Belcanto dla Joanny

"Anna Bolena" - reż. Janina Niesobska - Teatr Wielki w Łodzi

W dzisiejszej epoce teatrami operowymi niemal wszechwładnie rządzą reżyserzy, arbitralnie narzucający zespołom wykonawczym i publiczności własną wizję wystawianych dzieł (często niewiele mającą wspólnego z ich treścią i klimatem). Także sam repertuar bywa dobierany bez względu na emploi oraz możliwości wspomnianych zespołów. Trudno więc znaleźć przybytek sztuki, gdzie utwory wprowadza się do programu z myślą o wdzięcznym popisie dla czołówki artystów, jakimi teatr rozporządza - ku oczywistemu zadowoleniu odbiorców.

Trafiają się co prawda chwalebne wyjątki od tej smutnej reguły, są jednak bardzo nieliczne. W swoim czasie, dawno już temu, wystawiono w Operze Bałtyckiej Faworytę Donizettiego, przede wszystkim po to, by zatrzymać w zespole młodą Stefanię Toczyską, rozwijającą właśnie skrzydła do wielkiej międzynarodowej kariery. Innego budującego przykładu dostarcza łódzki Teatr Wielki, gdzie szereg pozycji (m.in. Łucję z Lammermooru, Lukrecję Borgię i Marię Stuardę Donizettiego, a także Purytanów Belliniego) wystawiono z myślą o cenionej solistce Joannie Woś, która na przestrzeni lat rozwinęła swój nieprzeciętny talent jako znakomita specjalistka w dziedzinie włoskiego belcanta. Gdyby nie ona, zapewne nie zaryzykowano by wprowadzenia do łódzkiego Teatru kolejnego dzieła w tym stylu, tym razem niezwykle trudnej wykonawczo Anny Boleny Donizettiego, która od połowy XIX stulecia zaledwie raz pojawiła się na polskiej scenie.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że łódzka premiera Boleny była zarazem inauguracją działalności Teatru Wielkiego w nowym kształcie, po blisko półtorarocznej, gruntownej modernizacji wnętrza, uznanego czterdzieści pięć lat temu za imponująco nowoczesne, ostatnio jednak mocno już przestarzałego, zwłaszcza pod względem technicznego wyposażenia sceny.

Wiarosław Sandelewski, autor cennej monografii Donizettiego, uważał mało u nas znaną Annę Bolenę, trzydziestą trzecią operę twórcy, za dzieło przełomowe, swego rodzaju "paszport do wielkości". Jak pisze: "Pomijając liczne arie, w których Donizetti wykazuje, iż jest prawdziwym mistrzem włoskiego belcanta, podziw dla jego pomysłowości popartej nadto świetnym warsztatem budzą sceny zbiorowe; stanowią one dowód, że w tej dziedzinie autor Boleny mało ma rywali w całej historii opery".

Entuzjastycznie przyjęta w grudniu 1830 roku przez wymagającą publiczność mediolańskiego Teatro Cacano, gdzie główne partie kreowali najznakomitsi śpiewacy tamtej epoki - legendarna Giuditta Pasta, Giovanni B. Rubini i Filippo Galli - Anna Bolena przeszła triumfalnie przez większość czołowych teatrów europejskich, z Operą Warszawską włącznie, i podbiła serca miłośników opery w obu Amerykach. Przez dłuższy czas utrzymywała się w żelaznym repertuarze wielu scen; jednakże pod koniec XIX wieku znikła z repertuaru niemal zupełnie i na wiele dziesięcioleci pokryła się pyłem zapomnienia. Ożyła ponownie dopiero w drugiej połowie następnego stulecia, przede wszystkim za sprawą wielkich primadonn: Marii Callas, Montserrat Caballé i Joan Sutherland.

Zmienne koleje losów dzieła mają jednak swe źródło nie tylko w przemianach gustów publiczności. Mimo niekwestionowanych walorów muzycznych Anna Bolena nie zawiera numerów, które mogłyby stać się szlagierami i zyskać trwałą popularność. Libretto, choć opracowane przez Felice Romaniego, uznanego mistrza gatunku, i oparte w znacznej mierze na faktach historycznych (tragiczna tytułowa bohaterka to Anna Boleyn, druga żona angielskiego monarchy Henryka VIII, który pragnął pozbyć się jej per fas et nefas, zauroczony urodziwą Joanną Seymour) w niejednym fragmencie razi fałszem w zachowaniach bohaterów i sztucznością sytuacji scenicznych.

Łódzkie przedstawienie zasługuje na wysoką ocenę z racji co najmniej trzech atutów. Pierwszy to maestria Joanny Woś, która wielką i arcytrudną partię głównej bohaterki - od melancholijnej arii "Come, innocente giovane" w pierwszym akcie aż po przejmującą scenę obłędu w finale - śpiewała nieskazitelnie stylowo, imponując płynnością koloraturowych pasaży i swobodą atakowania najwyższych dźwięków skali sopranowej, umiała też stworzyć bardzo prawdziwą i pełną wyrazu postać nieszczęśliwej królowej. Miłą niespodzianką okazała się rewelacyjna kreacja młodej Bernadetty Grabias jako Giovanny (czyli Joanny Seymour): jej dźwięczny mezzosopran brzmiał nad podziw pięknie, gęsto rozsiane trudności techniczne pokonywała z imponującą swobodą, a stworzona przez nią postać ujmowała sugestywną naturalnością i siłą ekspresji. Szkoda, że dwóm świetnym artystkom nie dorównali męscy protagoniści: uwikłany w kłopoty z czystością intonacji tenor Pawło Tołstoj jako zakochany od dawna w Annie lord Ryszard Percy oraz obdarzony wartościowym głosem bas Aleksander Teliga, który jednak w potężnej partii Króla Henryka dość wyraźnie dał nam odczuć, że włoskie belcanto nie jest jego specjalnością.

Trzecim walorem przedstawienia stało się bez wątpienia kierownictwo muzyczne, spoczywające w rękach młodego włoskiego kapelmistrza Eralda Salmieri, który już przed kilku laty dał się poznać z najlepszej strony, prowadząc w Poznaniu Bal maskowy. Dyrygując Anną Boleną, ujmował precyzją gestu i nienaganną stylowością oraz umiejętnością zachowania doskonałych proporcji brzmienia między głosami śpiewaków na scenie a świetnie grającą orkiestrą w kanale.

Wspomnę jeszcze o pięknie śpiewających chórach przygotowanych przez Waldemara Stryka oraz doniosę z radością, że reżyseria Janiny Niesobskiej urzeka elegancją ruchu scenicznego, a przy tym nie zaburza przebiegu akcji, podobnie jak ruchome elementy efektownej scenografii Waldemara Zawodzińskiego. Mam co prawda wątpliwości, czy tak zademonstrowana namiętność Króla do Joanny (wyrazisty akt miłosny na środku sceny) istotnie pasuje do klimatu belcanta. Stwierdzę jednak z czystym sumieniem, że łódzki Teatr rozpoczął działalność po wielkim remoncie od pięknego sukcesu.

Józef Kański
Ruch Muzyczny
17 maja 2013

Książka tygodnia

Kwiatkowska. Żarty się skończyły
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marcin Wilk

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...