Benefis inaczej

Benefis Feliksa Szajnerta

Na „Bardzo tanie przedstawienie z bardzo ważnych powodów zrobione tylko raz. Chyba" wybrałam się z ciekawości. Mój udział w nim okazał się równie niezwykły jak sam spektakl, zgodnie z tytułem rzeczywiście obliczony na jedno wydarzenie – benefis Feliksa Szajnerta.

Wyreżyserowany przez Agatę Dudę-Gracz benefis nie był ani pozycją repertuarową, ani klasycznym benefisem. Był natomiast niesamowitą prezentacją reżyserskiej wizji aktorskiego świata od środka, pełnego indywidualizmu, nonszalancji megalomanii, organizacyjnego bałaganu i zamieszania, a zarazem jedynego w swoim rodzaju, pełnego niepowtarzalnego uroku. Wybuchowa mieszanka, której efektem było to spektakularne, zrodzone podczas 15 prób widowisko, w którym na scenie wzięło udział kilkadziesiąt osób, a jeszcze przed początkiem imprezy zostali w obręb owego wydarzenia wprowadzeni także widzowie, witani przy wejściu przez postacie zupełnie nielicujące ze współczesną normą kultury wysokiej. Rozgardiasz i niepewność co do tego, czy widowisko się rozpoczęło, towarzyszyło też początkom benefisu.

Pełną wrażeń była obserwacja jak w toku trwania przedstawienia z tego chaosu wyłonił się i skrystalizował określony porządek. Jak te kilkadziesiąt osób biorących udział w jubileuszu współtworzy sceniczną rzeczywistość – obraz o rzadkiej barwie i źródło niesamowitego przeżycia dla odbiorcy. Trudno też nie docenić plastycznego zmysłu Agaty Dudy-Gracz. Udało jej się bowiem wprowadzić prostą i nieskomplikowaną w swej istocie historię w sieć powiązań i społecznych relacji, które stanowią dla tego wydarzenia świetny i wiele mówiący kontekst. Aktorska gromada została podzielona na trzy grupy: jubileuszową, wykopaną oraz ekipę sprzątającą. Dla wszystkich trzech charakterystyczna jest dynamika, w każdej są indywidualiści i ludzie z problemami. Jak w życiu. Ich drogi na scenie krzyżują się, splatają i rozchodzą tworząc niejako trzy wieloosobowe postacie dramatyczne, dla których swoistym kontrapunktem jest główny bohater owego benefisu, a zarazem jego przyczyna sprawcza – Feliks Szajnert.

Aktor od momentu wniesienia go na scenę w fotelu i pozostawienia na niej do opadnięcia kurtyny pozostaje nieruchomy. Oaza spokoju, bezruchu, zadumy. Człowiek przebywający w innej przestrzeni, którego świat sceny aktorskiej nie dotyka. Wyrazy szczerego uznania dla aktora za tę konsekwentnie utrzymaną maskę, co wobec rozgardiaszu jaki był na scenie, ciągłego trącania, przesuwania, krzyków, skeczów i śmiechu publiczności z pewnością łatwy nie był. Owych kontrapunktowych elementów jest zresztą więcej. Ludyczna forma benefisu kontrastuje z tradycyjną powagą Dużej Sceny Teatru Słowackiego, na której wystawiane są największe arcydzieła. Podobną funkcję pełniła oprawa muzyczna. Mocno przerysowane w partiach solowych parodie piosenki aktorskiej, podniesienie do granic absurdu „Ballady o Krakowie", a także utworów Bajmu i Alicji Majewskiej.

I właściwie moglibyśmy uznać, że to przerysowanie i absurd aktorskiego światka, to swoisty przekaz spektaklu Agaty Dudy-Gracz. A jednak. Przeczy temu odwrócenie kontrapunktów. Bo na posprzątanej już scenie Feliks Szajnert stojąc, a nie siedzą, w marynarce, a nie opakowany szarym papierem, a w dodatku całkiem w tej, a nie jakiejś alternatywnej rzeczywistości, przyjmuje owacje publiczności, wysłuchuje gratulacji składanych przez przedstawicieli władz miasta, przyjmuje pamiątkowe podarunki i sam zwraca się do zebranych – świętuje jubileusz 50-lecia pracy aktorskiej. Przedstawienie trwa nadal. Konwencja została zachowana. I chyba o to Agacie Dudzie-Gracz chodziło.

O pokazanie, że skecz, absurd, chaos i megalomania artysty to nic złego. Że wielkość zawsze się obroni, niezależnie od tego czy dotyczy sztuki, teatru, czy aktora. Że przedstawienie, którego tematem jest benefis, też może być niejednoznaczne.

Ja ze swojej strony dziękuję Pani, która przy wejściu wręczyła mi swój wolny bilet, bo bez niej nie było by tej recenzji i tego przeżycia, które mi towarzyszyło. Dziękuję za to, że są ludzie, których na taki gest stać. Dziękuję zespołowi Teatru i Agacie Dudzie-Gracz za stworzenie czegoś tak niepowtarzalnego, a sobie za to, że na to wydarzenie się wybrałam.

Iwona Pięta
Dziennik Teatralny Kraków
15 grudnia 2016
Portrety
Feliks Szajnert

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia