Bez wypicia nie ma życia

"Pijacy" - reż: Barbara Wysocka - Stary Teatr w Krakowie

Pijaństwo w Polsce już od wieków nie jest tematem tabu, ale wręcz (i to nierzadko) powodem do narodowej dumy - może nie wiedzie nam się jakoś rewelacyjnie, ale przynajmniej mamy mocne głowy.

Nasza alkoholowa kultura różni się od zachodniego stylu przesiadywania w nastrojowych knajpach, dużo bliżej nam do z lekka nieokiełznanego picia wschodnich sąsiadów. Taki też obraz, a raczej stereotyp, prezentuje nam Barbara Wysocka w spektaklu „Pijacy” na podstawie oświeceniowej komedii Franciszka Bohomolca. Za czasów tego dramaturga teatr miał być nie tylko rozrywką dla mas, ale również ostoją edukacji i moralność obywatelskiej. Wysocka bezwzględnie obdziera tekst z naiwnej dydaktyki i podaje widzowi bardziej surową, chociaż wciąż aktualną wizję pijaństwa.

Swoich bohaterów reżyserka przenosi w czasy współczesne, lokuje ich w swojskich blokowiskach w środowisku szarym i obskurnym, ale też wszystkim widzom dobrze znanym, bo wpisującym się w wielkomiejskie realia. Hołdując zasadzie, że okazja znajdzie się zawsze, jesteśmy wciągnięci w prawie dwugodzinną libację rodziny Pijakiewiczów i sąsiadów, przeplataną wątkami miłosnymi, abstynenckimi i majątkowymi. Sama fabuła nie jest zawiła, obraca się wokół zamążpójścia córki Pijakiewicza, Tereski oraz zamieszania powstałego na skutek pijackich obietnic. Alkohol w „Pijakach” leje się szerokim strumieniem, mężczyźni piją stadnie i głośno, a kobiety chociaż wspólnie, to w przeróżnych zakamarkach chowając się przez wzrokiem mężów. Jako że prawie wszyscy piją do upadłego jest trochę agresji, trochę ekshibicji i dużo kłopotów związanych z brakiem umiaru. Fakt, że głowa rodziny – w tej roli rewelacyjny Juliusz Chrząstowski – nie „przepuści” nikomu, jest okazją do wielu wybuchów śmiechu, a popisy aktorskie wtórującego mu Romana Gancarczyka (bardzo udanie stylizowanego na Dona Corleone z „Ojca Chrzestnego”) są po prostu warte zobaczenia. Nawet jeżeli momentami akcja płynie sobie leniwie, pełni wigoru aktorzy nie pozwalają się nudzić. 

Sposób, w jaki Barbara Wysocka potraktowała dramat Bohomolca sprawia, że archaiczny język w ustach bohaterów nie razi, a nawet potęguje komiczność alkoholowych dyskursów. Uwspółcześnienie akcji sprawia, ze niestrawny tekst wiele zyskuje i szczerze bawi. Pod tą lekką i przyjemną warstwą zabawnych scen z życia nierozgarniętej rodziny kryje się jednak coś więcej. W końcu konsekwencje zaglądania do kieliszka to nie tylko porządny kac następnego dnia, ale też wypadki, przemoc czy tragedie rodzinne i ten wątek, chociaż delikatnie, w spektaklu również występuje. W gruncie rzeczy nikt z nas nie chciałby się identyfikować z Pijakiewiczami – nawet jeżeli są szczęśliwą i śmieszną gromadką, a ich perypetie bardzo przyjemnie się ogląda, całe ich życie podporządkowane jest alkoholowi i tylko wokół niego się obraca. Jest to oczywiście wizja karykaturalna, ale można w niej odnaleźć pewną przykrą prawdę, że obraz Polaka alkoholika nawet po ponad dwustu latach jest aktualny i ma się dobrze.

Sonia Kaczmarczyk
Dziennik Teatralny Kraków
30 grudnia 2010

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki