Balet to sztuka totalna

Rozmowa z Krzysztofem Pastorem

- Uważam, że widz, uczestnicząc w spektaklu baletowym, może również spełniać się intelektualnie, może na swój sposób interpretować przedstawienie. Balet powinien być ambitny - mówi Krzysztof Pastor, dyrektor Polskiego Baletu Narodowego.

"Balet to sztuka totalna. Można nim opowiedzieć wszystko" - jaki powinien być jego język?

- Powiedziałem tak, ponieważ pokutuje w nas jeszcze taka opinia, że język baletu jest trochę archaiczny, sztuczny, że nie można nim poruszać wszystkich tematów oraz że jest zarezerwowany tylko dla przedstawień romantycznych, które opowiadają o miłości, a tak nie jest. W tańcu trzeba również używać języka naturalnego, nie posługiwać się aktorstwem jak w czasach kina niemego, ale bardzo współcześnie, bez zbędnej egzaltacji, prosto, żeby trafiało to do publiczności. Ruch, taniec jest formą wypowiedzi, sztuką, która może poruszać wiele tematów. Taki artystyczny taniec ma budzić głębokie autentyczne przeżycia, pokazywać namiętności, wyzwalać emocje. W moim balecie chcę odrzucić sztuczność, stawiam na spontaniczność i autentyczność.

"Ciężka praca w balecie to swoiste uzależnienie, bez którego nie da się żyć. Kiedy nie tańczymy, jesteśmy nieszczęśliwi" - od ilu lat jest pan uzależniony?

- Nie powiem, że od urodzenia, ale lubiłem tańczyć już w przedszkolu. Gdy miałem 8 lat, chciałem grać na skrzypcach i nawet zacząłem naukę, ale nie trwało to długo. Zabrakło mi cierpliwości. Zadebiutowałem na scenie Opery Bałtyckiej w "Jeziorze łabędzim" - miałem wtedy 10 lat, byłem jednym z 6 małych pomocników Błazna. Moim przedstawieniem podyplomowym w gdańskiej szkole baletowej była rola Księcia w "Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach". Pierwsze lata w szkole baletowej są bardzo trudne, trzeba nauczyć się podstaw tańca klasycznego, techniki. To żmudna i ciężka praca. W kolejnych latach zaczyna się dużo dziać, poznajemy bogactwo sztuki tanecznej, zaczynamy naprawdę tańczyć i wtedy to wciąga. Na stałe zaangażowałem się do Polskiego Teatru Tańca w Poznaniu, gdzie moim mistrzem był Conrad Drzewiecki. To było dla mnie wielkie wyzwanie i był to ważny okres w moim życiu. Potem była Francja. Niemcy, a jako choreograf zadebiutowałem podczas Międzynarodowej Gali Baletowej w Łodzi. Wtedy już tańczyłem w Holenderskim Balecie Narodowym w Amsterdamie. Holandia w latach 80. była dla wielu mekką tańca, gdzie - pomimo oszczędnych środków wyrazu i cieniowanych emocji - tworzone były wspaniałe choreografie, które poruszały widzów. Z każdego miejsca czerpałem nowe doświadczenia, które tworzyły moją własną wizję tańca, a szczęście w balecie osiąga się wtedy, kiedy pokonuje się ten ogromny wysiłek, jaki towarzyszy nam w tańcu. Po zakończonym spektaklu jesteśmy zmęczeni, wyczerpani, ale - inaczej niż przy pracy fizycznej - jesteśmy szczęśliwi, spełnieni. To, co się wtedy czuje, trudno opisać słowami.

"Chciałbym, żeby warszawski zespół nie bał się nowoczesności. To musi być muzeum połączone z laboratorium nowej sztuki" - jakie jest to muzeum?

- Powiedziałem te słowa 5 lat temu, gdy zaczynałem pracę w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej. Balet powinien być jak muzeum narodowe. Powinniśmy więc mieć w repertuarze galerię klasyki np. z "Bajaderą", "Kopciuszkiem", "Dziadkiem do orzechów" czy "Śpiącą królewną". Kolejną - z demiklasyką oraz neoklasyką, jak "Święto wiosny" i "Concerto Barocco", a następną z dziełami wielkich mistrzów, jak "Zielony stół" Joossa czy "Syn marnotrawny" Balanchine'a. Dalej zaś prezentację dzieł współczesnych: Forsythe'a, Gata, Wubbego, moje choreografie, np. z reinterpretacją "Romea i Julii", ale także debiutanckie kreacje młodych twórców. Tak wygląda nasza baletowa galeria.

"Jestem otwarty na wszystko", czyli na co?

- No właśnie na każdy gatunek, na każdą formę, na improwizację. Oglądając jakiś spektakl, zawsze mam problem z uznaniem, że coś jest np. złe, gdyż uważam, że w każdym przedstawieniu można się doszukać ciekawych elementów, które są twórcze.

"Jestem odporny, nie oczekuję, że wszyscy będą mnie kochali". Jakim trzeba być, żeby tworzyć balet?

- Żeby zostać choreografem, tworzyć balet, trzeba mieć zapał, pewną siłę, determinację oraz wizję, aby sięgać po coraz to nowe wyzwania. Zarządzanie tak wielkim zespołem ludzi, gdzie jedni są lepsi, inni gorsi, jest bardzo trudne i wyczerpujące. Trzeba posiadać umiejętność współpracy z ludźmi, być komunikatywnym. W sztuce nie da się jednak wszystkiego nazwać do końca. Staram się tancerzy inspirować, otwierać na nowe przestrzenie. Zależy mi na tym, żeby pokazywali na scenie swoją osobowość. Andrzej Żuławski powiedział, że praca w filmie jest czymś w rodzaju uwodzenia: aktorów, ekipy technicznej i wszystkich innych na planie. Myślę, że u mnie też tak jest. Tworzenie choreografii to bardzo emocjonalne doświadczenie, czasami można się pomylić i wtedy takie artystyczne rozczarowanie odczuwa się trochę tak jak miłosny zawód.

"Taniec to zawód bardzo piękny, w którym piękno jest połączone z wysiłkiem. To zmaganie heroiczne. Takie, jakie jest opisane w greckich tragediach", ale ten zawód jest tak krótki jak życie pięknego motyla...

- Ta ulotność, kruchość jest wpisana w ten zawód. Taniec to żmudna praca, opanowanie techniki jest integralnie związane z artystycznym przekazem. Bardzo ważna jest kreatywność tancerzy, ich zaangażowanie. Na pewno liczy się dobra szkoła, sprawność techniczna i to coś, co trudno określić. Trzeba jednak pamiętać, że życie w tym zawodzie jest krótkie, że w pewnym momencie musimy przygotować się na transformację. Tancerze to ludzie utalentowani, posiadają wielką dyscyplinę, są pracowici i te cechy powinny być wykorzystane po zakończeniu pracy w balecie. Pracuję w teatrze nad takim systemem, który pozwoliłby artystom odnaleźć siebie w innej twórczej pracy.

"Choreograf musi uczyć się determinacji, wykazać umiejętność mobilizowania i motywowania tancerzy. To niezwykle ważne, by - wchodząc na salę - nie tłamsić ludzi, ale ich otwierać, porywać w procesie kreacji". Co im pan daje z siebie?

- Swoje doświadczenie, swój zapał, swoją miłość do tańca.

"Powinniśmy w balecie wprowadzać widzów na jak najwyższy poziom doznań estetycznych i emocjonalnych. Musi zaistnieć wysiłek fizyczny, a potem inspiracja, uduchowienie. Do tego dochodzą momenty olśnienia i improwizacji". Czy można powiedzieć, że nasz balet po czasach pewnego zastoju jest już na wysokim poziomie?

- Stworzyliśmy kreatywny, dynamiczny, ambitny zespół i z tego jestem bardzo dumny.

"Sens sztuki baletowej polega na tym, by nawet przypadkowy widz doznał w kontakcie z interpretacją taneczną wielkich wzruszeń. Każdego dnia powinniśmy do tego uporczywie dążyć", ale nie zawsze się udaje, czasami podejmuje pan ryzyko.

- Nie codziennie jest święto. Gdyby w sztuce była taka pewność, że zawsze się uda, nie byłoby tych momentów twórczego odkrycia i uniesienia. Nie zawsze chodzi o to, żeby coś było ładne, czasami chodzi o głębię i przesłanie. Sens każdej sztuki polega na tym, by poruszyć widza. Uważam, że widz, uczestnicząc w spektaklu baletowym, może również spełniać się intelektualnie, może na swój sposób interpretować przedstawienie. Balet powinien być ambitny. Musi być w dobrym guście, należy również podejmować ryzyko. Taniec zostawia ogromną przestrzeń do indywidualnych przeżyć i trzeba to wykorzystywać.

Czy jest pan artystą spełnionym?

- Mam jeszcze wiele marzeń, wiele pomysłów. Teraz moim dużym projektem jest "Burza" Szekspira, nad którą pracuję w Holenderskim Balecie Narodowym. Są rzeczy, które chodzą mi po głowie, są we mnie, ale podjęcie nowego tematu nieraz odbywa się spontanicznie.

KRZYSZTOF PASTOR

Choreograf i inscenizator. Dyrektor Polskiego Baletu Narodowego, dyrektor artystyczny Litewskiego Baletu Narodowego, choreograf-rezydent Holenderskiego Baletu Narodowego. Zadebiutował jako choreograf w 1986 r, podczas Międzynarodowej Gali Baletowej w Łodzi, będąc jeszcze tancerzem w Amsterdamie. W swoim dorobku posiada ponad 50 realizacji Baletowych na scenach całego świata. Wystawia balety przede wszystkim w Holandii, ale także m.in. w: USA, Szkocji, Niemczech, Szwecji, Izraelu, a nawet w Hongkongu i Australii. W swojej pracy stawia na autentyczność, naturalność i spontaniczność.

Anna Arwaniti
VIP
16 maja 2014
Portrety
Krzysztof Pastor

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia