Bez przebaczenia – wbrew woli nieba. Chaos, spokój i gra pozorów

"Tartuffe" - reż. Krzysztof Pluskota - Teatr Scena STU w Krakowie

Krakowski Teatr Scena STU rozpoczyna sezon teatralny 2022 – 2023 najsłynniejszą komedią Moliera. ,,Tartuffe" w reżyserii Krzysztofa Pluskoty nie tylko rozbawia widzów i zachwyca kreacjami aktorskimi, ale zaskakuje aktualnością i zmusza do myślenia o moralności człowieka i granicach, które jest w stanie przekroczyć, posługując się mechanizmami manipulacji.

Jean Baptiste Poquelin, znany jako Molier, w 1661 r. napisał komedię Tartuffe, ou l'Imposteur. W rzeczywistości była to ostra krytyka współczesnych mu struktur kościelnych i ludzi świątobliwych na pokaz, dlatego też wystawienie jej okazało się trudne i ostatecznie zakończyło skandalem. Krzysztof Pluskota udowodnił, że tę krytykę można odnieść do dzisiejszych czasów. Niektóre dialogi z XVII – wiecznego dramatu brzmią, jakby zostały napisane przez współczesnego twórcę. Szczególnie wymowne są fragmenty mówiące o państwie, w którym należy milczeć a grzechy są dopuszczalne, jeżeli tylko ludzie ich nie rozgłaszają, ponieważ świętość polega na dawaniu pozorów świętości.

Z ciemności wynurza się ostry płomień, krzyż i biała twarz z palcem położonym na ustach. Wszelki grzech obecny w tym domu chce ukryć się przed światem. Aktorzy przebiegają w pantomimicznej scenie, gestykulują, jednak nie rozmawiają ze sobą. Panuje chaos. Spektakl zbudowany jest właściwie na dwóch przeciwnych stanach rzeczywistości – chaosie, w którym pogrążony jest dom po przyjęciu Tartuffe'a, oraz spokoju, jednak jest to tylko pozorny spokój, w którym rodzi się pulsujące i rosnące coraz bardziej niebezpieczeństwo. Napięcie jest wyczuwalne już w wypowiedziach bohaterów, pełnych sprzeczności, prowadzących do ciągłych kłótni. Molier, wydrukowany, oprawiony, czytany i omawiany w liceum, najczęściej nie rozbawia, prowokacje są niezauważalne, czytelnik pamięta jedynie fabułę, ważniejsze postacie i główną problematykę. Sens sztuk Moliera wydobywa dopiero scena. Ojciec nowożytnej komedii, który przecież nie tylko był autorem, ale również aktorem, występującym m.in. w roli Tartuffe'a, i założycielem wędrownej trupy Illustre Théâtre, pisząc sztukę myślał o niej jako o utworze przeznaczonym do oglądania na scenie, nie do czytania. Dlatego twórcy muszą bardzo uważnie przestudiować dramat i wydobyć z niego właściwy sens, na nowo zinterpretować sytuacje komiczne i, dla lepszego odbioru dzieła przez współczesną widownię, przenieść je do teraźniejszości. Od reżysera i aktorów zależy, jaki ta klasyczna komedia będzie miała ostatecznie kształt i co będzie jej głównym przesłaniem.

Zespół Teatru STU idealnie oddał charakter utworu. Bez wątpienia aktorstwo to duży atut spektaklu. Każda z postaci wzbogacona jest charakterystyczną cechą. Andrzej Deskur (Tartuffe) nerwowo trzęsie się przy każdym zdaniu, tak jakby ukrywał przed światem swoją prawdziwą twarz i bał się zdemaskowania. Maciej Wierzbicki (Organ) często podwyższa głos, co uwypukla jego naiwność i zagubienie. Maria Seweryn, jako Elmira, żona Orgona, wykreowała rolę kobiety niezależnej, ale także pełnej dumy. Taka jest również Pani Pernelle, w tej roli Aldona Grochal, jednak poddaje się manipulacji Świętoszka, przez co ostatecznie gubi się i nie potrafi odróżnić prawdy od kłamstwa. Marcin Zacharzewski (Kleant) stworzył postać inteligenta, co podkreślały ruchy i ton głosu, momentami bardzo poważnym kontrastujący z ogólnym wyrazem tej postaci. Daria Polasik – Bułka w roli Doryny – służącej, przedstawiła ciekawą postać, która jest nie tylko głosem rozsądku, ale także bohaterką niezwykle barwną i komiczną. Karol Stanisław Bernacki (Damis) to niezrozumiany przez ojca syn, wyjęty z dzisiejszych czasów, co widać nie tylko w sposobie mowy i ruchach scenicznych, ale również w uwspółcześnionym kostiumie. Duet Martyny Solskiej i Aleksandra Raczka (Marianna i Walery) to parodie bohaterów romantycznych, o czym świadczą wystudiowane gesty i pozy. Natomiast Pani Godzic, w tej roli Kamila Bestry, przypomina celebrytkę, przekonaną o własnej nieomylności, która z łatwością oszukuje i wykorzystuje ludzi do własnych celów. Według Stanisławskiego, stworzenie postaci charakterystycznej to ostatni i najtrudniejszy etap w pracy nad rolą, więc stworzenie tak wyrazistych kreacji świadczy o bardzo wysokim warsztacie aktorskim zespołu. Nic dziwnego, że Krakowski Teatr Scena STU nazywany jest przede wszystkim teatrem aktorów. Zaskakuje również, z jaką łatwością aktorzy wypowiadają szybkie i trudne klasyczne monologi, które w ich ustach stają się niezwykle naturalne.

Poza drobną zmianą dotyczącą płci bohatera (zamiast Pana Godzica pojawia się Pani Godzic), twórcy nie odchodzą od oryginalnych sensów zawartych w dramacie. Spektakl, chociaż grany we współczesnych kostiumach, które zaprojektowała Katarzyna Wójtowicz, pod wieloma względami jest klasyczny. Zasadnicza zmiana w interpretacji pojawia się dopiero w scenie finałowej. W ,,Tartuffe" Krzysztofa Pluskoty nie ma przebaczenia. Tartuffe zdradza Organa, donosi na niego królowi i na mocy szybko podpisanego dokumentu, odbiera cały majątek. Nagle scena ginie w ciemności i gwałtownie rozbłyskają ostre światła, silnie pulsujące, rażące oczy widzów we wszystkich rzędach (za światła odpowiedzialni są Grzegorz Marczak i Maciej Skorupa). Spektakl ma kompozycję klamrową. Chaos powraca, jednak w pierwszej scenie tworzyli go ludzie, w ostatniej – siły wyższe, piekielne i niebieskie? Kiedy ta burza świateł ucicha, wszystko wraca do normy. Żółtą kanapę i fotel, czarny kominek z którego bucha ogień, ciemny dywan ozdobiony złoto wyszytym meandrem (autorką scenografii jest Katarzyna Wójtowicz) oświetla znowu domowe, ciepłe światło, powraca spokój i harmonia. Widz czeka na ostatnią scenę, w której sprawiedliwość zwycięży a król obłudnego Świętoszka rozkaże wtrącić do więzienia. Ta scena jednak się nie rozpoczyna. Wychodzą aktorzy, ale tylko do ukłonów. Rozlegają się oklaski. Organ być może zapłaci za swoje błędy i naiwną ufność, jednak nie mamy pewności, jak ostatecznie skończyła się jego historia. Przeciwnie niż w oryginalnym tekście, zakończenie jest otwarte. Widz sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wszystko stanie się zgodnie z wolą nieba.

,,Tartuffe" to specyficzna pozycja w repertuarze Krakowskiego Teatru Scena STU. W tym sezonie jest to jedyna pozycja francuska obok klasyki polskiej – Wyspiańskiego (,,Wesele"), Witkacego (,,Cnoty niewieście albo dziwki w majonezie" na podstawie ,,Szewców"), Fredry (,,Śluby panieńskie"), Słowackiego (,,Balladyna"), angielskiej – Szekspira (,,Hamlet") i rosyjskiej – Dostojewskiego (,,Biesy"), Czechowa (,,Trzy siostry"), Gogola (,,Rewizor"). Nie jest to co prawda pierwszy Molier w historii tego teatru, co nie zmienia jednak faktu, że przez ostatnie lata nie gościł na Scenie STU. Nowość ta jest na tyle istotna, że wzbogaca repertuar o sztukę uniwersalną, która jest zarówno klasycznym dramatem mówiącym o wiecznie żywych problemach społecznych, jak również, po prostu, świetną rozrywką.

W powyższej recenzji wspomniałam o obsadzie, którą oglądałam 17 wrześnie 2022 roku, podczas drugiego dnia premiery. Jednak w spektaklach Teatru STU, który jest przede wszystkim teatrem aktorów, niektóre role obsadzane są podwójnie lub nawet potrójnie. Tak jest również w przypadku ,,Tartuffe". W tytułowej roli można zobaczyć także Radosława Krzyżowskiego, w pozostałych: Katarzynę Cichosz (Marianna), Rafała Dziwisza (Orgon), Urszulę Grabowską – Ochalik (Pani Godzic), Franciszka Karpińskiego (Walery), Macieja Kosiackiego (Damis), Julię Latosińską (Marianna), Wojciecha Leonowicza (Kleant), Ignacego Jana Lissa (Damis) i Aleksandrę Srokę (Doryna). Sztuka wystawiana jest w przekładzie Jerzego Radziwiłowicza. Charakteryzacją zajmuje się Julia Siekańska. Asystentem reżysera jest Dariusz Meclik, Inspicjentką – Eliza Palka – Grochal.

Zofia Ścigaj
Dziennik Teatralny Zielona Góra
26 września 2022

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia