Bełkot w rytmie techno w Sali pod Liberatorem

"Ajas maszyna" - reż. Natalia Korczakowska - Muzeum Powstania Warszawskiego

Bękart z barbarzyńskiej matki, kobieta pijąca wino, mężczyzna ściągający spodnie, kilka obraźliwych słów i rzucone hasło "tupolew". Muzeum Powstania Warszawskiego wystawiło spektakl, który miał się wpisać w obchody rocznicy wybuchu powstania. "Ajas maszyna" to kolejne kiepskie, bełkotliwe i przeintelektualizowane przedstawienie w reżyserii Natalii Korczakowskiej. Można o nim powiedzieć wiele, zwłaszcza to, że z pewnością nie służy budowaniu pamięci o powstańcach.

Nie jest dobrze, kiedy osoby starsze wychodzą ze spektaklu wystawianego w Muzeum Powstania Warszawskiego w ramach oficjalnych obchodów rocznicy. Nie jest dobrze, kiedy matki są zawiedzione, że przyszły z dziećmi, z góry zakładając, że skoro muzeum wystawia spektakl, to z pewnością dlatego, by przybliżyć dramaty powstania i uczcić jego ofiary. A zarówno starsi widzowie, jak i rodzice mieli prawo założyć, że pod adresem Grzybowska 79 na początku sierpnia zobaczą to, co godne powstania i jego ofiar.

Scenariusz Natalii Korczakowskiej i Michała Bajera odwołuje się do starożytnych Aten, w których bohaterem narodowym jest dzielny wojownik Ajas, uczestnik wojny trojańskiej. Mężczyzna dozna jednak wielkiej kompromitacji. W zemście za nieokazanie bogom należnej im czci Atena wywołuje u niego problemy ze wzrokiem. Wojownik zamiast armii wroga zabija bydło. Pewnie dlatego spektakl rozpoczyna się przeraźliwym rykiem zabijanej zwierzyny. Jednak Ajas to też współczesne osiągnięcie technologii wojskowej. Hybryda człowieka i cyborga. Obu Ajasom Korczakowska postanawia poświęcić swój spektakl, tworząc "dzieło", w którym emocje są tylko na scenie, a konkretnie są grane przez aktorów. I nic z nich nie wynika. Bełkotliwe przedstawienie, którego dramaturgia ma się opierać głównie na wyciu cierpiącego bydła i wyciu cierpiącego Ajasa, donikąd nas nie prowadzi. Jako zapalniki użyte są hasła: "tupolew" (choć bez powodu i bez kontekstu) oraz "brat nienawidzi brata - to najlepszy temat, ludzie to uwielbiają". Mimo kilku metaforycznych i absurdalnych nawiązań do Powstania Warszawskiego spektakl nie ma z nim wiele wspólnego. Może na szczęście?

Lepiej będzie, jeśli MPW przestanie sięgać po miałkie opowieści (można wspomnieć choćby nieudany spektakl Krystyny Jandy pt. "Pamiętnik z Powstania Warszawskiego" w 2014 r.), a skupi się na tym, co potrafi robić najlepiej.

Sylwia Krasnodębska
Gazeta Polska Codziennie
11 sierpnia 2018

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski