Bo moc jest we mnie!

Stos odzieży kojarzy się z hałdami niesprzedanych nowych ubrań wyrzucanych na pustyni Atakama w Chile.

Fantomy oka, piersi i boczków to znak najważniejszych atrybutów żeńskiego ciała. A jak boczki to i body shaming. Styl ubierania się uzależniony od agresywnych trendów w modzie oraz od poczucia estetyki rozkapryszonych lub nienawistnych fanów.

Życie pod dyktando fałszywych doradców, atak stalkera. I jeszcze do tego social media - wyspa niczym wrzutka kipiąca fotkami,postami, komentarzami i globalna platforma randkowa, od nazwy której wywodzi się internetowa sygnatura dziewczyny. Nieustanne lajfy, by zauroczyć nimi poddanych. I ten wszechobecny plastik, jak pancerz opinający coraz bardziej ludzi i otaczający świat. Także w formie masek na twarzach postaci.

Temu wszystkiemu Marta Kodeniec, autorka scenografii, lalek i kostiumów nadała symboliczny wyraz. Tak jak rozwiązała sens scenografii w spektaklu „Opery zawrót głowy", którego nie tak dawno Kapituła XV Teatralnych Nagród Muzycznych im. Jana Kiepury uznała za najlepszy spektakl dla młodego widza, tak i w tym przedstawieniu, światu, w jakim żyje królowa, dwór i poddani, nadała jasny, wyrazisty ton. Bo tu wszystko jest dosłowne, rzeczywiste do bólu, a szczególnie pantofelki na niebotycznych koturnach.

Rodowód tej przestrzeni bierze początek w baśni Hansa Andersena „Nowe szaty cesarza", na podstawie której Piotr Pluta skonstruował literacki wymiar spektaklu. Związek ten podkreśla dodatkowo tytuł sztuki, będący jednocześnie zabawą językową oraz motyw przewodni, jakim jest uszycie najpiękniejszej kreacji dla księżniczki TindiElli. I podobnie jak Andersen, Piotr Pluta wielkie pole do działania oddaje doradcom, projektantom i prestidigatorskim sztuczkom mistrza krawieckiego Estetico.

Z takiej to materii, reżyserka spektaklu Anna Wolszczak, w brawurowy sposób konstruuje opowieść o królowej otoczonej dworem podszeptów, porad, uwag, pouczeń, aprobaty lub negacji. Koncentruje uwagę widza na przeżyciach emocjonalnych TindiElli. Opiera spektakl na kontrastach postaci i poglądach. Fantastycznie rozgrywa sceny zbiorowe. Przedstawienie wprost iskrzy się od reżyserskich pomysłów, co nadaje mu ogromną dynamikę. Samo wniesienie przed oblicze królowej TindiElli „usztywnionego" mistrza Estetico zapowiada seans magiczny, tym razem modowy. Interesująco prezentują się reżyserskie zamysły związane z przenikaniem andersenowskich klimatów do współczesności. Chwilami ma się wrażenie, że sensy z Nowych szat cesarza aż nad wyraz charakteryzują naszą rzeczywistość. One też jeszcze bardziej kadrują ponadczasowość przedstawionych mechanizmów społecznych, obyczajowych.

A rytm scenicznej akcji nadaje muzyka skomponowana przez Katarzynę Bem. Rytmiczność melodii kojarzy się z charakterystycznymi dźwiękami muzyki, w takt której modelki prezentują się na wybiegu. Bo czyż wszystko to, co robi królowa TindiElla nie jest na pokaz, na sprzedaż, na podkręcanie internetowej sławy? Kompozytorka świetnie puentuje te treści. Muzyka buduje też napięcie, rozładowuje emocje. Co więcej, pojawiają się zharmonizowane ze sobą nuty obrazujące muzykę współczesną oraz baśniową. Ma się wrażenie, że w jednej melodii biegną równolegle te dwa nurty. Tak fantastycznie zaprogramowaną warstwę dźwiękową, Katarzyna Bem „wypełnia" swym głosem, użyczając go scenicznej postaci Chłopca. Z muzyką i akcją płynnie współpracuje gra świateł w reżyserii Adama Zduńczyka.

I aktorzy! TindiElla Julii Rzepeckiej zachwyca zróżnicowaną grą aktorską. Wrażliwością okazywanych emocji i przeżyć psychicznych podczas finałowej przemiany, którą koniecznie trzeba zobaczyć. I przeżyć. Adrian Gawlik idealnie wypada jako Doradca. Modulowanie głosu w celu osiągnięcia zamierzonych celów oraz metody wpływania na postępowanie i decyzje królowej to prawdziwy pokaz gry aktorskiej. Z kolei Jacek Schmidt jako Stalker, Estetico i Projektant Nr 3 w każdej z postaci demonstruje odmienne środki aktorskie. Fantastycznie prezentuje ich cechy charakterystyczne. Różnicuje ich postępowanie, zachowanie. Podobnie Michał Rybak. Jako Strażnik i Projektant Nr 1 tworzy ciekawe postaci. A Dzwoneczek? Julia Witulska określa tę postać nie tylko piękną, delikatną barwą głosu, ale także pojawia się, zgodnie ze swoją symboliką, w wielu sytuacjach, w których jego obecność jest nieodzowna. Matylda Matuszak w roli Strażniczki i Projektanta Nr 2 przemyślaną grą określa na scenie zamysły reżysersko-literackie związane z budowaniem dworskiego oraz modowego klimatu.

Spektakl ten jest interesującym głosem w dyskusji na temat osaczania nas, a szczególnie nastolatków przez social media. Pokazuje, że moc tkwi w nas samych, a nie w otaczającym nas „dworze". Mówi, dlaczego warto być sobą! I dla tych wartości oraz dla wielkiej szansy współuczestniczenia w przemianie wewnętrznej TindiElli warto zobaczyć ten spektakl.

"Nowe szaty TindiElli" – premiera - 6 listopada 2021 Teatr Kameralny Bydgoszczy.

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Bydgoszcz
2 grudnia 2021
Portrety
Anna Wolszczak

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia