Bez emocji

"Otello" - reż. Marek Weiss - Opera Bałtycka w Gdańsku

«"Otello" Verdiego to kolejna inscenizacja Marka Weissa w Operze Bałtyckiej. Znani już w Gdańsku i cenieni soliści są tym razem bez wyrazu, a spektakl nie budzi emocji.

Dyrektor Opery Bałtyckiej Marek Weiss bardzo lubi szczycić się tym, że solistów w swojej operze nie utrzymuje na etatach, tylko zatrudnia ich do kolejnych projektów. Teoretycznie miało to sprawić, by to artysta był dopasowany do roli, a nie odwrotnie. W praktyce jednak na deskach Opery Bałtyckiej widzimy właściwie ciągle te same twarze, które z partiami w wykonywanych dziełach radzą sobie raz lepiej, raz gorzej. Niestety, najnowsza premiera w teatrze Weissa to właśnie to "gorzej".

Muzyka i głosy

Z teatru operowego został jedynie teatr, w dodatku statyczny i nudny - zwłaszcza do przerwy. Muzyka nie spotkała się z reżyserską wizją.

W przedpremierowych wywiadach, zamieszczonych w programie, twórcy spektaklu tłumaczą się na zapas, że "Otello nie musi mieć pięknego głosu", że ważniejsze są emocje przekazywane przez głos, niż sam ten głos, że ludzie, którzy krytykują dobór obsady do tego spektaklu, zapewne kierują się zazdrością lub są "bezinteresownie zawistni".

Może gdyby rzeczywiście spektakl fascynował przedstawioną w nim grą emocji, można by wybaczyć porażki wokalne większości solistów. Tak się jednak nie stało.

Nawet Jacek Laszczkowski, który przecież udowadniał w innych przedstawieniach na scenie Opery Bałtyckiej, że potrafi stworzyć bardzo sugestywną i dopracowaną kreację aktorską, jako Otello był nieprzekonujący, a przy tym jego siłowego, wymęczonego śpiewania trudno było słuchać.

Katarzyna Hołysz, która w Operze Bałtyckiej wzruszała jako Tosca, jako Desdemona wypadła dziwnie bez wyrazu i nie pokazała tej dumnej, szlachetnej kobiety, która, jak się domyślam, miała zaistnieć w wizji reżysera. Wokalnie, niestety, podobnie jak większość obsady, była nie w formie. Dopiero w końcowych scenach spektakl nabrał nieco tempa i kolorów - Ave Maria Desdemony w IV akcie było co prawda źle zaśpiewane, ale - wzruszało.

Cała jednak pierwsza część opery była dłużącym się i niebudzącym emocji spektaklem. Nie pomogło nawet przesycenie kilku scen wulgarnym erotyzmem (sztywnym zresztą i nienaturalnym, jak wszystko w tej inscenizacji), który miał pewnie pokazać uprzedmiotowienie kobiety, ale do sztuki nie wniósł nic poza zażenowaniem widza.

To już było

Przede wszystkim jednak po raz kolejny oglądając operę Weissa ma się wrażenie, że "to już było". Po kilku ciekawych spektaklach znów do Opery Bałtyckiej powraca maniera, sprawiająca, że każda kolejna premiera jest coraz mniej strawna. Minimalistyczne kostiumy i scenografia powtórzone po raz kolejny zobojętniały.

"Otello" w Operze Bałtyckiej to nie rodzaj teatru autorskiego, jak chciałby Marek Weiss - to tylko i aż teatr jednego aktora. Tomasz Rak, jako intrygant Jago, jako jedyny zbudował budzącą emocje widza postać, a wokalnie ze swoją- równie przecież trudną - partią poradził sobie niemal bez zarzutu.

Jego Jago był złożoną postacią, która fascynowała i której kolejne wejścia oglądało się z rosnącym zaciekawieniem. Był upostaciowanym złem. Jedynie w swoim słynnym "Credo" pokazał nieco bardziej ludzkie oblicze, skrywane jednak nadal pod bezczelnym uśmieszkiem.

Wspomnieć jeszcze trzeba, że orkiestra przy niedysponowanych solistach wypadła całkiem nieźle. Pod ręką Tadeusza Kozłowskiego dzieło Verdiego pełne było interesujących kontrastów dynamicznych i brzmieniowych, a intonacja, może poza kilkoma miejscami, nie budziła zastrzeżeń.

Chór Opery Bałtyckiej również popisał się zróżnicowanym brzmieniem - ujmujące było zwłaszcza miękkie, brzmiące piano śpiewane z tyłu sceny. Za to potężne forte, jakim rozpoczyna się opera, choć w swoim brzmieniu imponujące, wydało mi się jednak nieco rozkrzyczane.»

Maja Korbut
Polska Dziennik Bałtycki online
29 kwietnia 2015

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...