Boski memoriał wrażliwych dla wrażliwych

"Kora Boska" w reż. Katarzyna Chlebny - Teatru Nowy Proxima w Krakowie - mater. prasowe

6 listopada na deskach Teatru Nowego- Proxima w Krakowie odbyła się premiera spektaklu „Kora Boska" w reżyserii Katarzyny Chlebny, która mając ogromny sentyment jeszcze z dzieciństwa dla muzyki i charyzmy Kory obsadę tej roli pozostawiła dla siebie.

Spektakl stał swoistym memoriałem dla wokalistki Kory z Grupy rockowej Maanam, zmarłej niedawno po ciężko przebytej chorobie nowotworowej ale też niesamowitą dyskoteką, na którą z ogromną przyjemnością zaprosiłaby sama artystka wszystkich swoich fanów, aby poczuli magię sceny i siłę muzyki. Do spektaklu został zaangażowany sam dyrektor Teatru Nowego Proxima Piotr Sieklucki w roli Matki Boskiej Częstochowskiej, jak też dyrektor kreatywny Łukasz Błażejewski, który stworzył boską scenografię niebios anielskich, w których odbywa się cała akcja sztuki.

Pracy Łukasz Błażejewski włożył wiele nie tylko w scenografię ale również w projekt kostiumów. Intrygują one, wzbudzają niepokój i na pewno nie pozostawiają widza obojętnym wobec całej otoczki kiczu wizerunku Matki Boskiej, błyskotek odpustowych i ludzkiego wyobrażenia boskości dalekiego od mistycyzmu i głębi przeżywania wiary w byt pozaziemski. Akcja sztuki zaczyna się w nieokreślonym czasie i w przestrzeni, gdzie trzy wizerunki Matki Boskiej z Częstochowy – w tej roli Piotr Sieklucki, z Fatimy- Paweł Rupala i z Gaudelupe- Łukasz Błażejewski zadają pytania Korze na temat trzech cnót boskich- Wiary, Nadziei i Miłości. Wiara w Boga ale też w innych ludzi i w ich potencjał, jest w spektaklu kluczowym elementem. Wiarę w siłę muzyki i w to, że może ona dać komuś nadzieję na otwarcie wrót do miłości, Kora w swoim sercu zawsze miała, o czym zapewnia Katarzyna Chlebny z mistycyzmem wcielająca się w jej rolę. Egzamin z wiary po tamtej stronie lustra innego już świata nie jest mimo wszystko łatwo zdać. Matka Boska Częstochowska- niezłomny symbol polskiej wiary i polskiego katolicyzmu przeprowadza test czy będąc daleko od kościoła katolickiego można dostąpić zaszczytu oglądania Boga. Piotr Sieklucki jako Matka Boża z Jasnej Góry staje się głosem kościoła katolickiego, który nie potrafi przyznać się do błędów, uciekając przed prawdą gdzieś w tłum potykając się o własne błędy. Jak tonąca na okręcie katolicka Polska ściska pudełko z listami od wielbicieli naiwnie zaklinając rzeczywistość braku poparcia dla kłamstw i obłudy. Sarkazm Siekluckiego staje się manifestem, krzykiem wobec nietolerancji dla odmienności seksualnych czy też innych wyznań religijnych poza wspólnotą kościoła katolickiego.

Sama Kora była wyznawcą religii słońca, wiatru i kwiatów. Blisko związana jako nastolatka z ruchem hipisowskim krakowskiej bohemy nie mogłaby znaleźć innego miejsca jak Teatr Nowy Proxima na epitafium pośmiertne swojej muzyki, gdzie wielu stałych bywalców czuje i myśli tak, jak ona w sferze wrażliwości widzialnej tylko dla wrażliwych. Czy ta wrażliwość jest zauważalna w nowym polskim ładzie? To pytanie zadaje Sieklucki lecz jako pytanie retoryczne pozostanie do odpowiedzi indywidualnie dla każdego z widzów.

