Barbelo ex machina

"Barbelo, o psach i dzieciach" - reż. Anna Augustynowicz - Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Augustynowicz maluje spektakle. W najnowszym - "Barbelo, o psach i dzieciach" - stosuje renesansową technikę sfumato (z wł. zadymione, mgliste, c i e n i o w a n e). Ostry rysunek postaci i wyraźne ramy czasowe zmiękcza tu światłem. Trzy pokolenia z ,,Anny Samotrzeć" Leonarda - centralny motyw "Barbelo..." - nie dzieli pokoleniowa przepaść: jaka matka taka córka taki wnuk. Czas się zagęszcza.*

Miejsce akcji, współczesna Serbia, jest w transformacji i - stopniowo - traci serbskie kontury: ogień krzepnie, mrok jaśnieje. Deus ex machina, a właściwie: Barbelo ex machina.

Non-finito

Niejednoznaczność obrazów w technice sfumato to przykład "dzieła otwartego" w malarstwie. "Barbelo…" Augustynowicz wpisuje się w kanon. Ten obraz sceniczny jest z założenia dziełem otwartym. Wychodzi z ram zanim widz go w nie wtłoczy.

Augustynowicz otwiera "Barbelo…" na różnych płaszczyznach. Zaczyna od ustawienia rzędów krzeseł na scenie. Po zajęciu miejsca na podium, widz przestaje być tylko widzem. Staje się elementem kompozycji non-finito (nieukończonej) i częścią gry Augustynowicz ze światłocieniem - przez pierwsze minuty reflektor oświetla wyłącznie  p o s t a c i  widzów na scenie, dopiero potem - postaci dramatu.

Co więcej, aktorzy Augustynowicz nie spuszczają z nas wzroku. Atakują nieustępliwym spojrzeniem i niepokoją bliskością fizyczną. Można odnieść wrażenie, że zaraz wedrą się między rzędy i wchłoną nas do reszty. Zadają niewygodne pytania. I, bynajmniej, nie są to pytania retoryczne - po każdym następuje wyczekująca cisza. Wciągają nas w swoją grę (dialog) jeśli nie werbalny, to przynajmniej wzrokowy, mimiczny. I odpowiadają - też niewerbalnie - na każde poruszenie. Zmuszają do improwizacji i współuczestnictwa.Tak więc "Barbelo…” to żywy obraz. Obraz plastyczny. Nasz obraz i obraz nas samych. A dokładniej, to współczesna "Święta Anna Samotrzeć" pędzla Augustynowicz.

Święta Anna Samoczwart

Obraz Leonarda, jak spektakl Augustynowicz, jest nieprzerwanym łańcuchem spojrzeń i gestów. Da Vinci przedstawia tu trzy pokolenia - św. Annę, z córką Marią na kolanach, ta z kolei trzyma jej wnuka, Jezusa, który usiłuje dosiąść baranka (symbol ofiary), pomimo, zrozumiałej w tym kontekście, matczynej interwencji. Każdy gest i spojrzenie u da Vinciego - poczynając od Anny - znajduje odbicie w geście i spojrzeniu kolejnej postaci, która przekazuje je dalej, zgodnie z zasadą: akcja-reakcja. Żaden ruch nie jest tu osamotniony; nikt nie jest tu sam. Stąd, m.in., tytuł obrazu „Święta Anna Samotrzeć’. W staropolszczyźnie „samotrzeć” oznacza „w towarzystwie dwu” (Maria i Jezus), czyli we trzy osoby. U Augustynowicz, Anna jest w towarzystwie nie dwóch lecz trzech osób - na obrazie pojawia się czwarta postać: widz, i tworzy kolejne spoiwo w łańcuchu gestów i spojrzeń.

Sztuka konceptu

Autorka „Barbelo…”, Serbka Biljana Srbljanović, jak i reżyser, Anna Augustynowicz, ujawniają swoją inspirację „Świętą Anną…” dopiero w ostatniej scenie dramatu. Co zakrawa na deus ex machina, bo takiego rozwoju wypadków, a ściślej, takiego rozwoju relacji między osobami dramatu, jak na obrazie Leonarda, nie może tłumaczyć nic, poza jedynie boską interwencją. Postaci w „Barbelo…” są po prostu ‘arelacyjne’. Komunikują się i wchodzą w związki tylko z widzem. Na siebie nawet nie patrzą. Augustynowicz jednak wie co robi. 

Spektakl Augustynowicz jest o ludziach, psach i leibnizowskich monadach. Genetycznie skazanych na życie w pojedynkę, ale o stale żywej „zwierzęcej potrzebie miłości”*, w słowach samej reżyser. „Ludzie są tu jak psy, które chcą być i wierne, i wściekłe, i kochane”*, dodaje. Kąsają więc nicość wokół. Próbują oszukać przeznaczenie. Miotają się i szarpią. Żałosny to widok. I kiedy myślimy, że już wszystko stracone - nieobecna matka bierze córkę na kolana, córka - krnąbrnego pasierba, a chłopiec - psa. Ale, chwileczkę. Nie tak prędko. Skąd taka nagła przemiana?

Niezbadane są wyroki… boskiej Barbelo.
 
Ikona gnostyków

Tytułowa Barbelo to w wierzeniach gnostyków obraz Boga w postaci kobiecej - żeński pierwiastek boski. Sięgając do samych źródeł: „Jest to pełnia…  ś w i a t ł o ś ć… moc doskonała.” ** A światło to fundament gnostycyzmu. Bo zbawienie, według gnostyków, można osiągnąć przez  o ś w i e c e n i e (tzn. poznanie - gnosis).

Tak więc, „Barbelo…” konsekwentnie zmierza w ku gnozie. Na początek, Augustynowicz zalewa światłem widownię, potem wydobywa z cienia  postaci i zmiękcza ich fatalne kontury i przeznaczenie. Wbrew sobie, wbrew temu co widzieliśmy wcześniej na scenie, na wielu scenach - widzimy światło. Jill Dolan, teatrolog, nazywa to „utopią w performansie”, a Erika Fischer-Lichte - „ponownym zaczarowaniem świata”. Życie w nowym lepszym świecie staje się możliwe. Na moment. Dla takich momentów chodzi się do teatru.  

*Anna Augustynowicz w wywiadzie z Łukaszem Kaczyńskim dla „Dziennika”
** „Apokryf świętego Jana

Monika Gorzelak
Dziennik Teatralny
21 maja 2011

Książka tygodnia

Kto ukradł jutro?
Wydawnictwo ALBUS
Olga Ptak

Trailer tygodnia