dariusz Jeż. Bezbłędnie, bo niczego nie będzie udawał, będzie sobą. Czyli misiem, który stanie w obronie wciąż przestraszonego Zająca - w tej roli rewelacyjny Sean Palmer. To najlepsza rola w spektaklu.

Dokąd Passini nie próbuje poprawiać bajek Siergieja Kozłowa - na scenie rozgrywa się prosta i wzruszająca historia o zwyczajnych dniach zwyczajnych zwierzątek, które mają się dobrze, choć od czasu do czasu zdarza im się zagubić w lesie. Czyli życiu. Kiedy z drzew spadają liście, to znaczy, że mija czas. Zwierzątka mają swoje marzenia. Jak ludzie. I tęsknoty. Zając tęskni do gwiazd. Tęskni tak mocno, że uda mu się uwić nić, zarzucić wędkę w niebo i złowić gwiazdkę. Szybuje z nią w przestworzach i dzięki pomysłowości Niedźwiedzia szczęśliwie wyląduje na ziemi.

I w tym momencie kończy się prosta historia. Kiedy na drzewach pojawią się charakterystyczne loga Europejskiej Stolicy Kultury - ze spektaklem dzieje się coś niedobrego. Niby przedstawienie nabiera tempa, niby aktorzy zwijają się jak w ukropie, niby Zając rapuje, niby dzieciaki klaszczą, niby rodzice im wtórują - pojawia się myśl: I po co tyle hałasu?

Paweł Passini rozkręcił teatralną machinę, aktorzy budowali swoje role, przekrzykiwali się nawzajem i przekrzykiwali muzykę. - Łapy do góry - krzyczał rapujący Zając. Było rytmicznie, może nawet zajebiście. Tylko po wyjściu z sali została pustka. Tyle się Zając narapował. A prosty sens bajek Kozlowa przepadł w lesie. To znaczy w Dziuplinie. Nie mylić z Lublinem.

Dlaczego przepadł? Przepadł, bo spektaklowi zabrakło spójności i klarowności. Co z tego, że aktorzy zbudowali dobre role, skoro zagrali je osobno? Co z tego, że reżyser kipiał pomysłami, skoro nie dał rady ich spiąć w jeden pomysł na przejrzysty spektakl. Co z tego, że autor muzyki się spisał i twórczyni kostiumów też, skoro spektaklowi zabrakło harmonii. Oraz przesłania, które tak prosto brzmi w bajkach Kozłowa. Nie trzeba nic psuć.

Waldemar Sulisz
Dziennik Wschodni
10 grudnia 2010

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia