Bilard - zasady gry w Getsemani

9. Festiwal Prapremier w Bydgoszczy

"Tam, gdzie nie występują sytuacje kolidujące z poniższymi przepisami mają zastosowanie ogólne przepisy gry w bilard kieszeniowy (...)". Tam, gdzie zwątpienie zagrozi idei - stosuje się zasady cynicznego podejścia przeciwnika, bez skrupułów, na zimno zbijając go w najodleglejszy kąt stołu. Byle nie wpadł do łuzy, bo nie daj Boże wyjdzie jeszcze z tej gry zwycięsko. Byle zwątpił!

Przyznam, że od bardzo dawna szybko naciskam zmienny guzik pilota widząc w telewizji wszelkie partyjne gierki - już spojrzenie na sam ich wierzchołek, ten tylko, który widzieć mi wolno, powoduje odruch wy…kluczenia z własnych myśli. Po co, za jakie grzechy? Ale dramat Davida Hare „Getsemani” zaprezentowany w ramach bydgoskiego Festiwalu Prapremier wywołał przeciwnie - nieco zaskakujące zaciekawienie takim światkiem (nie światem) zaprogramowanej obłudy i jego zakontraktowanej w anty-etyce łamigłówki.

Anna Augustynowicz wyreżyserowała spektakl w zimnych szarościach: tła, krzeseł, garniturów i kostiumów dziewięciorga aktorów dwóch scen – im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu  i Teatru Współczesnego w Szczecinie. Siedzisk wskazała im więcej niż trzeba, by przetaczali się, przenosili, uciekali – ale nie znikali. Są, przeważnie siedzą i patrzą na nas, bowiem i my ugrzęźliśmy w ich grze. Ich? Niestety naszej wspólnej grze.

„ (…) Podczas zapowiadanego strzału nie muszą być wskazywane bila i łuza, jeśli sytuacja na stole wskazuje wyraźnie takie zagranie. Natomiast jest prawem przeciwnika pytać o bile i łuzy, gdy nie jest pewny sposobu zagrania przeciwnika (…)” .Ostateczna bitwa rozpoczęta.

Dla Meredith Guest (Anna Januszewska) wydawałoby się wszechpotężnej minister spraw wewnętrznych, reprezentującej pewność siebie, swej pozycji, doświadczenia, swej urody - że z pozoru nie będzie przegrana. Minister nie może pozwolić sobie na załamanie i wielkoduszność; zarówno do asystentki, znajomej,  premiera mówi tym samym, wyniosłym tonem. Do córki też - szesnastoletniej, dziecka jeszcze, a już młodej kobiety zhańbionej, na własne życzenie zresztą. Bunt za wysoką cenę, ale nie ona jest w tej grze najważniejsza. To ryzyko skandalu paraliżuje matkę i innych, narzuca niemoralne zachowania, choć intencje z początku wydawały się być czyste.

Teatrzyk, swoiste teatrum mundi - jak na ekranach telewizorów - tylko przejeżdżają wkoło te same figurki politycznej poprawności. Przejmujące, ale czy ciekawe? Może to wina przekładu, politycznej nowomowy, może zderzenie kameralności spektaklu z dużą sceną  TPB? Sprawiły że spektakl nie porwał,  a tylko połechtał wszechciekawość - jednorazowo. „(…) Każda bila wbita na faul pozostaje w kieszeni (…)” . Zwątpienie i dalej dźwiga się ten ciężar.

Arkadiusz Stern
Teatr dla Was
25 października 2010

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia