Bezradni wobec przeszłości

Międzynarodowe Dni Młodej Dramaturgii ODRAMA to festiwal, który odbył się w Opolu już po raz czwarty. W tym roku Teatr Kochanowskiego zaproponował kilka zmian w formule festiwalowej. Przede wszystkim po raz pierwszy ODRAMA miała hasło przewodnie, które brzmiało “Bezradni wobec przeszłości - My i Oni wobec utopii powrotu do źródła własnej tożsamości". Temat, który wypływa bezpośrednio ze spotkania trzech tekstów pochodzących z trzech krajów, został poddany stosownej artystycznej obróbce, której efekty mogliśmy oglądać podczas trzech wieczorów, od 13 do 15 listopada.

Festiwal otworzył odczyt niemieckiego tekstu Dei Loher “Medea na Manhatannie”, przygotowany przez Igę Gańczarczyk i Magdę Stojowską. Drugi wieczór to wariacje na temat dramatu Magdaleny Fertacz “Trash Story”, natomiast ostatni dzień ODRAMY poświęcony był “Upadkowi” Biljany Srbljanović. Działania na tekście każdego dnia wyglądały identycznie - czytanie, improwizacja aktorska, etiuda, performance (po raz pierwszy w tym roku) to kolejne elementy funkcjonowania dramatu pod różnymi postaciami. Widzowie poruszali się po całym teatrze (i nie tylko), sprawdzając jak podobne treści funkcjonują w różnych przestrzeniach (Mała Scena, Duża Scena, Aneks Galerii Sztuki Współczesnej, foyer), jednak festiwalowe działania wychodziły także poza mury teatru, bowiem na Uniwersytecie Opolskim odbywały się wykłady oraz warsztaty. Paweł Mościcki wspólnie ze studentami zastanawiał się “Co współcześnie znaczy myśleć krytycznie?”, natomiast każdego dnia ODRAMY odbywały się warsztaty dramaturga Pawła Demirskiego “Pisanie dla teatru”, w których mogli wziąć udział studenci filologii polskiej, słowiańskiej i kulturoznawstwa. Późnym wieczorem, po zakończeniu działań scenicznych, można było wziąć udział w dyskusji z twórcami.

Dotychczas organizatorzy festiwalu - z uwagi na geograficzne usytuowanie Opola (na styku przenikania się trzech kultur), zderzali ze sobą kulturę Polski, Czech i Niemiec, wybierając analogicznie współczesne dramaty polskie, czeskie i niemieckie. W tym roku jeden dzień poświęcono pracy nad tekstem serbskim. Jednym z głównych powodów takiego wyboru była próba przyjrzenia się obciążeniu brzemieniem wojny, które jest bliskie przedstawicielom tych trzech narodów. Podczas spotkań z publicznością odbyły się promocje książek, które mogły w znacznym stopniu poszerzyć wiedzę na temat współczesnego teatru: “Estetyka performatywności” Eriki Fischer-Lichte i “Polityka teatru. Eseje o sztuce angażującej”  Pawła Mościckiego. Podczas trwania festiwalu, na Uniwersytecie Opolskim i w Teatrze im. Jana Kochanowskiego można było także kupić najnowsze książki wydane przez krakowskie wydawnictwo Panga Pank.

Tyle jeśli chodzi o fakty, jednak w każdym festiwalu istotne są wartości artystyczne, z nimi natomiast bywało różnie. Samo czytanie - czyli pierwszy kontakt widza z tekstem, miało na celu raczej zapoznanie nas z treścią. Na najwyższym poziomie stały etiudy przygotowane przez Tomasza Koninę. Wybrał on fragmenty tekstu i zadbał, by w sposób czytelny i atrakcyjny wizualnie zostały one przekazane widzom. Z “Medei na Manhattanie” wybrał rozmowę Medei z Jazonem. W bardzo przemyślany sposób przedstawił kwintesencję dramatycznego wątku, wokół którego osnuty został tekst całego dramatu. Ubrana w biały welon Medea (Grażyna Kopeć) prowadzi dialog z Jazonem (Krzysztof Wrona) - obecnym-nieobecnym. Ich oddalenie, spowodowane wkroczeniem do ich związku innej kobiety, reżyser zaznaczył wyświetlając twarz Jazona na wielkim ekranie usytuowanym na drzwiach. W prosty, a jednocześnie metaforyczny sposób ukazane zostało oddalenie mężczyzny, który jest blisko ukochanej kobiety, ale jakby go nie było - można z nim porozmawiać, ale nie można go dotknąć, przytulić. Medea nie rozmawia z nim, lecz z jego hologramem, zapisem tego, co po nim zostało, co zostało po ich relacji.