Tematem przewodnim sztuki mimo mocnych akcentów dygresyjnych sfery politycznej ówczesnej Polski pozostaje nade wszystko sama Kora i jej egzamin z trzech cnót wiary nadziei i miłości. Z miłości egzamin jest zdany, co do nadziei pytania odnośnie jej zdaje Paweł Rupala wcielający się w rolę Matki Boskiej Fatimskiej. Jako gej porusza temat trudny naiwności dziecka, która może być wykorzystana przez dorosłego czy to w formie molestowania seksualnego czy też obarczania winą braku posłuszeństwa wobec władz kościelnych. Co czuje dziecko, które traci matkę w wieku 4 lat i jest ciągle strofowane przez surowe siostry zakonne? Na pewno wielką tęsknotę. Dźwięk kapiącej wody w studni i jej echo, cichy szeptany głos zmarłej na gruźlicę matki, jakby z jej głębi jest najbardziej intymną sceną w całej sztuce. Nastrój tajemniczości potęguję struga światła, za która Katarzyna Chlebny w roli Kory jak za głosem prawdziwej miłości podąża, aby zjednoczyć się ze swoją matką. Światło jest łagodne, czułe, za którym bezpiecznie można podążać w silnym metaforycznym kontraście do światła rzucanego przez kościół katolicki, którym z kolei jest oślepiana jak na przesłuchaniu.

Gra światła w całym spektaklu jest bardzo istotna, jest jakby jednym z determinantów wywołujących adekwatny nastrój do atmosfery lęku czy też przeciwnie radości i rockowej zabawy. Światło raz jest tajemnicze, drugim razem barwne, szalone, dyskotekowe, zachęcające widownię do tańca. Zachęt do wspólnego przeżywania emocji jest wiele. Wspaniały bożonarodzeniowy poczęstunek słodkich winogron trudny co prawda przy obowiązku posiadania na twarzy maski ochronnej nabrał jednak symbolicznego znaczenia abyśmy mogli poczuć się jak dzieci na wspaniałej dyskotece, gdzieś otuleni w ramionach Boskiej Kory. Bliskość jej ramion wyczuwalna była cały czas podczas wspólnego wykonywania największych przebojów, których słowa w większości są znane na pamięć. Zadyma była jak przystało na każdy koncert grupy Maanam. Duże ilości dymu w sensie dosłownym jako efekt ognia, który rozpala zawsze publiczność, mogły przenieść publiczność do Jarocina, gdzie zawsze muzyka Maanamu dawała energię do działania

Kontrowersyjne życie Kory zdrada męża i jej związek z Kamilem Sipowiczem jako z kolei ten dym metaforyczny staje się oskarżeniem głosu katolickiej Polski. Kora w konfrontacji jako matka dwóch synów zadaje pytania Matce Bożej Fatimskiej o relacje Matki z synem skazanym na śmierć. Czym jest macierzyństwo i jak jest ono pojmowane przez Korę było tematem bardzo istotnym w sztuce podobnie jak temat pedofilii w kościele, o której Kora napisała utwór „Zabawa w chowanego" w 2010 roku.

Spektakl porusza wiele trudnych tematów homofobii czy też braku tolerancji dla laickości społeczeństwa w Polsce, zakończenie jest mimo wszystko jednak radosne. Wspólna dyskoteka Kory z widownią była zaskoczeniem, jednakże znając doświadczenie Katarzyna Chlebny jako wykładowcy w Krakowskim Instytucie Sztuki Wokalnej, jej wieloletnie doświadczenie konferansjery, można było przewidzieć, że tak to się właśnie wszystko skończy.

Bez pretensji, radośnie z wiarą, nadzieją i miłością poderwała widownie z krzeseł śpiewając nie pod playback lecz sama w oryginale jej utwory w swojej własnej interpretacji, pozostawiając w pamięci także siebie jako Katarzynę Chlebny, dla której Kora Jackowska jest autorytetem.

Dorota Pogorzelska
Dziennik Teatralny Kraków
13 listopada 2021

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia