Bez magii na "Magii"

"Magia obłoków" - reż: Adam Opatowicz - Teatr Polski w Szczecinie

Czym odróżnia się festiwal piosenki aktorskiej od innych festiwali? Na tym pierwszym artyści ubrani są na czarno i nadmiernie gestykulują. Ten stary dowcip wyjątkowo trafnie opisuje to, co dzieje się na scenie Teatru Polskiego podczas spektaklu "Magia obłoków".

Przedstawienie, pierwsza premiera nowego sezonu, stworzone zostało z piosenek legendarnego zespołu Anawa. W zasadzie "przedstawienie" to w tym wypadku nieadekwatne stówo - Adam Opatowicz wyreżyserował raczej koncert, w którym aktorzy śpiewają kompozycje Marka Grechuty i Jana Kantego Pawluśkiewicza do tekstów wybitnych poetów (Giordano Bruno, Krynicki, Zych, Śliwiak, Nowak, Lipska, Jastrun, L.A. Moczulski). Pomiędzy nie wplecione zostały krótkie refleksje Adama Zielińskiego (Łony) stanowiące ciekawy komentarz do współczesnej ludzkiej kondycji. 

Plus "Magii obłoków" - obok wkładu Łony - to przypomnienie pięknych, mądrych, rzadko gdziekolwiek emitowanych utworów grupy Anawa. Inne zalety ciężko znaleźć, choć oddać realizatorom spektaklu trzeba, iż niełatwo brać się za bary z legendą. Marek Grechuta, choć nie miał wielkiego głosu, potrafił znakomicie zinterpretować tekst, oddać jego klimat. Słuchając go, odnosiło się wrażenie zetknięcia z czymś ważnym, niebanalnym, poruszającym. Podobnie rzecz się ma z Andrzejem Zauchą, który z Anawą nagrał kilka niezwykłej urody piosenek wykorzystanych (czy może bardziej - zmasakrowanych) w spektaklu. Mierzenie się z twórczością tej miary gigantów to zawsze ryzyko artystycznej porażki - chyba że znajdzie się na nią jakiś zaskakujący i świeży pomysł. W Polskim nie jest ani świeżo, ani zaskakująco. Jest smutno. Wystrojeni w ciemne stroje aktorzy, stojąc, leżąc albo w sposób mniej lub bardziej skoordynowany podrygując na scenie, wyśpiewują piosenki w stylu znanym z harcerskich ognisk, na tle wizualizacji przedstawiających gwiazdy, chmurki i lany zbóż. Niektórym udaje się skupić na tekście (wyróżnia się

Piotr Bumaj), inni podchodzą do niego raczej bezrefleksyjnie, woląc skoncentrować się na sobie (tu prym wiedzie Sylwia Różycka). To żadne zaskoczenie, iż najjaśniejszymi punktami widowiska są Krzysztof Niewirowski i Szymon Zychowicz, obaj wszak zajmują się piosenką zawodowo, na teatralnych deskach występując jedynie gościnnie.

To, jak bardzo "Magia obłoków" jest nieudana, najbardziej przejmująco widać na samym końcu, gdy z głośników płynie tytułowy utwór w wykonaniu Marka Grechuty. Mądry poetycki tekst wyśpiewany prosto i pogodnie przejmują artyści na scenie. Momentalnie robi się pompatycznie i przygnębiająco. Szkoda.

Katrzyna Stróżyk
Kurier Szczecinski
13 września 2012

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Dzień Dziecka w Baju P...
Zbigniew Lisowski
Wycieczka po Teatrze Baj Pomorski w T...