Bluzka, której nie imają się mole

rozmowa z Krystyną Jandą

Rozmowa z Krystyną Jandą, aktorką (śpiewającą, piszącą, reżyserującą i szefującą teatrowi)

Biała bluzka podobno odmładza, tymczasem po dwóch dekadach sama się chyba nieco zestarzała? Pytam, oczywiście, o monodram „Biała bluzka”...

Wydaje mi się, że jeśli mówimy o spektaklu według „Białej bluzki” Agnieszki Osieckiej, to jest dokładnie odwrotnie, co podkreślają wszyscy widzowie - i ci młodzi, i starzy, a także recenzje. Spektakl ma teraz nową adaptację i zupełnie inną formę, inaczej jest też interpretowany.

Ale taki zabieg był konieczny, bo od 1987 roku, kiedy „Biała bluzka” miała swoją premierę, zmieniła się Polska i Pani też nie jest już tą samą osobą. A czym się różni tamta bohaterka od dzisiejszej Elżbiety?


Dziś jest to w jakimś sensie spektakl przypominający historię tego kraju. Zostały do niego dołączone archiwalne materiały filmowe oraz materiały operacyjne UB i milicji z okresu stanu wojennego. Jednak historia miłości, nieszczęśliwej miłości i nieprzystosowania do życia w reżimach i zakazach jest wieczna. Ja się zmieniłam, ale też gram kogoś innego, jakby z dystansem. Nie wiem, nie umiem tego nazwać... Jestem dziś niewątpliwie inną Elżbietą niż przed 23 laty. Ale chyba bliska ludziom, o czym świadczą tłumy na każdym ze spektakli.

Monodram jest utkany piosenkami, które - wraz z tymi z „Kobiety zawiedzionej” Simone de Beauvoir i utworami z repertuaru Marleny Dietrich – składają się na spektakl „Piosenki z teatru”. Są ponadczasowe?

Niewątpliwie. Mogą istnieć niezależnie do czasu i spektakli, w których je śpiewałam. Ale podczas tego wieczoru także dość dużo mówię, opowiadam o tych spektaklach i historiach z nimi związanych. Zresztą kształt każdego wieczoru jest trochę inny, wiele zależy od nastroju publiczności, od tego, na ile ludzie mają ochotę na moje improwizacje słowne, wspomnienia... Zazwyczaj jest i wesoło, i dość sentymentalnie. Ale piosenki są ponad wszystko. To wybitne utwory i od strony poetyckiej, i jeśli chodzi o przekłady (m. in. Jeremiego Przybory i Wojciecha Młynarskiego - przyp. red.), i aranżacje. Zresztą gra ze mną wspaniały zespół muzyczny.

W dniu spektaklu „Piosenki z teatru” na bydgoskiej scenie odbędzie się premiera „Klubu kawalerów” Michała Bałuckiego. Pani wyreżyserowała tę sztukę dla teatru TVP, potem w Teatrze Polonia z sukcesem wystawiła Pani „Grube ryby”, gdy Bałucki ze swoją apoteozą mieszczaństwa był passe! Można powiedzieć, że Pani go zrehabilitowała, czym na to zasłużył?


Przede wszystkim nie zestarzało się poczucie humoru i chęć śmiechu w nas. Ciągle aktualna jest ochota publiczno?ci do bawienia si? ?mieszno?ciami i przywarami ludzkimi. To jest atutem tych sztuk - ?wietne charaktery, cudowny materia? do grania! Nasze ?Grube ryby? s? nieustannie grane w Teatrze Polonia i nieodmiennie ka?dego wieczoru podobaj? siści do bawienia się śmiesznościami i przywarami ludzkimi. To jest atutem tych sztuk - świetne charaktery, cudowny materiał do grania! Nasze „Grube ryby” są nieustannie grane w Teatrze Polonia i nieodmiennie każdego wieczoru podobają się widzom.

Katarzyna Kabacińska
Express Bydgoski
30 grudnia 2010

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...