Baletowa uczta w surrealistycznych dekoracjach

"Don Kichot" - chor. Henryk Konwiński - Opera Śląska w Bytomiu

Taneczne popisy, ogniste hiszpańskie tańce, Rycerz Smętnego oblicza walczący z wiatrakami, pozorowane samobójstwo i miłość łącząca dwoje młodych ludzi, czyli „Don Kichot" w nowej odsłonie brawurowo powrócił na deski Opery Śląskiej w Bytomiu. Najnowsza premiera bytomskiego teatru miała miejsce 26 kwietnia.

Bytomski „Don Kichot" to uczta dla zmysłów. Na ten sukces składa się wirtuozerska muzyka, baśniowa scenografia i doskonały taniec, a przy tym zabawne i pełne humoru libretto. Realizatorom udało się stworzyć doskonale zatańczone i piękne wizualnie widowisko okraszone klimatyczną hiszpańsko-cygańską muzyką. Za inscenizację i choreografię odpowiada Henryk Konwiński, kierownictwo muzyczne objął Arif Dadashev, a scenografię i kostiumy stworzył Ireneusz Domagała.

„Don Kichot" jest pełnoaktowym baletem komicznym. Jego libretto oparte zostało na 150-letnim tekście Mariusa Petipy, stworzonym według kultowej powieści Miguela Cervantesa. Premierowa odsłona baletu miała miejsce 14 grudnia 1869 roku w moskiewskim Teatrze Bolszoj, jednakże polska publiczność zobaczyła taneczną wersję przygód Rycerza Smętnego Oblicza dopiero 95 lat później. Powoli, acz zdecydowanie dzieło to wchodziło do światowego kanonu, a dziś jest jednym z najchętniej wystawianych baletów. W Bytomiu zaprezentowano go 16 lat temu. W tym roku postanowiono wystawić balet po raz drugi, jednakże w zupełnie innej odsłonie. Jest jednak pewien element łączący dwie realizacje. Zarówno w 2003 roku, jak współcześnie realizacji podjął się duet Konwiński-Domagała.

Klasyczny balet w surrealistycznej odsłonie

Tytułowy Don Kichot (Daniil Alexandrov) przemierza Hiszpanię wraz ze swoim wiernym giermkiem Sancho Pansą (Wojciech Paczyński). W pewnej wiosce spotyka młodą dziewczyną – Kitri (Michalina Drozdowska), zakochaną w ubogim cyruliku Basilu (Douglas De Oliveira Ferreira). Na drodze do ich szczęścia staje jednak ojciec dziewczyny, który chce ją wydać za bogatego Gamacha, zabiegającego o jej względy. Rycerz Smętnego Oblicza oczarowany Kitri, w której widzi swą ukochaną Dulcyneę, postanawia pomóc kochankom. Co ciekawe, Don Kichot nie jest tu postacią centralną. Snuje się po scenie niczym zjawa, natomiast na plan pierwszy wysuwają się tancerze.

Klasyczna opowieść o miłości przełożona na język ruchu obfituje w wiele zabawnych zwrotów akcji. Mamy tutaj pozorowane samobójstwo, czy... pojedynek z wyimaginowanymi potworami, po którego stoczeniu Don Kichot przenosi się w wyobraźni do krainy Driad. Historia staje się pretekstem do zaprezentowania bogactwa hiszpańskiej kultury tanecznej (fantango, seguidilla, bolero) oraz popisów członków zespołu baletowego – zarówno solowych, w duetach, czy choreografiach zbiorowych. Jak na balet komiczny przystało występuje tu komizm postaci i sytuacyjny. Obok elementów farsy, pantomimy, wprowadzono bohaterów, którzy bawią już samą obecnością. Należy do nich Sancho Pansa i bogacz, zalotnik Gamache (Jacek Drozdowski), czyli zabawny, przerysowany rudzielec poruszający się zawsze w towarzystwie swojego miniaturowego klona.

Don Kichot z twarzą Alexandrova

Milczący bohater zmienia świat. „Don Kichot" wykreowany przez Daniila Alexandrova to wcielenie wizji Cervantesa. Dzięki oszałamiającemu kostiumowi stworzonemu przez Ireneusza Domagałę to postać z pogranicza snu i jawy. Choć bierze udział w wydarzeniach rozgrywających się na scenie, to nieustannie buja w obłokach. Jest kwintesencją postaci wyłaniającej się z XVII-wiecznej powieści, która dodatkowo została wyposażona w przymioty bohatera romantycznego znanego z kart poematów Słowackiego i Mickiewicza skrzyżowanego z Werterem Goethego. W akcie drugim szlachcic z La Manchy przypomina nieco Blaszanego Drwala z „Czarnoksiężnika z Krainy Oz". Walczy z wyimaginowanymi potworami, tocząc boje w snach. Jego wizje materializują się w postaci tańczących driad. To jedna z najbardziej onirycznych scen, w której zachowano klasyczne tutu. I choć to postać, która nie tańczy, balet bez niego nie miałby najmniejszego sensu. Należy do innego porządku, innego świata, który przenika się z realnym.

Zespół baletowy Opery Śląskiej to grupa wysokiej klasy specjalistów. Kierownik baletu Grzegorz Pajdzik ma powody do zadowolenia. Wszyscy tańczą równo. Prezentują swoje umiejętności, wykonując kolejne popisy akrobatyczne, skomplikowane układy choreograficzne i solowe pokazy. Na docenienie zasługuje Michalina Drozdowska i Douglas De Oliveira Ferreira, czyli soliści wcielający się w młodych kochanków. Tworzą perfekcyjny technicznie duet. Pas de deux w ich wykonaniu jest doskonałe. Ona - powabna, oniryczna i lekka jak piórko. On wyborny tancerz maksymalnie skupiony na partnerce. Jest dynamicznie, wzorcowo, ale... brakuje między nimi romantycznego napięcia. Na obliczu Basilo zawsze maluje się smutek. To prawdziwy „rycerz smętnego oblicza" walczący o swą partnerkę i lepsze jutro. W walce o względy stosuje fortele, gagi i rozwiązania znane z komedii slapstickowej. Jest genialny pod względem technicznym, ale przytłaczająco smutny. Jego przeciwieństwem jest Keisuke Komori (matador Espada). Gdy wkracza na parkiet, nad sceną pojawia się słońce. Bijąca od niego energia jest niesamowita. Podobnie jest w przypadku towarzyszącej mu Ai Okuno (uliczna tancerka). Między nimi iskrzy, a gdy ich ciała splatają się w tańcu, pojawia się prawdziwa chemia.

Scenografia urzeka

Nierzeczywiste kolory, barwne stroje, surrealistyczne obrazy malowane przez światło... Wszystko to sprawia, że poruszamy się po świecie wymyślonym przez śpiącego na jawie Rycerza Smętnego Oblicza. Scenografia jest baśniowo-surrealistyczna. Jednakże dopiero w połączeniu z reżyserią świateł osiąga pełnię. Ireneusz Domagała zapowiadał, że scenografia oczaruje widzów i tak też się stało. Została dopracowana w najmniejszym szczególe. Każdy akt kryje w sobie mnóstwo niespodzianek. Zachwycające są także kostiumy, których scenograf przygotował ponad sto. Domagale doskonale udało się oddać klimat cygańsko-dworskiej Hiszpanii. Jest i mistyczne drzewo, przywodzące na myśl drzewo życia – świętego Graala wielu kultur, którego owoce miały zapewniać nieśmiertelność – w tym wypadku nieśmiertelność dzieła w rozumieniu horacjańskiego exegi monumentum aere perennius. Najbardziej efektownym elementem scenografii jest występujący w trzecim akcie sufit utkany z czerwonych róż. Niezwykle teatralny jest wielki finał, który niczym niegasnący powidok na zawsze pozostanie w pamięci wielu widzów. Po honorowym pojedynku Don Kichot zmusza natrętnego Gamacha do rezygnacji z ręki Kitri, a kiedy wypełnia swą misję, łączy dwoje zakochanych, odchodzi w stronę zachodzącego słońca. Zastosowany zabieg scenograficzny sprawa, że bohater przypomina nieco komiksowego kowboja. Pewnie kroczy przed siebie, a reżyseria świateł sprawia, że przemienia się w bohatera kreskówki utrwalonego na kartach historii na zawsze.

Balet Opery Śląskiej, tworzony przez międzynarodowy zespół w pełni zasłużył na wielominutowe owacje na stojąco. Widzowie długo musieli czekać, aby móc poznać kunszt artystyczny tancerzy, ale warto było! Oczywiście zdarzały się drobne potknięcia, czy nieudane skoki, wszak to premiera! I uzurpując sobie prawo do przemawiania w imieniu pozostałych widzów, śmiało podkreślę, że czekamy na więcej takich spektakularnych realizacji. Jednak, żeby doprawić tę beczkę słodkości łyżeczką dziegciu, dodam, że zabrakło mi tu tylko jednego: wystawy archiwalnych fotografii dokumentujących przebieg spektaklu sprzed 16 lat, pozwalającej na porównanie poprzedniej wersji z aktualną.

Magdalena Mikrut-Majeranek
Dziennik Teatralny Katowice
11 maja 2019

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia