Bo życie to kabaret

"Cabaret" - reż. Waldemar Zawodziński - Teatr Powszechny w Radomiu

27 marca obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Teatru. W Radomiu święto to miało wyjątkowy charakter, ponieważ w Teatrze Powszechnym im. Jana Kochanowskiego odbyła się premiera słynnego musicalu „Cabaret" w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego. Na scenie mogliśmy oglądać prawie cały zespół Teatru w towarzystwie znakomitych muzyków.

Prapremiera musicalu miała miejsce na Broadway'u 20 listopada 1966 roku. Później wielokrotnie go wznawiano. Natomiast w 1972 roku Bob Fosse wyreżyserował filmową wersję „Cabaretu", która wpisała się do historii światowego kina zdobywając aż 8 statuetek Oscara. Dziś spektakl ten jest grywany w teatrach nie tylko w Nowym Yorku czy Londynie, ale na całym świecie. Polska prapremiera „Cabaretu" miała miejsce 26 czerwca 1992 w Teatrze Muzycznym-Operetce Wrocławskiej w reżyserii Jana Szurmieja.

Akcja spektaklu osadzona jest w Berlinie lat 30-tych XX wieku w czasie dogorywającej Republiki Weimarskiej, kiedy zaczynają się rodzić niepokoje związane z dochodzącą do władzy partią nazistowską. Tytułowy „Cabaret" to jedna z najpopularniejszych rozrywek wielkich miast tamtego okresu, miejsce spotkań artystycznego światka, gdzie znajdowano schronienie przed wszędobylską cenzurą.

W radomskiej inscenizacji Waldemara Zawodzinskiego obserwujemy rodzące się wśród dwóch par bohaterów uczucie: młodej Sally Bowles (Magdalena Placek), artystki występującej w Kabarecie Kit Kat i Clifforda Bradshaw'a (Marek Nędza), marzącego o karierze pisarskiej oraz dojrzałej Fraulein Schneider (Izabela Brejtkop), właścicielki pokoi na wynajem i Rudolfa Schultza (Jarosław Rabenda), żydowskiego sprzedawcy owoców. Te dwie historie miłosne rozwijają się pod dachem pensjonatu Fraulein Schneider. Cliff, będąc po raz pierwszy w Berlinie szuka taniego lokum i zarabia na czynsz, udzielając lekcji angielskiego. Z pomocą świeżo poznanego szmuglera Ernsta Ludwiga (Piotr Kondrat) trafia do kamienicy Schneider. Spotyka tam również niepokorną i wiodącą bogate życie towarzyskie, piękną lecz i nie pozbawioną kompleksów Sally. Zakochują się w sobie gorącą i spontaniczną miłością. Jednak to miłosne uniesienie niemal tak szybko jak rozgorzało, równie niespodziewanie się kończy, bowiem w tym czasie, w upadającej, upokorzonej przez Traktat Wersalski Republice Weimarskiej powstaje rasistowski ruch polityczny szybko przeradzający się w wiodącą partię. Cliff, obserwując sytuację polityczną Berlina postanawia uciekać do Paryża, jednak Sally nie chce porzucić ukochanej sceny swojego teatrzyku.

Rudolf Schultz i Fraulein Schneider kochają się i postanawiają się pobrać. Jednak krótko po hucznych zaręczynach pojawia się Ernst Ludwig - „życzliwy przyjaciel" ze swastyką na ramieniu i przekonuje Schneider do zerwania zaręczyn oraz kontaktów z narzeczonym. Ta, nie chcąc stracić kamienicy, lokatorów, a więc zrezygnować ze swojej skromnej stabilizacji, ulega jego namowom i w rezultacie odrzuca miłość Schultza. Akcję przeplatają sceny z Kabaretu Kit Kat animowane przez ekscentrycznego Konferansjera (Łukasz Mazurek), w których pojawia się szereg różnorodnych, barwnych osobliwości.

W „Cabarecie", Waldemar Zawodziński gmatwa zależności bohaterów zestawiając odmienne postaci znajdujące się w różnych sytuacjach, prezentujących różne postawy i podlegające w różnym stopniu naciskom wyznawanych wartości, Z jednej strony obyczajowo swobodny świat artystów i bywalców Cabaretu, z drugiej - świat wyznawców idei pełnej egoizmu i niesprawiedliwości, siejący strach i używający bezwzględnej i brutalnej przemocy wobec tych, którzy nie podzielają poglądów jej wyznawców. Jego przedstawicielem jest interesująca, z punktu widzenia dramaturgii spektaklu, postać. To Ernst Ludwig zafascynowany faszystowską ideologią i służący jej przywódcom, drobny przemytnik, i partyjny kurier budzący swoim politycznym zaangażowaniem zamieszanie i grozę. Jest także świat Clifforda Bradshawa z początku dosyć naiwnie postrzegającego relacje tworzące się w Niemczech, który jednak w końcu, pod wpływem zrozumienia nadchodzącego zagrożenia, postanawia opuścić Berlin i wyjechać do bezpiecznego wówczas Paryża.

W kwestii „Cabaretu" powiedziano w Polsce już wiele, każda z realizacji jest wyjątkowa na swój sposób. Waldemar Zawodziński w radomskiej dziewiątej już inscenizacji zaproponował kilka interesujących rozwiązań. Między innymi wydobył z orkiestronu i wyeksponował zespół muzyczny ubierając muzyków w kostiumy z epoki, co skutecznie wprowadza widzów w klimat berlińskiego kabaretu i co jest sporym atutem tego spektaklu.

W radomskim Cabarecie zobaczyć można kilka bardzo udanych interpretacji wokalno-aktorskich. Na szczególne uznanie zasługuje dobrze dramatycznie wymyślona i zagrana, a przede wszystkim dynamicznie zaśpiewana i ze zrozumieniem kabaretowej choreografii zatańczona rola Sally Bowles w wykonaniu Magdaleny Placek. Wydaje się, że dla tej aktorki, taniec, dramat i piosenka to trzy żywioły, w których czuje się jak ryba w wodzie.

Do nie mniej udanych należy także rola Izabeli Brejtkop wcielającej się w dramat miotanej pomiędzy miłością i pragmatycznym rozsądkiem Fräulein Schneider. Swoją aktorską klasę pokazał Jaroslaw Rabenda wnosząc wiele pogody i radości w niezwykle dramatyczną postać Rudolfa Schultza.

Ponadto serca widzów bezapelacyjnie skradli Włodzimierz Mancewicz, Wojciech Ługowski i Ryszard Mróz wcielający się z przyslowiowym wdziękiem i bezpretensjonalnością w role, mocno podstarzałych Frau Berty, Frau Tulli i Fräulein Uty, lokatorek domu pani Schneider.

Jak wiadomo w „Cabarecie" wiodącą postacią jest rola Konferansjera, którą, tak jak cały „Cabaret", odważnie i konsekwentnie poprowadził Łukasz Mazurek, roztańczony, rozśpiewany, pełen refleksji ubranych w kabaretowy żart. Zarówno warsztat dramatyczny, umiejętności wokalne, a także sceniczny gest opanował w wysokim stopniu, co - w połączeniu z barwnie i oryginalnie zaprojektowanym przez Marię Balcerek kostiumem - wywołało specjalne i zrozumiałe uznanie wśród zachwyconej spektaklem publiczności.

Zawodziński zaprosił również do współpracy trzech kulturystów wdzięcznie wcielających się w role kochanków Fraulein Kost (Joanna Jędrejek) zadając im nieskomplikowane, ale pełne uroku aktorskie zadania. W efekcie, każde pojawienie się ich na scenie wywoływało życzliwą radość na widowni.

Bardzo dobrze sprawdza się zamysł wystawienia tego, na wskroś muzycznego, spektaklu w teatrze dramatycznym, ponieważ w obsadzie przeważają aktorzy nie śpiewający na scenie na co dzień. Pozwala to w większym stopniu wyostrzyć walor dramatyczny tego znakomitego musicalu. Dodaje to inscenizacji dodatkowego, trudniej uzyskiwanego w teatrach muzycznych, smaczku.

Któż z nas nie zna hitów takich jak „Money, money...", „Willkommen" czy „Life is a Cabaret"? Toteż zabrzmiały one w wykonaniu radomskich aktorów znajomo, nieomal swojsko. W tym spektaklu jednak największe wrażenie robi piosenka finałowa, w której cały zespół aktorski, wspomagany przez chór dziecięcy w mundurach organizacji młodzieżowej Hitlerjugend z pełnym zaangażowaniem wyśpiewuje nazistowskie ideały. Niezwykle poruszająca scena i doskonała klamra zamykająca i kończąca ten dziwny, trochę romantyczny, trochę komediowy, ale także pełen podskórnego niepokoju, przerażający w swojej historycznej wymowie spektakl.

„Cabaret" od 48 lat gości na scenach całego świata i pewnie jeszcze długo będzie gościł, bo jego treść choć wstawiona w ramy określonego czasu i szczególnych okoliczności przedstawia dylematy i problemy także uniwersalne. Jeśli do tego zostanie ubrana w humor sytuacyjny będzie mądrą, atrakcyjną i niekoniecznie wyłącznie przerażającą w swojej wymowie rozrywką dla widza.

Radomski spektakl posiada wszystkie te zalety, dlatego Radomianie powinni przekonać się sami, w jakim stopniu życie, to także kabaret.

Katarzyna Jasielska
Dziennik Teatralny
4 kwietnia 2015

Książka tygodnia

Osobliwy dom pani Peregrine. Tom 4. Mapa dni
Wydawnictwo Media Rodzina
Ransom Riggs

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski