Biel już nie taka biała, czerń już nie taka czarna

„Świadkowie albo nasza mała stabilizacja" – reż. Adam Hanuszkiewicz – Teatr Telewizji (Studio 63) - zdjęcia: Władysław Forbert

Fraza z tytułu jest jedną z pierwszych wypowiedzianych przez aktorów i bardzo dobrze opisuje ukazany w sztuce stan społeczeństwa. Podejmuje ona ówczesny temat ekonomii i powrót Polaków do „normalności" w pierwszych latach odbudowy państwa po burzliwych czasach wojny i stalinizmu. Choć motyw brzmi bardzo historyczno-politycznie, to metaforyczne ukazanie świadomości ludzi pozwoli postawić siebie w sytuacji bohaterów i odnaleźć w nich swoje przeżycia. Sztuka jest też przesiąknięta artyzmem, więc może być interpretowana na wiele różnych sposobów.

„Świadkowie albo nasza mała stabilizacja" w reżyserii Adama Hanuszkiewicza jest jedną z adaptacji dramatu Tadeusza Różewicza o tym samym tytule. Przedstawienie Hanuszkiewicza powstało już w 1963 roku, czyli zaledwie rok po premierze książki i było jej pierwszą inscenizacją, ale inni twórcy także pokusili się o swoje interpretacje tego dzieła (m. in. Witold Skaruch, Maciej Englert i Piotr Jędrzejas).

Przedstawienie jest dopracowane, wywołuje wiele emocji. Przy oglądaniu w niektórych momentach możemy być zakłopotani, w innych zdezorientowani, jeszcze w kolejnych śmiejemy się – w szczególności gdy wychodzi temat teściowej. „Świadkowie..." są podzieleni na trzy części, w każdej z nich mamy do czynienia z parami, które prowadzą konwersacje. Trudno określić jedną, nadrzędną interpretację tego przedstawienia, ale dzięki temu jest ono wszechstronne i uniwersalne.

Inscenizacja w wykonaniu Studia 63, którą mamy możliwość obejrzeć na portalu ninateka.pl jest czarno-biała, a choć w niektórych przypadkach mogłoby to odjąć wrażeń i utrudnić odbiór, to w „Świadkach..." te kolory działają wręcz przeciwnie. Scenografia jest tutaj minimalistyczna i estetyczna, zachowuje pozorną harmonię a dzięki samym odcieniom szarości – pogłębia ona kontrast między aktorami a tłem przedstawienia. Można zauważyć świetną współpracę zespołu, nie tylko aktorów, ale także operatora kamery i montażysty. Zbliżenia dosadnie wskazują cel, na którym widz ma skupić uwagę, często na ekranie widzimy tylko osobę mówiącą, a gdy przychodzi czas na odpowiedź, kamera powoli wędruje do drugiego bohatera. Cięcia są odważne, znikające lub przemieszczające się przedmioty przyciągają uwagę i uwydatniają artystyczne doznania towarzyszące oglądaniu tego przedstawienia. Ekipa włożyła wiele czasu i wysiłku w efekt końcowy spektaklu.

Charakterystyczny dla polskiej kultury XX wieku jest specyficzny akcent, który towarzyszył ludziom i wybitna dykcja osobistości sceny. Współcześnie często niestety schodzi ona na drugi plan. Aktorzy świetnie odgrywają swoje role, występują oni w parach, czasami patrzą w dal, a cała akcja toczy się w ich rozmowach. Każdy z nas miewa ze znajomym czy z partnerem mało znaczące wymiany zdań, które często są tylko pretekstem do powiedzenia czegokolwiek. Widz może dzięki temu utożsamić się z którąś z par, a nawet - zaryzykowałabym stwierdzenie - że ze wszystkimi po trochu. Czasami podejmujemy ważne tematy, ale mówimy jak para trzecia, która jakby mija się, panowie rozmawiają niby ze sobą, a jednak obok.

Myślę, że poza minimalistyczną scenografią istotnym elementem składającym się na odbiór tej sztuki jest muzyka. Pojawia się ona w przerwach, czasami po wypowiedzi któregoś z aktorów. Powtarzające się motywy trzymają przedstawienie w ryzach, ale równocześnie dzielą je na kolejne sekwencje, wyłamują z płynnego oglądania. Mogłoby się wydawać, że utrudniają tym przekaz czy przytłaczają, ale wszystko zostało przemyślane. Przez cały spektakl mamy do czynienia z przewijaniem się tych samych melodii. Muzyka w interpretacji Hanuszkiewicza „Świadków" przyciąga uwagę i staje się przerywnikami po niektórych wypowiedziach, zostawiając w przestrzeni ostatnie wypowiedziane słowa.

Różewicz pokazał, że rozmowa nie jest prostą sprawą. Jedna z par siedzi przy stole – to tam zazwyczaj odbywają się przecież spotkania rodziny, na przykład przy wspólnym posiłku. Ostatnia dwójka rozmawia plecami do siebie, są zbyt zajęci by któryś z panów mógł się odwrócić, dzięki nikłemu oświetleniu tego aktu krzesła przypominają wręcz kraty, może to one utrudniają rozmowę. Bohaterowie są świadkami otaczającego ich świata, dzieci na podwórku, chmur przybierających różne kształty, śmierci, codzienności. Są jak każdy z nas, z problemami i przeróżnymi przemyśleniami.

Po niespokojnych czasach ludzie mają potrzebę spokoju. Chęć zbudowania tytułowej stabilizacji, dodatkowo podsycanej strachem, jest silniejsza niż potrzeba zmian. Przedstawienie „Świadkowie albo nasza mała stabilizacja" Adama Hanuszkiewicza jest artystycznym przeżyciem, z estetycznymi kadrami, minimalistyczną scenografią i muzyką oraz z ciekawymi kwestiami. Każdy z nas jest świadkiem i od nas zależy ile zaobserwujemy.

Katarzyna Mikuła
Dziennik Teatralny Wrocław
7 lipca 2020

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...