Bez litości, do zera

"Kim jest Sylwia?" - reż: Kasia Adamik, Olga Chajdas

"Kim jest Sylwia?" to studium upadku człowieka.

Punktem wyjścia jest niedorzeczna sytuacja - miłość mężczyzny do kozy. Nawet jeśli budzi śmiech, jest to śmiech gorzki.

Scenariusz banalny: ona, on, ta trzecia. Niby można się z tym uporać, da się coś wyjaśnić, porozmawiać. A jednak w jednej chwili, za sprawą jednego słowa niepozorne mieszkanie, gniazdko pary nowoczesnych wykształconych ludzi, zamienia się w piekło, klatkę, z której nie sposób wyjść cało. Tą trzecią w ich życiu nie jest bowiem długonoga blondynka, tylko zwierzę, koza Sylwia. Śmierdząca, okryta sierścią, nie wiadomo, czy w ogóle potrafi wyrażać uczucia. Ktoś tu zwariował?

Widz nie wie, czy się śmiać, czy na poważnie brać to, co się dzieje na scenie. O to musiało chodzić reżyserkom - Adamik i Chajdas. Na takie właśnie reakcje musiały liczyć, biorąc na warsztat odważny tekst amerykańskiego dramaturga Edwarda Albeego, autora "Kto się boi Virginii Woolf?".

Albee jest mistrzem pisania dialogów oraz obnażania hipokryzji. W jego tekstach słowa niczym brzytwa tną powietrze z największą finezją. Reżyserki - tak jak autor - balansują na granicy śmiechu i tragedii. Dotykają spraw, o których boimy się mówić - wstydliwych obsesji, żądzy trudnej do wyjaśnienia.

Seks z koza? Jak o tym opowiadać?

Martin Piotra Machalicy z jednej strony chciałby drwić z własnych, co najmniej dziwnych pragnień, z drugiej - chciałby poczuć się usprawiedliwiony. Szuka w oczach żony zrozumienia, do końca wierzy, że je znajdzie. To przez niego ich bezpieczna intymna przestrzeń zamienia się w pole walki. Jak zranione zwierzę zaczyna się bronić - tłumaczy, że po prostu się zakochał. Mówi o kozie Sylwii jak o człowieku, kimś ważnym, kto niespodziewanie pojawił się w jego życiu. Żona (Maria Seweryn) najpierw nie wierzy, potem popada w skrajne stany - śmieje się, płacze, raz po raz waląc z impetem o podłogę szklanymi kieliszkami. Straciła sens życia, bo ktoś, komu bezgranicznie ufała, sprowadził ją do zera.

Aktorstwo tego wieczoru jest najwyższej próby: Machalica gra oszczędnie, w swej powściągliwości zmieścił tragedię kogoś przerażonego własną naturą, Seweryn zaś z precyzją przechodzi w kolejne stany, chwilami grając na granicy szaleństwa.

Agnieszka Michalak
Dziennik Gazeta Prawna
9 października 2010

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...