Bliżej czystej formy

"W małym dworku" - reż. Anna Augustynowicz - Och-Teatr w Warszawie

Spektakl pt "W małym dworku" zrealizowany na podstawie dramatu Witkacego grany jest w Och-Teatrze od ponad miesiąca. Reżyser i aktorzy są wierni myśli Witkacego, a nawet przez ten spektakl są bliżej teorii Czystej Formy niż sam tekst.

Sztuka opowiada o perypetiach małomiasteczkowej rodziny, a dokładnie o ich moralnym upadku. Matka (Anastazja) umarła na raka albo została zamordowana przez swojego męża w przypływie zazdrości, kiedy spała z jednym ze swoim kochanków, Jęzorym. Ojciec, Diapanazy Nibek, zajmuje się uprawą zboża i jego sprzedażą, aby zapewnić dobrobyt swoim dwóm córkom. Mieszka z nimi kuzynka, która przyjechała pomóc w domu po śmierci żony. Pewnego razu w dworku pojawia się Anastazja w postaci widma i opowiada o swojej śmierci, życiu, miłościach i romansach. Przed tym nim zgineła zostawiła dziennik Kozdroniowi, jednemu z kochanków, aby mężczyźni jej życia mogli poznać, prawdę o jej emocjach i przeżyciach. W dramacie pojawiają się aż cztery trupy, które mają być symbolem nowego życia, a każdy z nich przekaże nam coś wartościowego.

Dramat Witkcego, według autora jest daleki od teorii Czystej Formy. Natomiast Anna Augustynowicz i aktorzy Och-Teatru bardzo dobrze poradzili sobie z tym zagadnieniem. Pojawienie się widma jest przykładem odejścia od realizmu. Już pierwszy dialog Diapanazego z Anetą wskazuje na odejście od realizmu. Bohaterowie rozmawiają bowiem, jak aktorzy przed rozpoczęciem przedstawienia, sygnalizują retrospekcje albo pojawienie się zjawiska „teatru w teatrze”, podając w wątpliwość realność wydarzeń. Zachowanie bohaterów, np. Ojca i córek oraz subtelność i lekkość, z którymi aktorzy odgrywali kolejne sceny są przeciwieństwem założeń naturalizmu. Postaci żyjące są ukazane bardziej upiornie niż widmo. W spektaklu często też brakuje ciągu przyczynowo-skutkowego, logicznego następowania po sobie scen.

W spektaklu, Mariusz Drążek, który wcielił się w rolę poety wspaniale zbudował postać romantycznego bohatera, ośmieszając ideę „romantycznych kochanków” i „romantycznego poety”. Wypowiada się tonem sztucznym, jego ruchy są gwałtowne i przerysowane. Każde słowo wymówione w spektaklu ma znaczenie. Warto jeszcze wspomnieć, że ton i barwa głosu aktorów są istotne. Wspomniane dźwięki składają się na muzyczność spektaklu, chociaż pojawia się akompaniament pianina. Maria Seweryn jako widmo była zjawiskowa – zimna i niedostępna, a zarazem ludzka i bliska. Jej sposób poruszania się nadawał postaci wyjątkowości i nadrealności – elementy tańca, ruchy węża. Na uznanie zasługuje rola Arkadiusza Janiczka, który wcielił się w tchórzliwego ekonoma. Aktor wspaniale grał schizofrenika. Jego ruchy były wiarygodne i powstawała empatia pomiędzy nim a widzem, a jednocześnie potrafił bawić widza.

Scenografia była skromna, jej konstrukcja oddawała wrażenie dziania się akcji w kilku pomieszczeniach: salonie, ogrodzie i sypialni dziewczynek. Dominowała czerń z elementami bili. Kostiumy również były czarno-białe. Spektakl posiada elementy sztuki klasycznej połączone z awangardą Czystej Formy i wykorzystaniem zjawiska groteski. Ciekawa jest także choreografia, która ułożona jest pod muzykę tworzoną przez słowa postaci.

„W małym dworku” to dobrze napisana komedia i świetnie zagrany spektakl przez artystów Och-Teatru. Naprawdę warto zobaczyć dobrą komedię zrealizowaną na wysokim poziomie. Sztuka została podzielona na trzy akty, a jej pierwszy pokaz nastąpił w 1921 roku, a więc miło, że teraz powróciła ona na deski teatru.

Katarzyna Jaroszewska
Stacjakultura.pl
2 sierpnia 2011

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...