Bernhard pauperum

"Wymazywanie" - aut. Thomas Bernhard - reż. Klaudia Hartung-Wójciak - Narodowy Stary Teatr w Krakowie - 18.06.2022

Bernhard w modzie, o Bernhardzie się mówi, na Bernharda się chodzi. Bernhard pisał jednak teksty długie. Im bliżej śmierci, tym dłuższe.

Takie „Wymazywanie", ostatnia powieść Austriaka, wydana w 1986 roku, to stron ponad sześćset. A że sporo z tego to nieustanne powtórki, to pokusa, by Bernharda skracać, niemała. Na użytek Narodowego Starego Teatru w Krakowie „Wymazywanie" skróciła więc i na Scenie Kameralnej premierowo wystawiła Klaudia Hartung-Wójciak.

Po 21 latach od legendarnej już inscenizacji Krystiana Lupy w warszawskim Teatrze Dramatycznym. Lupie potrzebne były dwa wieczory i godzin ponad cztery, Hartung-Wójciak wystarczyło minut siedemdziesiąt pięć. W sam raz tyle, by premierowa publiczność nie musiała na zbyt długo rozstawać się ze smartfonami (19 czerwca telefony i tak dzwoniły na widowni pięć! razy, komunikatów z map google nie licząc). Wyrosło nowe teatralne pokolenie i trzeba mu dać takiego Bernharda, na jakiego w oczach twórców najwyraźniej zasługuje. Bernharda pauperum. Wraz z Igą Gańczarczyk i Witoldem Mrozkiem rozpisała więc Klaudia Hartung-Wójciak monolog wewnętrzny Franza-Josefa Muraua z Bernhardowej powieści na kilkanaście postaci – głównie kobiecych – przemieszczających się w delirycznym transie wokół okazałego truchła jelenia. Taki upiorny nieco landszaft gdzieś z lasów Górnej Austrii.

Spoiwem fabuły uczyniła przy tym Hartung-Wójciak przeglądanie rodzinnego albumu. Z rodzinnych zdjęć, wprowadzanych Bernhardowymi powtórzeniami „Obraz wypełnia...", wyłania się historia głównego bohatera od dzieciństwa po moment powrotu do prowincjalnego Wolfsegg. Inaczej niż w powieści głównego akcentu nie położono jednak na rozważaniach protagonisty w obliczu śmierci rodziców i brata, a na jego złożonych relacjach z żeńską częścią rodziny – zwłaszcza z matką i siostrami, wyjętymi jako żywo z Kubrickowego „Lśnienia". Jak czytamy w opisie spektaklu, intencją twórców było włączenie pomijanej do tej pory perspektywy kobiecej, „przechwycenie jej formalnej nadmiarowości" i podjęcie „z nią gry nie tylko w dramatycznym monologu, ale też w organizacji przestrzeni, ruchu ciał, muzyki". Czy takie ujęcie istotnie wybrzmiało, widzowie ocenią sami.

Mierzenie się z Bernhardem, ale i z legendarnym wystawieniem Lupy to wyzwanie i obietnica. Wydaje się, że Hartung-Wójciak i jej zespołowi udało się jednemu i drugiemu na swój sposób sprostać. Mimo kondensacji i skrótów jest bowiem wciąż bernhardowsko. Powaga miesza się tu z groteską, przeszłość z teraźniejszością, perspektywa indywidualna z narodową, pamięć z chęcią jej wymazania. Pomaga w zdaniu próby przede wszystkim sam tekst w przekładzie Sławy Lisieckiej, który można dekomponować, destylować i miksować, a Bernhard i tak pozostanie Bernhardem. Wystarczy tylko zachować charakterystyczne motywy, napięcia i konflikty.

I Klaudii Hartung-Wójciak się to udało. W końcu „Wymazywanie", jak podkreślał już sam Krystian Lupa, to materiał nie na jeden, a przynajmniej na kilkanaście spektakli. Oby tylko na kolejne nie trzeba było znów czekać dwóch dekad.

Paweł Zarychta
Dziennik Teatralny Kraków
25 czerwca 2022

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia