Bez metafizyki

"Królowa Śniegu" - reż. Piotr Cieplak - Teatr Narodowy w Warszawie

Myślę, że Piotr Cieplak lubi baśnie i reżyseruje je nie tylko dla widzów małych i dużych, ale również dla własnej przyjemności. Dowodzi tego jego najnowsze przedstawienie "Królowa Śniegu" na scenie Teatru Narodowego w Warszawie, ale też m.in. dużo wcześniejszy, uroczy, wspaniały spektakl "Opowiadania dla dzieci".

Formuła inscenizacyjna "Królowej Śniegu" nie porywa już tak jak "Opowiadania dla dzieci", ale - prócz kilku uwag - jest to dobre przedstawienie i podoba się dzieciom. Hans Christian Andersen we wszystkich utworach mówi dzieciom, że prawda, dobro i piękno harmonijnie współistnieją ze sobą i że warto być dobrym, uczynnym dla ludzi, zwłaszcza potrzebujących, a także o tym, że w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji życiowej należy być w zgodzie z własnym sumieniem i pozostać wiernym sobie. No i być wiernym w przyjaźni, tak jak Gerda wobec swego małego przyjaciela z sąsiedztwa, Kaja.

Jakże prostej, czytelnej, a zarazem filozoficznej metafory odnoszącej się do świata metafizycznego użył Andersen, aby dobitnie zobrazować różnicę między dobrem i złem. Nie ma tu mowy o żadnej relatywizacji pojęć dobra i zła, bo diabeł, choćby nie wiadomo pod kogo się podszył, zawsze przecież będzie diabłem, którego domeną jest czynienie zła. Ważne jest, żeby je prawidłowo rozpoznać, odrzucić i podążać w kierunku dobra.

Autor tak skonstruował tytułową postać, że obdarzył ją wielką urodą, a zarazem lodowatym, odpychającym sercem. Uosobienie zła. Ta symbolika jest czytelna dla dziecka, które wie, iż przyjeżdżająca wspaniałymi srebrnymi saniami piękna Królowa Śniegu, zabierająca Kaja do swojej lodowatej krainy, to postać zła. Autor tak kieruje uczuciami swoich dziecięcych czytelników, że maluchy ani przez chwilę nie mają wątpliwości, którą drogą należy pójść.

Dobrze, że Piotr Cieplak nie dopisuje Andersenowi współczesnej interpretacji jego baśni na modłę dzisiejszych tzw. norm polityczno-poprawnościowych z nieodłączną tolerancją i wynikającym z niej relatywizmem wszystkich wartości. Aczkolwiek są tu pewne odniesienia do współczesności, m.in. początkowa scena z akcją w studiu telewizyjnym, stanowczo za długa i "bałaganiarska". Reżyser wprowadził też do przedstawienia postać, której nie ma u Andersena. To Pan Gaduła (Zbigniew Zamachowski), który pełni tu rolę narratora, biega z walizeczką goniony przez ochroniarzy (nie rozumiem dlaczego) itp. Można powiedzieć, że jest pośrednikiem między aktorami a widownią, do której zwraca się wprost.

W pierwszych scenach role Gerdy i Kaja grają dzieci. To trafny pomysł. Później role przejmują Dominika Kluźniak i Karol Pocheć, za bardzo dojrzały. Wprawdzie jest to spektakl o dziecięcej przyjaźni i dojrzewaniu, ale Karol Pocheć jakoś niewspółmiernie "dojrzał" w stosunku do Gerdy Dominiki Kluźniak. W każdym razie widać upływ czasu.

Struktura przedstawienia jest czytelna dla dzieci: Gerda, wędrując do pałacu Królowej Śniegu w poszukiwaniu Kaja, napotyka na swej drodze różne postaci, m.in. renifera, księżniczkę, księcia, rozbójniczki (scena w podziemiu u rozbójniczek przywodzi klimaty rodem z "Na dnie" Gorkiego). Wiele scen jest bajecznie kolorowych i zabawnych. No i kilka dobrych ról: Dominika Kluźniak (Gerda), Jerzy Łapiński w kilku rolach, Ewa Konstancja Bułhak wraz z Tomaszem Saprykiem jako para wron, Paulina Szostak (rozbójniczka), Waldemar Kownacki (renifer). Niestety, pominięto tu tak ważne u Andersena akcenty metafizyczne.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
9 lutego 2015

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia