Ballada o znajomości konwencji

"Malavita." - reż: P.Szumiec - Teatr im. Słowackiego w Krakowie

"Malavita" to niekoniecznie ballada o mafii. To ballada o tym, jaki obraz mafii jest w nas - historia złożona ze znanych dobrze problemów, nieodłącznych atrybutów, rozpoznawalnych melodii. Wszystko sprawnie - czasem wesoło, czasem nostalgicznie, z kolorowymi lampkami i nieustannym popijaniem z kieliszków. Jedyny problem ze spektaklem Pawła Szumca to nasuwające się pytanie: po co?

Zdecydowanym atrybutem „Malavity”, która jest spektaklem bardziej musicalowym niż dramatycznym (wypowiadane są tylko pojedyncze kwestie, a wszystkie emocje i problemy aktorzy wyśpiewują w pieśniach na tradycyjną włoską modłę) jest obecność zespołu grającego na żywo, złożonego z akordeonu, wiolonczeli i kontrabasu. Ten prosty zabieg podnosi atrakcyjność widowiska, które ze spektaklu zamienia się w udramatyzowany koncert. Tradycyjne instrumenty budują specyficzny, nieco biesiadny klimat, który przenosi odbiorcę w rejony Sycylii. Szkoda, że aktorzy zdają się być cały czas obok muzyki, śpiewając, owszem, poprawnie, ale mało przekonująco, bez włoskiego ducha, co w spektaklu tego typu winno być niezbędne.

Wszystkie wydarzenia rozgrywają się w zasadzie w jednym pokoju przy suto zastawionym stole. Bohaterowie otrzymują listy, często kluczowe dla dalszego rozwinięcia akcji, niczym w tragedii antycznej. Kliszowość sytuacji dobrze znanych widzowi z filmów powoduje ciągłe balansowanie „pomiędzy Ibsenem a Witkacym” (tym drugim w zdecydowanie złym wydaniu). W opłakiwaniu zmarłego męża Barbara Kurzaj jest na granicy tonu serio i taniego pastiszu. Inicjacja mafijna młodego chłopaka może śmieszyć, ale może także wywoływać u widza zażenowanie. 

Nie lubię teatru, w którym nie mam miejsca na myśl, a w zamian otrzymuje się prostą, znaną, bezpieczną rozrywkę. „Malavita” może się podobać - bo jest kolorowa, dużo się dzieje, gra muzyka, ale po godzinie znanego każdemu scenariusza widz może poczuć się trochę oszukany, otumaniony mnogością zdarzeń i miałkością ich znaczeń. Może także radośnie udać się na lampkę wina. Oczywiście jeżeli ma umiejętność zadowolenia się półśrodkami. Jeżeli woli swój dobrze znany dom od wyprawy w nieznane.

Katarzyna Pawlicka
Dziennik Teatralny Kraków
15 maja 2009

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia