Bawmy się zatem

"Czarodziejski flet" - reż. Marek Weiss - Państwowa Opera Bałtycka

Najnowsza premiera w Operze Bałtyckiej podzieliła widzów. Tradycjonaliści krytycznie spoglądali na modernistyczne ulepszenia interpretacyjne Marka Weissa, niezadowolenie brało się głównie z rażących według nich w operze roznegliżowania i ukazywaniu cielesności. Mniej wytrawnych lub/i elastycznych widzów ten aspekt bawił

Cóż, opera to sztuka wysoka, gdzie zabiegi frywolne kontrastują wyraźnie z powagą miejsca i historią teatru. Nikt nie miał jednak wątpliwości, że wykonanie solowych partii wokalnych zasługuje na aplauz. To prawdziwa przyjemność obcować z maksymalnie skupionymi wokalnie wykonawcami.

„Czarodziejski flet” stał się pod wodzą Weissa operą lekką, gdzie nie trzeba ze śmiertelną powagą odbierać prawd o świecie. Ciepłe obśmianie i puszczanie oczka to dobry dystans interpretacyjny, służący także uczeniu odbiorcy. Mamy zatem trzy damy rodem z Armii Zbawienia, każda z nich inna, przerysowana, aseksualna o skłonnościach do ulegania własnym namiętnościom i przyzwyczajeniom. Są także trzej chłopcy lub prawie chłopcy ( bo kobieta jest wśród nich), w krótkich spodenkach (jak Młodziakowie z „Ferdydurke” lub ze szkoły Pana Kleksa), aspołeczni, amatorzy kroczków, będący ostatnią deską ratunku dla strapionych. Obie trójki to dwa twory, symbolizujące błędy w sztuce dochodzenia do normalności. Momentami zabawny jest Tamino, przez Weissa sportretowany jako karierowicz, skłonny okresowo do egzaltacji miłosnej. Przykuwają uwagę diabliczki, ubrane wyzywająco w czarną bieliznę, świetnie komponujące się z rozbawioną, baletową, lanserską kompanią ptasznika Królowej Nocy, Papagena.

Reżyser odważnie podszedł także do interpretacji miłosnej historii par kochanków. Papageno zakochuje się nieoczekiwanie w przeznaczonej Taminowi, Paminie. Dla niej jest to również zaskoczenie, któremu ostatecznie nie ulega, wybierając księcia. Ptasznik bliski obłędu, że żadna go nie chce, próbuje powiesić się, ale ostatecznie wybiera ponętną Papagenę. Gdzie w tym wszystkim prawdziwa miłość? Gdzieś obok chyba, choć swobodna wersja finału, pokazuje, że miłość jest tam, gdzie dzieci, czyli u Papagena i Papageny.

Akt drugi poprowadzony zupełnie w innym tempie i charakterze. Wolnomularska powaga, spiętrzenie haseł utopijnej filozofii masońskiej oraz dramat Paminy, córki Królowej Nocy, którą matka namawia do morderstwa, a Monostatos (Jacek Szymański), nadzorca niewolników, napastuje nieprzyzwoicie, dając upust swojemu rozpasaniu i brakowi zasad, to zasadnicze wątki. Świątynny patos i naczelny stróż porządku w świecie, Sarastro (Daniel Borowski), wyznaczają działania sceniczne, napięcie jednak spada. Sceny zbiorowe z chórem, gdzie każdy ma swój pomysł na gesty, denerwują nieporadnością statystów.

„Czarodziejski flet” w Operze Bałtyckiej to bajkowa historia damsko-męska, w niektórych momentach niezrozumiała, choć to sprawa libretta, najprawdopodobniej przerabianego pod wpływem aktywnej konkurencji w czasach Mozarta. To bajka bez potworów i koturnowych postaci. To bajka o tym, że dzwoneczki i flet są strażnikami przeznaczenia. To sztuka o tym, że wolności się nie odbiera w imię panowania nad ludźmi i światem, że czystość intencji jest właściwą drogą, a przeświadczenie o nieomylności ideologicznej to odhumanizowana droga. Bezsprzecznie czysta jest jedynie Pamina, Papageno przechodzi próbę charakteru i zdaje się, że nie przegrywa, pozostali budują swój mit.

Hanna Szymczak zbudowała interesującą scenografię, z pochyloną sceną, z zapadniami, które składały się w typowe znaki masońskie, ze schodami z podscenium i z głębi sceny, co mogło wywoływać uczucie tajemniczości i niepewności. Podobny efekt czyniły dymy, czaszki i laserowy trójkąt, kolejny znak wolnomularzy. Na uznanie zasługują jednak przede wszystkim solowe arie. Powszechnie rozpoznawalna aria Królowej Nocy wykonana była perfekcyjnie przez Edytę Piasecką. Zaśpiewała czystym koloraturowym sopranem. Wysoki poziom wyznaczyli również Mikołaj Zalasiński jako Papageno (delikatny, czuły komediant i najbardziej energetyczny aktor na scenie), Anna Mikołajczyk w roli Paminy (dobrze przygotowana dramaturgicznie) i Adam Zdunikowski jako książę Tamino. Komediowe wątki do swej roli konsekwentnie i urokliwie wprowadzała Anna Fabrello jako Dama I.

Ogromnie przyjemny jest fakt uczestniczenia po raz kolejny w teatralnej przygodzie w Gdańsku, gdzie operowi śpiewacy zachwycają warsztatem i zaangażowaniem. Reżyser i dyrektor Marek Weiss ciągle przypomina, że jego świątynia zbudowana jest na rzetelności i prezentowaniu talentów wokalnych.

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świetojanska1
31 marca 2010

Książka tygodnia

Kto ukradł jutro?
Wydawnictwo ALBUS
Olga Ptak

Trailer tygodnia