Balet spróbuje zaśpiewać

rozmowa z Markiem Szyjko

W jakim nastroju wkracza Pan w drugi sezon pracy w Łodzi? Czy odczuwa Pan większy spokój, niż w chwili, gdy obejmował łódzką operę?

- Paradoksalnie nie, gdyż to jest pierwszy sezon, który wraz ze współpracownikami w pełni przygotowałem. Nie można się już więc schować za cudzymi plecami i powiedzieć, że coś zostało zaplanowano przez poprzednią dyrekcję.

Łatwo było przygotować ten sezon?

- Przede wszystkim ekscytująco. Podjęliśmy bowiem kilka wyzwań i świadomie ryzykujemy. Zamówiliśmy choćby na przyszłoroczny jubileusz Chopinowski całkowicie nowe dzieło u Marty Ptaszyńskiej. To oczywiście wybitna artystka, ale nie wiemy, co z tego wyjdzie. Ryzykiem jest też odejście od pewnego schematu dominującego na wielu scenach operowych w Polsce, a więc przygotowywania kolejnych inscenizacji doskonale znanych oper. My chcemy szukać, tworzyć, przypominać. No i otwierać teatr na nowych realizatorów. W tym nurcie będzie się mieścić premiera "Rusałki" Antoniego Dworzaka, przepięknego utworu, który zrealizuje Tomasz Cyz. W Polsce ta opera nie ma szczęścia, a anegdotycznie mogę powiedzieć, że obawy dyrektorów wiążą się z językiem czeskim, w którym jest napisana. Wysłuchaliśmy wielu wykonań - naprawdę to brzmi świetnie.

Eksperymentem jest też opera "Juliusz Cezar" Handla, realizowana w Teatrze Wielkim wespół ze szkołą filmową, Akademią Sztuk Pięknych i Akademią Muzyczną.

- Tak i nie ukrywam, że ta produkcja rodzi się w bólach. Wydaje się, że Teatr Wielki jest naturalnym zapleczem dla takich uczelni i pomysł zresztą przyszedł z tych szkół, a my przyjęliśmy go z otwartymi ramionami. To jednak duże przedsięwzięcie, w którym wiele elementów trzeba spiąć. Mam nadzieję jednak, że efekt doskonale wpisze się w nurt edukacyjny teatru, który także jest dla nas bardzo ważny.

Dużo w nowym sezonie koprodukcji, gościnnych występów, realizatorów spoza Łodzi. Czy to dobrze dla łódzkiego zespołu?

- Tak, bo to jest umożliwienie zespołom spotkań z realizatorami i artystami, którzy wniosą nowe wartości do ich pracy, do ich doskonalenia. Jeśli przyjedzie do nas choreograf amerykański, to zapewniam, że będzie to zupełnie inna szkoła niż ta, którą reprezentują choreografowie europejscy. Takie doświadczenie jest moim zdaniem nieocenione dla artysty.

Amerykański choreograf to Susan Stroman, która przygotuje premierę swojego baletu "Contact"?

- Tak, choć jej propozycji nie nazwałbym do końca baletem. To raczej wariacja korzystająca z różnych form. Wystarczy, że zdradzę, iż do tej realizacji poszukujemy do dwóch ról aktorów dramatycznych. Baletem wprost będzie na pewno "Romeo i Julia" Sergiusza Prokofiewa, który właściwie sam w sobie jest przebojem. To dowód na to, że nie boimy się eksperymentów, ale chcemy też dbać o publiczność, która woli teatr bardziej tradycyjny. Z drugiej jednak strony nie chciałbym różnicować naszej publiczności, bo może się okazać, że ta sama widownia po tradycyjnym przedstawieniu "Romeo i Julia" z przyjemnością zobaczy niekonwencjonalny "Contact". I odwrotnie. Warto podkreślić, że "Romeo i Julia" powstaje w koprodukcji z Operą Wrocławską.

Znowu koprodukcja. Dlaczego?

- Nie ukrywam, że poza podejmowaniem współpracy z godnymi partnerami, kryje się za tym aspekt ekonomiczny. To po prostu podział kosztów. Teatry na świecie od lat ćwiczą ten model. Jeśli premiera operowa kosztuje u nas około 800 tysięcy złotych i ja mogę od współproducenta dostać 200-250 tysięcy, to z trzech takich udziałów mogę zrobić balet.

Czekają nas także jakieś niespodzianki, jak występ Placido Domingo w ubiegłym sezonie?

- Mogę tylko powiedzieć, że pracujemy nad dwoma projektami. Jeden to jeszcze jedna premiera operowa, która jest bardzo kusząca ze względu na tytuł, realizatorów i rodzaj produkcji. Na pewno byłoby to prestiżowe wydarzenie. Do pracy nad drugim projektem ośmielił nas sukces koncertu Placido Domingo i planujemy coś na koniec sezonu, który będzie miał miejsce tym razem 25 czerwca, ale za wcześnie mówić o szczegółach.

Oficjalnie nowy sezon zaczyna Jacek Kasprzyk, który poprowadzi koncertowe wykonanie "Toski". Ale sezon właściwie rozpoczyna się wcześniej, koncertem pod dyrekcją Krzysztofa Pendereckiego?

- Tak. Przy okazji "Toski" zachęcam na zwrócenie uwagi na znakomitych wykonawców: sopranistkę Irinę Gordei, tenora Ivana Momirova oraz barytona Mikołaja Zalasińskiego. A koncert z Krzysztofem Pendereckim to rzeczywiście wyzwanie szczególne. 29 sierpnia w naszym teatrze Maestro poprowadzi połączone chóry i orkiestry Teatru Wielkiego, Filharmonii Łódzkiej oraz Opery i Filharmonii Podlaskiej, z zestawem znakomitych solistów i narratorów, że wymienię Olgę Pasiecznik i Daniela Olbrychskiego. Usłyszymy "Siedem bram Jerozolimy". Jednak niezwykłością tego koncertu będzie utwór "Kadisz. Łódzkim Abramkom, którzy chcieli żyć. Polakom, którzy ratowali Żydów", napisany przez kompozytora specjalnie na obchody 65. rocznicy likwidacji Litzmannstadt Ghetto. Koncert będzie zarejestrowany w formie DVD i pójdzie w świat.

W październiku mija 55 lat od pierwszej premiery Opery Łódzkiej...

- Pamiętamy o tym i przygotowaliśmy coś, myślę, znaczącego. Tą premierą był "Straszny dwór" i 26 września chcemy naszym "Strasznym dworem" oddać hołd temu wydarzeniu i wszystkim tym, którzy tę operę zakładali. Wszystko wskazuje na to, że w jednej z ról wystąpi śpiewak, który śpiewał w 1954 roku w tamtym "Strasznym dworze" - będzie to pan Andrzej Saciuk.

Na przebój sezonu szykuje się chyba"My Fair Lady"?

- Mam nadzieję, że będzie to rzeczywiście wydarzenie, a jednocześnie bardzo wdzięczny spektakl. Widzę na próbach, że chórzyści leją z siebie siódme poty, a balet próbuje śpiewać. Będzie to totalny teatr śpiewu, ruchu, energii i zabawy. Być może niektórzy będą przecierali oczy ze zdumienia, że tak też można.

Czy Tadeusz Kozłowski, który od nowego sezonu będzie dyrektorem muzycznym Opery Narodowej w Warszawie, pozostanie szefem muzycznym łódzkiego Teatru Wielkiego?

- Jesteśmy po słowie i zostanie na pewno. Doszliśmy do wniosku, że bez większych problemów uda się pogodzić te dwie funkcje. Skoro wielcy dyrygenci godzą takie stanowiska między Europą i Ameryką, to uda się je pogodzić między Łodzią i Warszawą.

Sezon obfity w wydarzenia. Skąd na to wszystko brać pieniądze?

- To zawsze trudne pytanie. Na pewno procentuje to rozwiązanie, na które się zdecydował zarząd województwa, czyli trzyletniego kontraktu na prowadzenie Teatr Wielkiego. Bo zarząd mógł przedstawić swoje oczekiwania, a w odpowiedzi na nie można było przedstawić program i go realizować. To nie oznacza jednak oczywiście, że po każdej wizycie w Urzędzie Wojewódzkim wychodzę z walizką pieniędzy, to są trudne rozmowy. Niemniej taka sytuacja pozwala na bardziej precyzyjne i spokojniejsze planowanie wydarzeń na kolejne lata. Poszukaliśmy oszczędności w samym teatrze i uporządkowaliśmy finanse. Ważne są też wpływy własne, choćby z wynajmu teatru czy sprzedaży biletów, na przykład wpływy przy Łódzkich Spotkaniach Teatralnych były o 15 procent większe niż poprzednio. Od stycznia nieznacznie podnosimy cenę biletów, do 42 złotych, która pewnie w niedalekiej przyszłości dojdzie do poziomu 50 złotych.

W takiej sytuacji ma Pan już chyba zaplanowany sezon 2010/2011?

- Jeśli chodzi o premiery to sezon 2010/2011 mamy już prawie zamknięty. Zacznie się on premierą "Turandot". Jesteśmy po słowie z Andrzejem Sewerynem w sprawie produkcji operowej i Ewą Wycichowską w sprawie premiery baletowej na inaugurację kolejnych Łódzkich Spotkań Baletowych. Dopinamy też program imprezy. Mamy nadzieję, że przyjedzie balet Bejarta, zespoły Piny Bausch, baletu Monte Carlo i opery miediolańskiej. W czerwcu 2011 musimy zamknąć teatr na siedem miesięcy na modernizację. Po remoncie otwarcie planujemy rzeczą pisaną specjalnie dla nas przez amerykańskiego kompozytora, ze scenografią laureatki Oscara. Bardzo droga produkcja - za około dwóch milionów złotych. Rozmawiamy też ze znanym reżyserem firmowym na temat "Zemsty nietoperza".

PLANY TEATRU WIELKIEGO NA SEZON 2009/2010

Premiery:

- Tosca, Giacomo Puccini, wersja koncertowa, dyr. Jacek Kasprzyk (19 września)
- My Fair Lady. Frederick Loewe, musical, reż. Maciej Korwin (2 października)
-Juliusz Cezar. Georg Friedrich Handel, opera. reż. Artur Stefanowicz (12 grudnia)
- Romeo i Julia. Sergiusz Prokofiew, balet, chor. Jerzy Makarowski, (23 stycznia)
- Rusałka, Antoni Dworzak, opera, reż. Tomasz Cyz (6 marca)
- Contact. Susan Stroman, balet, reż. i chor. Susan Stroman (8 maja)
- Kochankowie z klasztoru Valdemosa. Marta Ptaszyńska, opera, reż. Grzegorz
Wiśniewski (12czerwca-światowa prapremiera)

Dariusz Pawłowski
Polska Dziennik Łodzki
25 sierpnia 2009
Portrety
Marek Szyjko

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...