Etiudy w sposób najbardziej ambitny i wnikliwy pokazywały pracę nad tekstem, czego nie można powiedzieć o performence, które większości odbiorców wydały się niezrozumiałe, wywołując konsternację. Tekst Dei Loher w wersji performance był występem, który można zakłócić w dowolnym momencie, wkraczając na scenę, na której mieliśmy okazję oglądać dwie kobiety, które w świetle migających stroboskopów (co po kilku minutach stało się lekko męczące) splecione były fizycznie, najpierw chodząc na czworakach, potem wstając. Chodziło o ukazanie, że ich losy są połączone w sposób nierozerwalny, jednak przekaz nie był na tyle jasny, by dotrzeć do szerokiej publiczności. Widzowie wykorzystali jednak swoją szansę i wkroczyli w rzeczywistość sceniczną chociażby poprzez humorystyczne rzucenie na scenę garści “drobniaków”, jakie mamy w zwyczaju wrzucać do kapelusza chałturzącym na ulicach artystom. Oddawało to w jakimś stopniu stosunek oglądających do prezentowanych treści, a właściwie do formy, w jakiej zostały one zaprezentowane.

Improwizacje aktorskie były działaniem, które raz się sprawdzało, innym razem natomiast było zbyt dalekie od tekstu dramatu. Jednak komentarze, które można było usłyszeć na teatralnych korytarzach w przerwach pomiędzy kolejnymi scenicznymi eksperymentami dotyczyły w większości - prócz wspomnianego performance - zastrzeżeń dotyczących sposobu prowadzenia spotkań przez Gorana Injaca. Niektóre działania sceniczne odchodziły daleko od tekstu dramatu, jednak zadawane przez pana Injaca pytania - jak można było wywnioskować z wypowiedzi widzów - były kolejnym etapem oddalania się od tego, co można było zobaczyć na scenie. Większość pytań była niezrozumiała (nie starałabym się wyjaśnić tego faktu poprzez pryzmat nie do końca doskonałej znajomości języka polskiego przez prowadzącego), a większość twórców, starając się wybrnąć z niezręcznej sytuacji, odpowiadała dzieląc się z nami własnymi refleksjami, które w przytłaczającej większości nie dotyczyły zadanego pytania. Nie umknęło to uwadze większej części publiczności, a dyskusja jednego z festiwalowych wieczorów zakończyła się stosownym komentarzem jednego z widzów, który wygłosił swoje zdanie na temat poziomu wysłuchanego dialogu.

Rzeczywiście brak dialogu był dość symptomatycznym zjawiskiem tegorocznej ODRAMY. Niektóre działania sceniczne, a także rozmowy, zdawały się ignorować widza, a pokazanie tego, co można zrobić z jednym tekstem dramatycznym (będące głównym założeniem festiwalu, którego podtytuł brzmi “tekst jako pretekst”) momentami przyćmiewało inne cele, jak chociażby nawiązanie interakcji z publicznością. Jednak przy tak różnorodnych i wieloaspektowych próbach wydobycia z tekstu treści można powiedzieć, że była to cena, jaką płaci się za dopuszczenie do głosu form eksperymentalnych.

Nie ulega jednak wątpliwości, że ODRAMA to festiwal niezwykły i potrzeby. Po pierwsze jest to przegląd, który dowartościowuje, a niejednokrotnie wydobywa na światło dzienne współczesną dramaturgię - niektóre teksty prezentowane na festiwalu w latach wcześniejszych były następnie wystawiane na scenie w formie ciekawych spektakli. Prócz tego wprowadzenie hasła przewodniego, które dotyczyło problemów z tożsamością - tak bliskich współczesnemu człowiekowi, jest pomysłem zdecydowanie udanym, scala bowiem wszystkie prezentowane dramaty pokazując jednocześnie, jak wieloaspektowe i różnorodne mogą był formy ubierania w słowa nurtujących nas problemów.

Międzynarodowe Dni Nowej Dramaturgii z roku na rok rozszerzane są o nowe propozycje. Być może nie zawsze są one trafione, jednak poszukiwanie jest nieodłącznym elementem tworzenia. Teatr Kochanowskiego wykazał się odwagą i pomysłowością powołując do życia ODRAMĘ. Miejmy nadzieję, że festiwal wpisze się na stałe nie tylko w lokalną, ale także ogólnopolską tradycję teatralną.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Opole
24 listopada 2008

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia